Na niecałe siedem miesięcy przed mistrzostwami Europy współgospodarz turnieju rozgrywa mecz towarzyski w jednym z miast, gdzie odbędą się spotkania w ramach czempionatu. Stadion wypełnia się zaledwie w szóstej części, kibice nie kibicują. Upadli na głowę? Źle życzą reprezentacji? Jeśli obrzydza się ją jak tylko się da, trudno się dziwić.
Kiedy w kwietniu 2007 roku Michel Platini ogłosił, że mistrzostwa Europy odbędą się w Polsce i na Ukrainie, w obydwu krajach zapanowała euforia. Po niej przyszło otrzeźwienie: owszem, mamy szansę na skok cywilizacyjny, ale znając naszych decydentów i politycznych, i piłkarskich, a także (nie oszukujmy się) naszą własną mentalność, mamy szansę na spektakularne klęski. Przynajmniej trzy rodzaje.

Najbardziej oczywista była klęska organizacyjna. Nie będzie dróg, nie będzie niezbędnej infrastruktury kolejowej i lotniczej, hoteli, stadionów. Idealnie w tej kwestii nie jest, ale okazało się, że wstydu raczej wyjątkowo nie będzie. Niemal od razu nasunęły się też do głowy myśli o klęsce sportowej. W 2007 roku zaczęła raczkować ekipa Beenhakkera, która miała ciekawe momenty, coś tam osiągnęła, ale jak już się rozsypała, to z hukiem tak wielkim, że na dobrą sprawę słychać go do dzisiaj. Przez długi czas gra naszej reprezentacji wyglądała tak, że nawet piłkarscy laicy zdawali sobie sprawę, że w czerwcu 2012 będzie żal i rozpacz. W tej chwili nastroje są nieco inne, lepsze, chociaż oczywiście pewności, że czarny scenariusz nie okaże się rzeczywistością, niestety nie mamy.
Nikt natomiast cztery i pół roku temu nie podejrzewał, że Euro może nam przynieść zupełnie inną klęskę – kibicowską. Widok, który ukazał się naszym oczom w czwartek w Poznaniu, czyli straszący pustką stadion, rokuje niebywale źle. Przez ostatnie pięć lat przypominam sobie tylko dwa takie mecze, obydwa jesienią – w 2006 roku z Serbią na Legii i w 2009 roku ze Słowacją na Stadionie Śląskim. Wtedy powodem bojkotu reprezentacji były fatalne wyniki kadry.

Co jest powodem sytuacji, z którą spotykamy się teraz? Problem, jak wiadomo, jest złożony. Darujcie, ale nie wspomnę o orle. Orle. Na całym świecie to firmy odzieżowe decydują, w jakich strojach będzie grała dana reprezentacja. Nie związki (federacje). Być może PZPN wiedział wcześniej, że Amerykanie z Nike nie planują na nowej koszulce umieszczać wizerunku orła. Być może mógł w jakiś sposób interweniować. Ale czy na pewno? I czy jest sens robić z tego taki wielki problem?














