Na Bułgarskiej (prawie) tak jak zawsze – sporo goli, gorąca atmosfera i emocje do samego końca. Z jednym, ale jakże ważnym szczegółem, to przyjezdni z Bełchatowa byli w glorii i chwale. Lech Poznań – PGE GKS Bełchatów 2:3!
Po jednej stronie charyzmatyczny, mocny „w gębie” Franciszek Smuda, po drugiej dyplomatyczny i spokojny Paweł Janas. To właśnie starcie tych trenerów dodawało smaczku tej rywalizacji. Mimo odmiennych charakterów mają ze sobą coś wspólnego – obaj prowadzili rodzimy klub w elitarnej Lidze Mistrzów. „Franz” w 1997 r. Widzew Łódź, „Janosik” rok wcześniej warszawską Legię. Pierwszy europejską przygodę zakończył już po fazie grupowej, drugi dopiero po ćwierćfinale.
Czas szybko mija, miniona dekada przyniosła im wiele wspomnień,. Teraz pracują z myślą o zupełnie innych sukcesach. W Poznaniu Smuda ma wywalczyć tytuł mistrzowski, a Janas w Bełchatowie odegrać rolę czarnego konia rozgrywek, mieszając w szykach niejednej drużynie.
W pierwszym, po siedmioletniej przerwie, meczu w ekstraklasie namieszał skutecznie. Kto by się tego spodziewał w 45 minucie, kiedy wszystko szło zgodnie z planem – Lech prowadził 1:0. Z dobrej strony poznańskim fanom pokazał się po raz drugi Bośniak Semir Stilić. Do jego dośrodkowania najwyżej wyskoczył Hernan Rengifo i pokonał Krzysztofa Kozika.
Paweł Janas skutecznie przemówił do swoich podopiecznych w szatni, bo ci już pięć minut po przerwie doprowadzili do remisu. Carlos Costly zgrał piłkę do Tomasza Jarzębowskiego, który ładnym strzałem posłał futbolówkę do siatki.
Z pewnością na długo piątkowy wieczór zapamięta Robert Lewandowski. 20-latek wszedł na murawę w 63. minucie, aby kilka chwil później strzelić swoją dziewiczą „pierwszoligową” bramkę, zresztą bardzo piękną. Po dynamicznej akcji w pole karne zagrał Tomasz Bandrowski, debiutant wbiegł tam, gdzie wbiec powinien, trafiając skutecznie „piętką”.
Podobno nic dwa razy się nie zdarza…a jednak bełchatowianie potrafili jeszcze raz wyrównać za sprawą Tomasza Wróbla, który – mimo zaledwie 168 centymetrów wzrostu – wiedział, co zrobić z piłką po centrze Piotra Cetnarowicza. W 81. minucie straszny błąd Luiz Henriqueza, który skierował piłkę do własnej bramki, spowodował ciszę na Bułgarskiej. Panamczyk nie będzie miał dzisiaj spokojnej i przespanej nocy.
Było warto czekać tak długo na inauguracje Ekstraklasy. Dwa mecze, dziewięć goli, mnóstwo emocji. Liga żyje!










