W wojnie polsko-angielskiej, której areną było londyńskie Wembley, lepsi okazali się gospodarze, pokonując Polaków 2:0. Pierwsza bramka padła w końcówce pierwszej połowy za sprawą Wayne’a Rooneya, a drugą Gerrard strzelił na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry po błędzie polskiej defensywy. Styl, w jakim przegrali Polacy, był całkiem niezły, lecz nieskutecznością raził Lewandowski, któremu wybitnie nie szło tego dnia.
Początek wielkiego meczu z Anglią był bardzo spokojny. Anglicy popełniali proste błędy, co próbowali wykorzystać Polacy, jednak również nie byli nieomylni. Po kilku minutach świetnie wbiegł Lewandowski z piłką przed bramkę Anglii, ale Kuba nie nadążył za „Lewym” i w efekcie napastnik Borussii Dortmund nie miał z kim rozegrać tej akcji. W 9. minucie, po nieudanie wykonanym rzucie rożnym przez gospodarzy, aktywny Lewandowski przebiegł całe boisko z piłką i oddał nieco za lekki strzał, co zapewne było wynikiem przebiegniętego dystansu. Tuż po tej akcji fenomenalnie uderzył Townsend i z ogromnym trudem bronił Szczęsny, wybijając piłkę niebezpiecznie przed siebie. W 14. minucie ponad 20 tysięcy polskich kibiców podskoczyło z radości, ponieważ myśleli, że Sobota wpakował piłkę do bramki, jednak była to tylko boczna siatka. Defensywa Anglii nie była tego dnia monolitem. Po huraganowym tempie tego meczu w pierwszym kwadransie później nastąpił spokojniejszy moment.

Ten spokój mógł zabić świetnie wykonany rzut wolny, do którego podszedł Gerrard, ale niewiele zabrakło, aby Smalling trafił głową. Polacy tego dnia byli mistrzami kontrataków. W 23. minucie świetnie zagrali podopieczni Fornalika. Mierzejewski podał do niepilnowanego Lewandowskiego, lecz Robert uderzył obok słupka. Anglicy, widząc, jakim zagrożeniem są kontrataki Polaków, wzięli się do pracy. W 26. minucie co najmniej dwa razy mogliśmy stracić gola. Najpierw piłka zatrzymała się na poprzeczce po strzale Townsenda, a kilka sekund później Gerrarda zatrzymał Szczęsny. W 30. minucie dobrą akcję skonstruowali Anglicy, jednak dobrze interweniowali polscy defensorzy. Minutę później wydawało się, że już musi paść gol dla gospodarzy, ale znów cudownie obroniliśmy.
Ostatni kwadrans Anglicy rozpoczęli, przeprowadzając frontalne ataki, które na szczęście pewnie bronił…Szczęsny. O ile przez pół godziny potrafiliśmy radzić sobie z Anglikami, o tyle później już gospodarze dyktowali warunki, lecz trzeba przyznać, że polska obrona działała niemal wzorowo. W końcówce Anglicy zajęli się konstruowaniem ataku pozycyjnego, i to im się opłaciło, ponieważ uśpili trochę Polaków, po czym rozciągnęli akcję. Baines wrzucił w pole karne i Rooney nie mógł chybić. Nie udało się utrzymać bezbramkowego remisu do końca pierwszej połowy.











