Ekstraklasowa logika żyje i ma się dobrze. Przekonać się o tym mogliśmy na przestrzeni kilku ostatnich dni. Zresztą nie od dziś wiadomo, że nasze rodzime rozgrywki są jednymi z najbardziej nieprzewidywalnych na świecie. Tak było, jest i najprawdopodobniej będzie. Zawsze każdy może tutaj wygrać z każdym. Nieważne, w jakiej formie i które miejsca w tabeli zajmują drużyny. Tutaj nieustannie istnieje możliwość spełnienia się najdziwniejszego lub najmniej oczekiwanego scenariusza.
Najlepszym dowodem na potwierdzenie wyżej wspomnianej tezy, że ekstraklasowa logika żyje i ma się dobrze, są ostatnie spotkania Wisły Płock. Mianowicie jeszcze przed pierwszą w tym sezonie przerwą reprezentacyjną „Nafciarze” mieli passę dwóch zwycięstw, pokonując Pogoń Szczecin i ŁKS Łódź. I kiedy wydawało się, że podopieczni Radosława Sobolewskiego są na fali, po przerwie na reprezentację podejmowali na wyjeździe Zagłębie Lubin.
Warto tutaj wspomnieć, że lubinianie byli troszeczkę osłabieni. Nie chodzi co prawda o jakieś braki stricte kadrowe, ale mamy na myśli wcześniejsze zwolnienie trenera Bena Van Daela, który jest jednym z pierwszych, obok Gino Lettierego, szkoleniowców, którym podziękowano w obecnych rozgrywkach. Dodatkowo należy wspomnieć, że do meczu z Wisłą Płock „Miedziowi” przystępowali, mając niechlubną passę trzech porażek z rzędu, przegrywając kolejno z: Legią, Piastem i Wisłą Kraków.
Mimo tego, że do Lubina przyjechała drużyna rozpędzona dwoma zwycięstwami z rzędu, i to nie z byle jakimi rywalami, to i tak rozstrzygnięcie spotkania korzystne było dla Zagłębia. Zagłębia, które – przypomnijmy – w ostatnich trzech spotkaniach zaliczyło trzy sromotne porażki. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby „Miedziowi” się wreszcie przełamali. Jednakże rozmiar klęski płocczan w Lubinie udowodnił, że ekstraklasowa logika to pojęcie cały czas dobrze znane i odstraszające kibiców chcących grać u bukmachera z myślą o obstawianiu naszej rodzimej ligi… Skrót klęski Wisły Płock można znaleźć, klikając TUTAJ.
Grali o lidera…
W środowy wieczór „Nafciarze” podejmowali na swoim stadionie w zaległym meczu czwartej kolejki PKO Ekstraklasa Legię Warszawa, która przyjechała do Płocka w celu zameldowania się na fotelu lidera. Mało kto zakładał, że z tego starcia zwycięsko wyjdą podopieczni Radosława Sobolewskiego. Jeszcze mniej osób w ogóle stawiało na to, że kiedykolwiek Radosław Majecki, młody golkiper „Wojskowych”, popełni pierwszego poważnego babola w swojej seniorskiej karierze. Pech chciał, że akurat w meczu o zajęcie pozycji lidera.
– Nie był to dobry mecz w naszym wykonaniu, ale i tak nie powinniśmy tu przegrać. Mieliśmy klarowane okazje, których nie potrafiliśmy wykorzystać. To jeden z powodów naszej porażki, nie mówiąc już o tym, jak straciliśmy gola – tłumaczył po przegranej z Wisłą Płock szkoleniowiec Legii, Aleksandar Vuković. –– komentował Serb.











