W pierwszej niedzielnej potyczce naprzeciw siebie stanęli piłkarze ŁKS Łódź i Piasta Gliwice. Beniaminek ze Śląska, po nieszczęśliwych przegranych z Lechem i Legią, potrzebował punktów, by oddalić się od strefy spadkowej. Tymczasem „Rycerze Wiosny” chcieli przed własną publicznością udowodnić, że ich wysoka forma to nie przypadek.
Pierwsze minuty nie wyłoniły zdecydowanego faworyta spotkania. Gra toczyła się głównie w środku pola i żadna ze stron nie potrafiła stworzyć zagrożenia w polu karnym przeciwnika. ŁKS z upływem czasu zaczął dyktować warunki na boisku, jednak nie trwało to zbyt długo. Świadkami pierwszego celnego strzału byliśmy dopiero w 22. minucie. Zza linii pola karnego uderzał Smoliński, jednak Kasprzik nie miał najmniejszych problemów z obroną tego strzału. W połowie pierwszej odsłony Seweryn próbował zaskoczyć Wyparłę, jednak lepszy okazał się golkiper gospodarzy. Od tego czasu stroną przeważającą był Piast, ale gliwiczanie byli zbyt nieudolni w poczynaniach ofensywnych, by zdobyć gola. Na boisku panował chaos, co nie podobało się zgromadzonym na stadionie kibicom. Regulaminowe 45. minut nie przyniosło nic ciekawego i mogliśmy mieć tylko nadzieję, że po przerwie obraz gry ulegnie zmianie.
Wszyscy sympatycy futbolu, obecni na obiekcie przy Alei Unii Lubelskiej, oczekiwali większego zaangażowania swoich ulubieńców. Żadna z drużyn w dalszym ciągu nie jest pewna ligowego bytu, zatem powinniśmy zobaczyć więcej pasji i walki na murawie. Początek drugiej części przypominał walkę dwóch rannych byków. Głównym placem boju był środek boiska. Groźniejsze akcje przeprowadzał ŁKS, jednak brakowało wykończenia. Defensorzy Piasta gubili się, co nie rokowało zbyt dobrze. W 60. minucie, gospodarze nieoczekiwanie zostali brutalnie skarceni przez przyjezdnych. Niepilnowany Smektała błyskawicznie przedarł się w pole karne i pewnym uderzeniem pokonał łódzkiego bramkarza. Dwanaście minut później podopieczni Grzegorza Wesołowskiego mogli zostać upokorzeni przez Podgórskiego, ale fantastycznie obronił Wyparło i piłka trafiła w słupek. „Ełkaesiacy” za wszelką cenę starali się zmienić niekorzystny rezultat. Piast bronił się mądrze, czekając na okazję do kontrataku. W końcówce Czerkas strzelał głową (niecelnie) i od własnej bramki rozpoczął Kasprzik. W doliczonym czasie gry nieskuteczny dziś Koczon mógł wpisać się na listę strzelców, Wyparło udowodnił swą wartość i czubkiem palców zdołał wybić futbolówkę. Chwilę potem sędzia gwizdnął po raz ostatni. Trzy punkty jadą do Gliwic, łodzianie muszą obejść się smakiem.










