Nasza liga nie należy do światowej czołówki. Nie należy nawet do bardzo dobrych. Nie oszukujmy się – nawet do dobrych. Ekstraklasa jest co najwyżej przeciętna i taka jest prawda. Jednak dla drużyn w niej występujących okazuje się wymagająca, ponieważ po zaledwie dwóch kolejkach od początku sezonu każda z nich straciła punkty przynajmniej raz. Nie było ekipy, która do tego czasu zanotowałaby komplet zwycięstw. Czy już naprawdę upadliśmy tak nisko, że nie ma choćby jednego składu, który wygra dwa mecze na początku sezonu? Czy aż tak dużo wymagamy?
Możemy jakkolwiek usprawiedliwić i rozgrzeszyć 18 ekstraklasowych drużyn?
Raków zawiódł
Ostatnią ekipą, która miała szansę zdobyć sześć punktów po dwóch kolejkach, był Raków. Częstochowianie w meczu inaugurującym nowy sezon w ciekawych okolicznościach pokonali na wyjeździe Piasta Gliwice. Za mocna okazała się Jagiellonia, która w Białymstoku nie pozostawiła wicemistrzom Polski żadnych złudzeń i gładko pokonała ich 3:0. Koncertowy mecz rozegrał kapitan zespołu z Podlasia, Taras Romanczuk, który zdobył tego wieczora dwie bramki.
2. kolejkę kończył poniedziałkowy mecz Lechii Gdańsk z Wisłą Płock. Żadni z nich nie bili się o drugie zwycięstwo. Wisła przegrała i nie zdobyła nawet jednego punktu od startu sezonu, a Lechia zaledwie zremisowała w pierwszej kolejce.
Patrząc na tabelę ekstraklasy, próżno szukać u jakiejkolwiek drużyny dwóch zielonych „ptaszków”, które oznaczają wygraną. U dwóch z 18 ekip próżno szukać w ogóle punktów, ponieważ Wisła Płock i Górnik Zabrze nie zaznali w sezonie 2021/2022 smaku triumfu.
Ekstraklasa vs. puchary – co ważniejsze?
Jak mawia klasyk, trzeba odpuścić mecz pucharowy kosztem spotkania z Podbeskidziem w lidze, żeby nie stracić szans na Europę za rok. Absurdalne, prawda? Trochę, a nawet bardzo, ale w naszej lidze panuje pucharowa choroba. Pojawia się zawsze gdzieś w okolicy lipca, sierpnia. Objawia się słabymi wynikami w lidze kosztem większych pieniędzy, które czekają w kolejnych rundach eliminacyjnych.
Większość drużyn, które na koniec sezonu zakwalifikują się do pucharów, gdy przyjdzie czas ich rozgrywania, stawia wszystko na jedną kartę. Wóz albo przewóz. Albo im się uda, jak ostatnio Lechowi, co niestety jest rzadkością. Albo odpadamy w przedbiegach i możemy „spokojnie skupić się na lidze”. Zawsze mocnej i wymagającej, jaką jest nasza ekstraklasa! No nie róbmy żartu z żartu, ale fakty są takie, że żaden polski zespół nie ma/nie miał kadry, która pozwalała na zadowalającą walkę na trzech frontach. Zawsze odbijało się to czkawką.











