Losy wyścigu po mistrzowską koronę co prawda są już rozstrzygnięte, co nie znaczy, że w Ekstraklasie emocje są gatunkiem na wymarciu. Wręcz przeciwnie. W poprzedniej kolejce w dramatycznych bojach walczono o udział w europejskich pucharach, a także o utrzymanie. Kto przybliżył się do celu?
W poprzedniej kolejce zobaczyliśmy 24 bramki, co daje dosyć pokaźną średnią trzech goli na mecz.
Koniec złudzeń PGE GKS-u

W Bełchatowie doszło do spotkania niemalże bezpośrednich sąsiadów w tabeli polskiej Ekstraklasy. Lepszym zespołem było Zagłębie. W środku pola podopieczni Jana Urbana dominowali niemal przez całe spotkanie, dorzucając do tego kilka ciekawych akcji. Choć bramki nie padły po bajecznych akcjach (rzut karny oraz bramka samobójcza), to spotkanie mogło się podobać. Zagłębie, wygrywając, zapewniło sobie utrzymanie, PGE GKS zmazał zaś nadzieję na uzyskanie miejsca premiującego grą w Lidze Europejskiej.
Zaskoczenie rodem z Zabrza

Chyba nikt się nie spodziewał, że borykający się z poważnym problemami finansowymi Górnik Zabrze będzie się liczył w walce o puchary. Ale tak się rzeczywiście dzieje! Dzięki zwycięstwu ze Śląskiem Wrocław zabrzanie dalej liczą się w stawce. Zwycięstwo dość szczęśliwe, bo uzyskane dzięki dwóm samobójczym trafieniom – Tadeusza Sochy i Mariusza Pawelca. Ozdobą meczu była bramka Roka Elsnera, który fantastycznie przymierzył z dystansu.
Dramat kieleckiej defensywy

Korona Kielce, podbudowana przełamaniem na własnym stadionie, jechała do Białegostoku z zamiarem zdobyczy punktowej. Pierwsza połowa, mimo iż szczęśliwie zakończona remisem, utwierdziła kielczan w przekonaniu o możliwości zwycięstwa. Nic bardziej mylnego. Jagiellonia skarciła kompletnie niefunkcjonujący blok defensywny Korony, pokonując Szamotulskiego aż czterokrotnie! Golkiper gości powiedział po meczu, że drużyna została w szatni na drugą połowę i chyba to jest najlepsza puenta sobotniego spotkania.












