Górnik przegrał z Polonią 0:1 w meczu 30. kolejki Ekstraklasy. Tak dramatycznego zwieńczenia długiej i mozolnej walki o utrzymanie nikt na Roosevelta się nie spodziewał. Gdy klub ze Śląska biegać będzie po boiskach pierwszej ligi, rywalizację w Lidze Europejskiej rozpocznie Polonia Warszawa.
Chęć gry w nowym tworze UEFA wyrażała także drużyna PGE GKS Bełchatów. Podopieczni Rafała Ulatowskiego, by marzyć o czwartej pozycji w końcowym rozrachunku, musieli zdobyć trzy oczka w Białymstoku oraz liczyć na utratę kompletu punktów przez Polonię w Zabrzu. Pierwsza część planu została zrealizowana przez bełchatowian. Najpierw w 24. minucie niefortunnie do własnej siatki piłkę skierował Tiago Cionek, a w samej końcówce wynik ustalił Jakub Tosik, dla którego był to pierwszy gol w Ekstraklasie. Po wygranym spotkaniu Bełchatowianie rozpaczali, a to przez złe dla nich wiadomości z Zabrza. Na europejskie puchary GKS będzie musiał poczekać.

Ich rozpacz to i tak nic w porównaniu do lamentów pomeczowych ze Stadionu przy ul. Roosevelta. Kibicom Górnika, którzy od 1978 r. oglądali swój klub nieprzerwanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, teraz przyjdzie przełknąć gorzką pigułkę. Nadzieje na pozostanie podopiecznych Henryka Kasperczaka w Ekstraklasie były doprawdy ogromne, bo choć kilkakrotnie w ostatnich latach zabrzanie mieli nóż na gardle, to zawsze udawało się zażegnać niebezpieczeństwu. Tym bardziej kibiców musi boleć fakt, że spadek zbiegł się z momentem największego rozwoju klubu, który jest zasługą możnego sponsora.
Górnik starał się i walczył, ale to Polonia wykazała zimną krew w decydujących sytuacjach. Zabrzanie nie wytrzymali presji, pod wpływem której grali od początku rundy. Dawid Jarka seryjnie marnował wyśmienite okazje, a Grzegorz Bonin przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem. Bohaterem „Czarnych Koszul” został rezerwowy Daniel Mąka, który w 89. minucie zapewnił Polonii grę w Lidze Europejskiej.











