W kolejnym sobotnim meczu 26. kolejki polskiej Ekstraklasy na stadionie w Białymstoku Odra Wodzisław pokonuje gospodarzy 2:1. Dzięki zwycięstwu Odra oddaliła się od strefy barażowej – zajmuje 9. miejsce w tabeli. W ostatnim sobotnim meczu Górnik wygrywa 2:0 z gdańską Lechią, odbijając się tym samym od dna ligowej tabeli.
Po raz pierwszy w tym roku Jagiellonia na własnym boisku zawiodła i po czterech kolejnych zwycięstwach nadeszła porażka.
W pierwszej połowie oba zespoły zupełnie nie przypominały siebie z poprzednich meczów. Jaga – bezbarwna, Odra – konsekwentna i odważna. Już w 12. minucie w pole karne gospodarzy wpadł Małkowski, odegrał do Moskala, a ten bezproblemowo umieścił piłkę w siatce. Kwadrans później powinno być 2:0, ale Korzym kilkakrotnie strzelał wprost w interweniującego Lecha.
W drugiej połowie gra Jagiellonii wyraźnie się poprawiła. Jednak przewagę podopieczni Michała Probierza udokumentowali dopiero w 85. minucie. Frankowski świetnym podaniem uruchomił Grosickiego, a ten w sytuacji sam na sam strzelił między nogami Stachowiaka.
Po tej bramce wydawało się, że Jagiellonia uczyni wszystko, by wygrać. Niespodziewanie jednak z kontratakiem wyszli gracze Odry. Gospodarze stracili piłkę przed swoim polem karnym, a podanie od Małkowskiego z prawej strony otrzymał Wodecki. Młody zawodnik nie miał problemów ze skierowaniem piłki do siatki Jagiellonii.
Górnik wygrał mecz o „więcej niż trzy punkty”
Piłkarze Górnika na murawę wyszli bardzo zmotywowani. Szczególnie było to widać w pierwszej połowie, kiedy znakomita większość akcji należała właśnie do nich.
W trzeciej minucie spotkania Maciej Kowalczyk znalazł się w sytuacji sam na sam z Sebastianem Nowakiem, jednak trafił wprost w bramkarza gospodarzy. Większą skutecznością wykazał się sześć minut później gracz gospodarzy, Mariusz Magiera. Po znakomitym podaniu Piotra Madejskiego z lewej strony boiska, uderzył mocno pod poprzeczkę bramki Pawła Kapsy.
Lechia miała okazję aby wyrównać stan meczu. W 23. minucie Jakub Zabłocki wykorzystał złe ustawienie zabrzańskich obrońców i po raz kolejny Nowak musiał bronić w sytuacji sam na sam. Po raz kolejny udanie.
Można rzec, że cały mecz rozegrał się w pierwszej połowie, bowiem najciekawsze sytuacje miały miejsce jeszcze przed przerwą. 27. minuta – uderzenie Adama Banasia z rzutu wolnego, 30. minuta – potężne uderzenie Bonina z 25 metrów czy fatalny kiks Szczota, który chwilę po tym nie trafił do pustej bramki Kapsy, to tylko telegraficzny skrót pozostałych sytuacji z pierwszych 45. minut.
Po przerwie w ekipie Lechii nie można było zauważyć wielkiej mobilizacji. Jedną z kolejnych okazji na podwyższenie wyniku gospodarze zmarnowali w 58. minucie, gdy znów swój kunszt musiał pokazać Kapsa, interweniując w ostatniej chwili.
Pomimo skromnego wyniku pod koniec meczu na trybunach dało wyczuć się atmosferę euforii. Gol Dariusza Kołodzieja z 86. minuty jedynie potwierdził nastroje kibiców zabrzan i dał powód do świętowania ważnych trzech punktów. Trzech w tabeli, bo w rzeczywistości Górnik grał dzisiaj o wiele więcej.










