Po dwóch tygodniach przerwy w meczach kadry narodowej wreszcie do gry wróciła nasza Ekstraklasa. Pierwsze mecze 9. serii spotkań rozegrano w Wodzisławiu Śląskim i Warszawie.
Jagiellonia, mimo ostatnich dobrych występów w Pucharze Ekstraklasy, spotkanie przeciwko Odrze rozpoczęła bardzo słabo. To gospodarze atakowali i stwarzali kolejne sytuacje marnowane przez napastników klubu z Wodzisławia. Wreszcie Odra wykorzystała szansę, którą sprokurowali sami obrońcy Jagi – jeden z nich poślizgnął się na lewej stronie przy własnym polu karnym, stracił piłkę na rzecz Rygiela, który dośrodkował na piąty metr. Tam stał Arkadiusz Aleksander, ale jego próba przyjęcia piłki była fatalna, miał szczęście, że całą akcję skutecznie zamknął Maciej Małkowski. Trener drużyny z Białegostoku nie zwlekał z reakcją i po kilku minutach zdjął winowajcę straconej bramki, Brazylijczyka Thiago. Początkowo zmiana wniosła niewiele dobrego do gry jego podopiecznych, ale pod koniec pierwszej połowy Jagiellonia wywalczyła rzut rożny. Sprytne wykonanie stałego fragmentu gry kompletnie zaskoczyło bierną obronę gospodarzy, a ich nieporadność wykorzystał Pavel Stano.
W drugiej odsłonie znów przeważała Odra, a Jagiellonia tylko czekała na okazje do kontry, które zdarzały się dosyć rzadko. Trzy punkty gospodarzom mógł zagwarantować Maciej Korzym, ale gdy już znalazł się w idealnej sytuacji, fatalnie przestrzelił. Napastnik z Wodzisławia nie będzie dobrze wspominał tego spotkania; zakończyło się ono podziałem punktów. Z pewnością to Odra była bliżej trzech punktów, ale jeśli nie wykorzystuje się tak wielu dogodnych sytuacji, nie ma co marzyć o zwycięstwie.
Przy Konwiktorskiej spotkały się ze sobą dwa zaprzyjaźnione kluby – Polonia Warszawa i Cracovia. Klub z Krakowa był ostatnio w beznadziejnej formie, przegrywając w fatalnym stylu, co najwyżej notując remis. Tym razem goście mocno weszli w spotkanie i wykorzystali błąd w ustawieniu Czarnych Koszul już w czwartej minucie, a swojego pierwszego gola w Ekstraklasie zdobył Jakub Kaszuba – z bliska podcinając piłkę nad Przyrowskim. Polonia w pierwszej połowie nie była w stanie oddać nawet celnego strzału na bramkę Cabaja, a jedyną dogodną okazję w fatalny sposób zmarnował Kosmalski. Natomiast Cracovia bez respektu podeszła do lidera i gdyby nie świetna postawa bramkarza Polonii, Wasiluk i Milosević zapewne podwyższyliby wynik spotkania jeszcze przed przerwą.
Na szczęście dla kibiców Czarnych Koszul Jacek Zieliński bardzo dobrze wykorzystał piętnaście minut w szatni i jego podopieczni wyszli na drugą połowę z lepszym nastawieniem. Motywująco podziałały również dwie zmiany – za Kosmalskiego wszedł Gajtkowski, a bezbarwnego Piechniaka zastąpił obiecujący Mąka. Najlepszym zawodnikiem Polonii był bez wątpienia Jarosław Lato i to on w 50. minucie świetnym uderzeniem z wolnego prosto w okienko wyrównał stan spotkania. Po zdobyciu bramki przez Polonistów na boisku zrobiło się więcej miejsca i kibice mogli obserwować, jak akcja przenosi się z jednego na drugie pole karne. Dla Cracovii najlepszą sytuacje zmarnował Tomasz Moskała, który, zamiast pokonać Przyrowskiego, z 5 metrów uderzył szczupakiem prosto w bramkarza gospodarzy. W odpowiedzi znów Lato zagroził bramce Cabaja, ale gdy już miał podawać do osamotnionego Ivanowskiego, uderzył z trudnej pozycji i golkiper Pasów wyszedł zwycięsko z tego pojedynku. Po chwili groźnie uderzał Radek Mynar, ale ponownie dobrze się spisał Marcin Cabaj. W drugiej połowie Polonia powinna zapewnić sobie trzy punkty, jednak po świetnej akcji Laty do pustej bramki nie trafił Mąka i mecz przyjaźni zakończył się remisem.










