Lech Poznań nie dał sobie odebrać prowadzenia w tabeli. Poznaniacy pewnie pokonali Polonię Bytom. W meczu przyjaźni lepsza okazała się Arka, która nie bez kłopotów pokonała Cracovię.
Zima w fotelu lidera
W sobotę Legia Warszawa wygrała z GKS Bełchatów 3:0 i Lech, by odzyskać prowadzenie w tabeli, musiał również wygrać różnicą co najmniej trzech goli. Zawodnicy Polonii Bytom przed meczem upatrywali swojej szansy w tym, że gracze „Kolejorza” czuli w nogach trudy czwartkowego meczu z Deportivo. Jednak piłkarze Lecha od początku spotkania pokazali, że zostali do rundy jesiennej świetnie przygotowani kondycyjnie.
W 22. minucie meczu do akcji ofensywnej gospodarzy podłączył się bardzo aktywny Arboleda. Zacentrował piłkę w pole karne, sprytnie przepuścił ją Jakub Wilk, futbolówka trafiła pod nogi Hermana Rengifo, który precyzyjnym strzałem umieścił ją w siatce.
Gospodarze nie poprzestawali na atakach. W 39. minucie rzut wolny wykonywał Djurdjević, którego dośrodkowanie na gola zamienił Wilk. Pomocnik Lecha strzelił głową w samo okienko bramki.
Polonia miała szansę strzelić przed przerwą kontaktowego gola, jednak Turina nie dał się zaskoczyć Jarominowi. Przez całą pierwszą połowę gracze z Bytomia grali otwarty futbol, nie skupiając się tylko na murowaniu własnej bramki.
” – Wiemy, że do objęcia fotelu lidera brakuje nam już tylko jednej bramki, dlatego mimo zmęczenia musimy w drugiej połówce dać z siebie wszystko po przerwie” – mówił schodzący do szatni Djurdjević
W 59. minucie Herman Rengifo strzelił swoją drugą bramkę w tym meczu. Po składnej akcji Lecha peruwiański napastnik nie dał szans Peskoviciowi. Było to już jego 6. trafienie w obecnych rozgrywkach.
Mecz toczył się w dość spokojnym tempie. Więcej niż na boisku działo się na trybunach. Kibice poznańskiego „Kolejorza” zaprezentowali bardzo efektowną oprawę, która przyćmiła lekko wydarzenia na boisku.
– Zasłużyliśmy na fotel lidera. Teraz czeka nas trochę odpoczynku, żeby móc zaprezentować się z dobrej strony w ostatnim meczu grupowym Pucharu UEFA – mówił po meczu Sławomir Peszko.
Mecz przyjaźni
Ciężkie warunki atmosferyczne panujące w Gdyni sprawiły, że piłkarze obu drużyn nie pokazali porywającego futbolu w pierwszej połowie. Nieco lepsze wrażenie sprawiali piłkarze z Krakowa, lecz mogli na przerwę schodzić z bagażem jednej bramki. Tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę dobrą okazję miał Damian Nawrocik. Znany z dobrej techniki napastnik Arki nie potrafił jednak umieścić piłki w siatce, dlatego kibice po pierwszych trzech kwadransach mieli prawo czuć się zawiedzeni.
– Cracovia gra otwartą piłkę, natomiast my zagraliśmy bardzo słabe 45 minut. Musimy zmienić naszą grę, jeśli chcemy zdobyć 3 punkty – mówił w przerwie wyraźnie rozgoryczony Michał Łabędzki.
W 55. minucie po kontrze Cracovii w doskonałej sytuacji znalazł się napastnik „Pasów’’, Bartłomiej Dudzic. W sytuacji sam na sam strzelił jednak wprost w Norberta Witkowskiego. Niewykorzystana sytuacja zemściła się kwadrans później. Marcin Wachowicz ograł w polu karnym obrońcę Cracovii i silnym strzałem pokonał Marcina Cabaja.










