W piątek Wisła, w sobotę Ruch, w niedzielę Legia. Trzy drużyny z czołowej czwórki polskiej Ekstraklasy poległy w spotkaniach 19. kolejki. Tylko Lech zachował twarz i pokazał, że szanse na mistrzostwo ma bardzo duże, a jeśli wspomniane drużyny nadal będą grac tak, jak do tej pory, to nawet ogromne.
Seria cudów w 19. kolejce rozpoczęła się w Krakowie, gdzie Wisła przegrała w piątek z Arką Gdynia. Gospodarze grali słabo i razili nieskutecznością. Ostoja obrony, Marcelo, popełniła kluczowy błąd, po którym padł jedyny gol meczu. Mariusz Pawełek chyba nie potrafi wytrzymać całych 90 minut bez idiotycznych zabaw z piłką, które na szczęście jeszcze nie skończyły się utratą bramki. Bilans jest taki, że po przewadze, którą krakowianie wypracowali sobie jesienią, nie zostało prawie nic. A mogło być gorzej, gdyby Legia pokonała Odrę, ale…

… w Warszawie zdarzył się kolejny cud 19. kolejki. Faworyzowana Legia przegrała z Odrą. Teraz stołeczna ekipa ma na koncie trzy porażki, z czego dwie za sprawą Odry, która wyraźnie podopiecznym Urbana nie leży. Po raz kolejny katem Legii okazał się Piotr Piechniak. Czy wygrana w stolicy będzie dla Odry znakiem, że zaczęły się dla niej lepsze czasy? A może wodzisławianie potrafią wygrywać tylko z Legią i od 20. serii spotkań znów wrócą do kiepskiej dyspozycji?
Kolejny cud, choć zdecydowanie najmniejszy, to porażka Ruchu. Chorzowianie polegli 0:2 u siebie z Zagłębiem Lubin. Na domiar złego poważnej kontuzji doznał Niedzielan. Były reprezentant Polski ilekroć dochodzi do formy, to doznaje kontuzji. Szkoda.
Porażki faworytów sprawiły, że liga staje się ciekawsza. Realne szanse na mistrzostwo, przynajmniej patrząc na tabelę, ma teraz pięć drużyn. Która największe? Na tę chwilę Lech. Poznaniacy pokonali Cracovię 3:1. Pierwszego gola w lidze zdobył Kriwiec, bramkę marzenie, choć miało to być dośrodkowanie, strzelił Peszko, a kolejny krok na drodze do tytułu króla strzelców zrobił Lewandowski. Jeśli Lech utrzyma formę, to będzie mistrzem. Dlaczego? Bo prezentuje się zdecydowanie najlepiej z całej czołówki, przynajmniej na razie.
Oczywiście do końca zarówno Wisła, jak i Legia będą bardzo groźne. Nie można lekceważyć także Ruchu i PGE GKS-u Bełchatów.











