Nadal nie ma mocnych na Jagiellonię. Tym razem łupem podopiecznych Michała Probierza padła Korona Kielce. Mimo że Jaga nie poniosła jeszcze żadnej porażki, to wciąż okupuje ostatnie miejsce w ligowej tabeli.
Przed meczem nastawienia w obu drużynach były bojowe. Jagiellonia potrzebowała punktów, by wyjść „na czysto”. Z kolei Korona świetnie zaczęła sezon od wysokiego zwycięstwa nad Polonią Warszawa, jednak później przyszedł blamaż u siebie z Lechem Poznań. Trener gości, Marek Motyka przed meczem mówił, że to jest bardzo ważne spotkanie dla jego piłkarzy, ponieważ muszą oni udowodnić, że porażka z „Kolejorzem” to był przypadek. Natomiast Michał Probierz wierzył w umiejętności swojej drużyny. Jak się później okazało, jego podopieczni odwdzięczyli mu się za wiarę.

Pierwsze 45 minut nie zachwyciło kibiców zgromadzonych na stadionie Jagiellonii. Dobrych akcji było jak na lekarstwo. W dziewiątej minucie na strzał z dystansu zdecydował się Paweł Sobolewski, lecz piłka minimalnie minęła bramkę Gikiewicza. Odpowiedź Jagi przyszła dość szybko. Niezły strzał w wykonaniu Kamila Grosickiego, ale bramkarz gości nie musiał nawet interweniować. W 22. minucie znakomitą okazję mieli piłkarze Korony. Krzysztof Gajtkowski zwiódł defensorów gospodarzy i prostopadłym podaniem obsłużył Buśkiewicza. Jednakże napastnikowi gości zadrżała noga i nie zdecydował się na strzał, tylko podał piłkę w głąb pola karnego, gdzie nie stał żaden z jego kolegów. Na pierwszą bramkę trzeba było czekać do 34. minuty. Znakomitą prostopadłą piłkę posłał Kamil Grosicki, a w sytuacji jeden na jeden z Cierzniakiem obronną ręką wyszedł Igor Lewczuk. Jeszcze przed przerwą gospodarze mieli niezłą okazję do podwyższenia rezultatu, lecz o ile podanie byłego gracza Legii do Vahana Geworgyana było wyśmienite, o tyle ten drugi fatalnie trafił w futbolówkę, która minęła bramkę Cierzniaka. Pierwsza odsłona zakończyła się wynikiem 1:0 dla Jagiellonii.
Drugie trzy kwadranse również nie olśniły widzów, choć początek zapowiadał co innego. Tomasz Frankowski wywalczył piłkę w polu karnym Korony i podał do Zawistowskiego, lecz gracz Jagi oddał bardzo zły strzał i piłka nie znalazła drogi do celu. Kolejna niezła sytuacja pojawiła się w 65. minucie. Z rzutu wolnego dośrodkował Edson, a futbolówkę głową uderzał Hernani, lecz bez powodzenia. W 76. minucie świetne podanie Grosickiego i znów fatalnie przestrzelił Paweł Zawistowski. Cztery minuty później miała miejsce najbardziej kontrowersyjna sytuacja. Centrę z rzutu rożnego na bramkę zamienił Gajtkowski, jednakże sędzia dopatrzył się faulu napastnika gości. Jak pokazały powtórki, rozjemca tego meczu nie miał racji. Szczęście nie sprzyjało dziś Koronie. W 83. minucie Jageillonia zadała ostateczny cios. Świetne podanie Niemca Reicha przejął Tomasz Frankowski i popędził z piłką w pole karne. Były gracz Wisły nie zwykł marnować takich sytuacji i zrobiło się 2:0. Kielczanie nie podnieśli się już po tej bramce.











