Niezwykle dziwna jest tegoroczna ligowa wiosna w ekstraklasie. Zespoły walczące o czołowe lokaty gubią punkty na potęgę, najlepiej i najskuteczniej grają ci, których zimą skazywano na pewny spadek z ligi.
Dworzec główny w Krakowie. Jak co piątek wiele osób odjeżdża stąd poza miasto. Jedni do domów rodzinnych, inni odetchnąć od zgiełku gdzieś niedaleko. Na tymże dworcu na każdym peronie ulokowane są nowe, piękne telebimy. Na owych telebimach PKP z dumą prezentuje filmik, którego pointą jest hasło: „Euro 2012 – jesteśmy gotowi!”. Podobne tempo jak nasz kolejowy przewoźnik ma w ostatnich tygodniach T-Mobile Ekstraklasa. Niektóre ekipy z góry tabeli, podobnie jak PKP, potrzebowałyby pewnie trzy lata, by zdobyć satysfakcjonującą liczbę punktów, jeśli dalej będą prezentować się tak jak ostatnio.
Trzymając się kolejowej analogii: wiosną w ekstraklasie jest obecnie jedno Pendolino w postaci Zawiszy Bydgoszcz. Ta oto lokomotywa zmuszona była wymienić skład, by móc znów zachwycać jak kiedyś. Z każdej stacji, na której się zatrzymuje, wywozi jakieś punkty (zwykle komplet). Dzięki dwudziestu oczkom zdobytym w ośmiu meczach na punkt zbliżył się Zawisza do GKS-u Bełchatów, który zimą miał nad nim 18 punktów przewagi! Niebywałe.
Solidnym InterCity, który również nie notuje wielkich opóźnień, jest Lechia Gdańsk. Dzięki siedemnastu zdobytym punktom spokojnie ulokowała się na peronie z napisem „grupa mistrzowska” i przy obecnej formie wyrasta na murowanego kandydata do gry w europejskich pucharach w przyszłym sezonie. Przypomnę tylko, że kilka tygodni temu w Gdańsku obawiano się walki o utrzymanie, mimo że logika zupełnie temu zaprzeczała (skład wybitnie niepasujący do miejsca w tabeli).
Najbardziej znana lokomotywa w tym kraju, funkcjonująca pod nazwą „Kolejorz”, w zasadzie punktuje nieźle. Piętnaście oczek na 24 możliwe to nie jest jakiś fatalny wynik. Tyle tylko, że gdy może zbliżyć się do szwankującego ostatnio składu o nazwie Legia Warszawa, nie próbuje wyprzedzać go bocznym torem, raczej wygodnie usadawia się tuż za nim.
Zaskakująco punktualne są Korona Kielce i Ruch Chorzów. Dzięki swojej regularności pasażerowie w postaci kibiców obu zespołów nie mogą ostatnio narzekać. Ci pierwsi starają się za wszelką cenę opuścić grupę spadkową i są już naprawdę bliscy tego celu, ci drudzy po raz pierwszy opuścili strefę, która na koniec roku kończy się wymianą całego pociągu. Maszynista składu, Waldemar Fornalik, po raz pierwszy od dawna może odetchnąć z ulgą.
Jak już wyżej wspomniałem, eksportowy skład o nazwie Legia, który jeszcze na początku tego roku pokazywał, że może z powodzeniem jeździć również po zagranicznych torach, ostatnio szwankuje. Nie rozwija już tak wysokiej prędkości, coraz częściej słychać narzekania na obsługę pociągu. Jeśli maszynista niczego szybko nie wymyśli, możemy być świadkami spektakularnego wykolejenia. Dla dobra naszej kolei piłki lepiej, by do tego nie doszło.
Bardzo awaryjnym składem dysponuje Cracovia. Od czasu do czasu jest ona w stanie przyjemnie przewieźć pasażerów, częściej jednak dochodzi do nieprzyzwoitych wręcz opóźnień. Ta awaryjność może się skończyć nieciekawie dla lokomotywy. Coraz częściej słychać też narzekania na maszynistę, który zaczyna drżeć o swoją pracę. Niewiele lepiej ma się konkurencyjny skład na krakowskim dworcu. Wisła przed laty była pięknym ekspresem, nie może jednak otrząsnąć się z brudu i kurzu, który od kilku lat zaczął ją pokrywać. Nowy maszynista zapewnia jednak, że w niedługim czasie skład znów będzie lśnił pięknym blaskiem.










