Napięcie przed Pucharem Konfederacji rośnie z każdym dniem. W sobotę początek rywalizacji między najlepszymi z każdego kontynentu. Dzisiaj mamy okazję zaprezentować Wam wywiad przed turniejem, a na pytania odpowiadali Henryk Kasperczak i Marcin Żewłakow.
„La Furia Roja” przystępuje do Pucharu Konfederacji jako mistrz świata i Europy. Czy możemy mówić o hiszpańskiej hegemonii w światowym futbolu, która zostanie potwierdzona na tych rozgrywkach?
Neymar będzie gwiazdą Pucharu Konfederacji? (fot. Skysports.com)
Marcin Żewłakow: Czy zostanie potwierdzona w tych rozgrywkach, to się dopiero przekonamy. Jeśli chodzi o piłkę reprezentacyjną, to wydaje mi się, że określenie hegemonia pasuje do tego, czego byliśmy świadkami czy to na mistrzostwach świata, czy na mistrzostwach Europy. Na tle nacji Hiszpania prezentuje się naprawdę wybornie. Jeśli chodzi o piłkę klubową, to chyba ta hegemonia pasuje trochę mniej, czego przykładem jest Liga Mistrzów i dominacja klubów niemieckich. Tak jak powiedziałem, reprezentacja Hiszpanii jest naprawdę bardzo silną drużyną i jestem pewien, że zespoły, które będą brały udział w turnieju międzykontynentalnym, przekonają się o tym.
Henryk Kasperczak: Myślę, że to, co zrobiła Hiszpania, jest wielkim wyczynem. „La Furia Roja” jest faworytem, jednak nie ona jedyna. Mamy również świetny zespół włoski. Bardzo dobrze przygotowuje się Urugwaj. Jest też oczywiście gospodarz – Brazylia. Wracając do pytania – Hiszpania ma szansę na sukces, bo jest niesamowitym zjawiskiem i prezentuje w tym momencie bardzo dobry futbol, potwierdzając to wynikami.
Czy Hiszpanie rzeczywiście zrobią, jak zapowiadają, i potraktują zbliżający się Puchar Konfederacji tak samo poważnie jak mistrzostwa świata i Europy?
Marcin Żewłakow: Nie wydaje mi się, żeby to było aż tak poważnie traktowane. Natomiast dla Hiszpanów jest to ważny element jakiegoś przygotowania. Nie wiem, czy sam turniej nie posłuży trenerowi do jakiegoś przećwiczenia nowych wariantów taktycznych czy wprowadzenia nowych twarzy do reprezentacji, więc ja bym sceptycznie zapatrywał się na to, że będzie to potraktowane tak samo poważnie jak ostatnie mistrzostwa Europy.
Henryk Kasperczak: Na pewno tak, nie zapomnijmy, że Hiszpanie cztery lata temu zajęli trzecie miejsce, odpadając, jeśli dobrze pamiętam, z USA. To, co robią obecnie, napawa optymizmem i Hiszpanie z pewnością będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Najważniejsze jest, że mają jeszcze cel, tj. zdobyć ten puchar. Mieli do tego ostatnio okazję, ale go nie wygrali, zajmując ostatecznie trzecie miejsce.
Jaki wpływ na grę podopiecznych Vicente del Bosque będzie miała nieobecność Xabiego Alonso?
Marcin Żewłakow: Xabi to żelazny punkt zespołu del Bosque i piłkarz, którego każdy trener chciałby mieć w swoich szeregach. Jest to zawodnik taktycznie tak poukładany jak niewielu. Nie gra widowiskowo, ale jest od tzw. czarnej roboty i jeśli nie jest najlepszym na swojej pozycji, to jednym z lepszych na świecie. Wydaje mi się, że zastąpienie takiego piłkarza będzie niezwykle trudne i do momentu, kiedy nie znajdzie się taki element, który zastąpi go na dobrym poziomie, jego brak może być widoczny.
Henryk Kasperczak: Vicente del Bosque buduje od jakiegoś czasu skład oparty na piłkarzach Barcelony i Realu Madryt, co nie jest fajne, bo zapomina często o zawodnikach, którzy osiągają klubowe sukcesy gdzie indziej. Na pewno jego nieobecność będzie miała duży wpływ na grę Hiszpanów i będą jakieś zmiany w podstawowym składzie. Nie znam jeszcze kadry graczy z Półwyspu Iberyjskiego, ale jestem przekonany, że skład „La Furia Roja” oparty będzie na piłkarzach „Blaugrany” i „Królewskich”.
Iker Casillas po powrocie do zdrowia nie odzyskał miejsca w wyjściowej jedenastce „Królewskich”. Przed wtorkowym meczem z Irlandią faworytem do miejsca w bramce był Valdes, jednak sparing znakomicie rozegrał „Święty Iker”, który dwukrotnie uratował zespół z opresji. Na którego z nich powinien postawić del Bosque?
Marcin Żewłakow: Nie mnie oceniać, na którego powinien postawić. Na reprezentację Hiszpanii patrzę okiem kibica i fana dobrego futbolu, więc wiele sympatii mam i dla Casillasa, i dla Valdesa. Z takiego czysto piłkarskiego punktu widzenia wydaje mi się, że powinien zagrać ten, który jest w rytmie meczowym, ale każda reprezentacja i każdy szkoleniowiec ma swoje priorytety, według których wystawia skład. Jakie priorytety ma del Bosque i jakie jest jego patrzenie na Casillasa i Valdesa, to już jego sprawa. Nie potrafię dać jednoznacznej opinii. Wydaje mi się jednak, że w Pucharze Konfederacji powinien wystąpić ten, który ostatnio grał więcej w meczach, ale indywidualne spojrzenie trenera ma niebagatelne znaczenie w tej sprawie.
Henryk Kasperczak: Zobaczymy, jak to wyjdzie już w trakcie samego turnieju, ale można powiedzieć, że del Bosque jest piłkarzem na tyle doświadczonym, że bardzo dobrze wie, jak prowadzić zawodników i jak ustawić swój zespół. Niezależnie kto będzie stał w bramce, możemy na Hiszpanów liczyć.
Luis Felipe Scolari sprawił niespodziankę, nie powołując do kadry Ramiresa, Rafaela da Silvy, Ronaldinho i Pato. Co „Canarinhos” będą w stanie ugrać bez nich? Jaka jest szansa na powtórkę z 2009 roku, kiedy to Brazylijczycy wygrali ten turniej?
Marcin Żewłakow: Zacznę tak nieszablonowo. Ci, którzy wygrywali ten turniej, nie wygrywali mistrzostw świata. Nie wiem, czy wygranie tego pucharu będzie dobrym prognostykiem przed mundialem w Brazylii. To tak zabobonnie. W dwóch ostatnich sparingach widać było, że ta reprezentacja rozumie się coraz lepiej. Zawodnicy zaczęli takim niefartownym remisem z Anglią, bo wydawało mi się, że byli od nich lepsi. Natomiast w meczu z Francją pokazali, że umieją strzelać bramki i potrafią pokusić się o zwycięstwo z najlepszymi. Za takich uważać można właśnie „Trójkolorowych”. „Canarinhos” mają dużo indywidualności, bez których trener i tak może skleić dobrą drużynę, układając ją tak, że o Brazylii będzie się mówiło jak o dobrej ekipie, która jest w stanie wygrać medal na mundialu. Nie uważam, że „Żółto-zieloni” stracili bez nich dużo z własnej wartości. Wiadomo, że każdy z niepowołanych zawodników ma swoje plusy i coś mógłby wnieść do kadry, ale powołani pokazali już, że te miejsca w reprezentacji im się należą. Zarówno z Anglią, jak i Francją Brazylia zaprezentowała się przyzwoicie.
Henryk Kasperczak: Brazylijczycy nawet bez nich należą do faworytów. Jeśli ich nie powołał, to albo ma do tego powody, albo ma zawodników na ich pozycje. Widocznie zdecydował, że woli kadrę opartą na innych piłkarzach. Moim zdaniem najważniejszym elementem w grze „Canarinhos” będzie Neymar. Brazylijczycy odegrają bardzo ważną rolę na tym turnieju i na pewno będą chcieli obronić ten tytuł sprzed czterech lat.
„Canarinhos” zagrają również z nowym nabytkiem Barcelony – Neymarem. Zdaniem wielu przecenia się jego umiejętności oraz zbyt szybko robi z niego gwiazdę, nazywając „drugim Pele”. Czy Neymar utrze im nosa i stanie się gwiazdą na Pucharze Konfederacji?
Marcin Żewłakow: Neymar ma ku temu wszelkie predyspozycje. Ten przydomek został mu nadany w związku z jego grą w rodzimej lidze. Teraz nowy nabytek Barcelony będzie mógł się pokazać na europejskich boiskach i jeśli tutaj potwierdzi swoją klasę, to myślę, że ten przydomek „drugi Pele” może się potwierdzić. Tylko czy w Barcelonie, w konfrontacji z Messim będzie mógł pokazać to, co chciałby udowodnić, czas pokaże. Natomiast jeszcze raz podkreślę, że ten pseudonim został mu przyznany za osiągnięcia w lidze brazylijskiej i stąd może takie głosy, że jest to przesadzone. Europa zweryfikuje, czy na to zasługuje.
Henryk Kasperczak: Neymar ma talent. Puchar Konfederacji będzie dla niego szansą pokazania się oraz udowodnienia swoich umiejętności. W Europie nie znamy go na tyle i trudno jest nam go po prostu oceniać. Zobaczymy, jak się zaprezentuje, ale jestem pewny, że dużo wniesie do tej drużyny. Tak jak Brazylia liczy na niego, tak na Neymara liczy sam Luis Felipe Scolari.
Do kadry „Urusów” powołany został Diego Forlan. Czy 35-letni piłkarz jest jeszcze w stanie zabłysnąć geniuszem i będzie grał pierwsze skrzypce w swojej drużynie?
Marcin Żewłakow: Jeśli chodzi o pierwsze skrzypce, to będzie mu o nie trudno. Jest to z pewnością piłkarz, który w każdym meczu jest w stanie błysnąć talentem, więc na ciężkie chwile czy ważne momenty wydaje mi się, że jest to zawodnik, którego Urugwaj potrzebuje. Wystąpił w kilku ważnych imprezach, cieszy się dobrą opinią i szacunkiem kolegów. Drużyna, która jest dopiero w budowie, potrzebuje takiego piłkarza jak Forlan. Jak powiedziałem, ma on mnóstwo doświadczenia i mimo wszystko wiele umiejętności. Pierwsze skrzypce? Patrzę na to sceptycznie, natomiast jestem przekonany, że w niejednym spotkaniu błyśnie talentem w chociażby pojedynczych akcjach.
FIFA Confederations CUP 2013 (fot. Fansided.com)
Henryk Kasperczak: Diego Forlan nadal prezentuje się bardzo dobrze, czego przykładem są mecze towarzyskie. Oglądałem pojedynek z Francją, kiedy Urugwaj wygrał 1:0, w którym „Urusowie” zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Są solidni i mają szansę w międzynarodowej walce.
Szkoleniowiec reprezentacji Włoch powołał do swojej drużyny zarówno piłkarzy doświadczonych, jak i młodych gniewnych. Czy taka mieszanka może doprowadzić ich do finału Pucharu Konfederacji?
Marcin Żewłakow: Taka mieszanka może coś stworzyć, ale wcale nie musi. Włochy są dla mnie wielką niewiadomą. Z jednej strony ci piłkarze dochodzą do wielkiego finału Euro 2012, ale z drugiej przegrywają w nim cztery do zera. Tak wielkich wyników w finale nie widzieliśmy długo, więc są dla mnie wielkim znakiem zapytania. Być może już po Pucharze Konfederacji będziemy mogli powiedzieć coś więcej o „Azzurrich”. Czy dzisiaj typowałbym ich na finał? Chyba nie, ale jak mówi stare, przetarte piłkarskie porzekadło: „W piłce wszystko jest możliwe”. Gdybym dzisiaj miał wytypować uczestników wielkiego finału, to Włochy by w nim nie zagrały.
Henryk Kasperczak: Nie ma reguł, które o tym przesądzają. Nie ma tak, że np. średnia 28 lat decyduje o tym, czy zdobywa się tytuły. Faktem jest, że to ci młodzi grają spontanicznie i dynamicznie. Jest w nich dużo takiej determinacji. Ci starsi mają za to dużo doświadczenia, a do tego są bardzo skuteczni i są zwyczajnie potrzebni czy to w momentach złych, czy dobrych. Sądzę za to, że dobrze jest mieć taką mieszankę starszych, doświadczonych zawodników z tymi młodymi, ale liczy się przede wszystkim jakość.
Czy Tahiti jest w stanie zrobić jakąś niespodziankę? Czy brak informacji nt. stylu ich gry pomoże im w nawiązaniu równorzędnej gry z pozostałymi drużynami?
Marcin Żewłakow: Wydaje mi się, że Tahiti będzie swego rodzaju ozdobą i tłem tego turnieju. Nie spodziewałbym się wiele po tej reprezentacji, bo wydaje mi się, że sam udział i zdobycie mistrzostwa Oceanii jest dla zawodników ogromnym sukcesem. To właśnie na tym ich osiągnięcia się raczej zakończą.
Henryk Kasperczak: Faworyci zostaną faworytami, a pozostałe cztery drużyny są raczej bez szans.
Kadra Nigerii poza kilkoma wyjątkami składa się z zawodników bez światowej marki. Komu poza Tahiti są w stanie zagrozić „Superorły”? Ich przygoda ma szansę potrwać dłużej niż tylko trzy spotkania?
Marcin Żewłakow: To jest pytanie o to, jak reprezentacje potraktują ten turniej. Czy każda z nich będzie patrzyła tylko na wynik, czy też będzie to przetarcie i element przygotowania do przyszłorocznych mistrzostw świata. I tu nie pokusiłbym się o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Dużo mądrzejsi będziemy po pierwszych spotkaniach.
Henryk Kasperczak: Miałem ostatnio okazję zobaczyć Nigerię w akcji w ostatnim meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata, w którym grali, jeśli się nie mylę, z Namibią. „Superorły” drżały o wynik do końca meczu, bo Namibia grała rzeczywiście dobrze, a u tych pierwszych nie widziałem dobrego futbolu. Nie wiem czemu, ale nie przypominali mi oni Nigerii z dawnych lat. Trudno mi ocenić, czy ten kraj może sprawić jakąś niespodziankę, ale niestety mocno w to wątpię.
W siłę rośnie Japonia, w której reprezentacji znajduje się kilku piłkarzy o europejskiej renomie. Czy selekcjoner Alberto Zaccheroni jest w stanie połączyć jedenaście gwiazd w dobrze działającą reprezentację?
Marcin Żewłakow: Japończycy słyną z pewnego rodzaju posłuszeństwa. W tym kraju wyznaje się wszelkie hierarchie i ma to swoje przełożenie również na mentalność piłkarzy. Jeśli mają takiego trenera, to wydaje mi się, że będą go słuchać. Problemem nie jest połączenie jedenastu gwiazd w jedną drużynę. Jaki będzie tego skutek, dowiemy się po tych pierwszych trzech meczach grupowych. Nigdy nie słyszałem o wielkich skandalach w reprezentacji Japonii i wydaje mi się, że ci piłkarze są na tyle pokorni, że mają szacunek do tego, kto nimi dowodzi, i nie doszukiwałbym się wielkiego problemu w stworzeniu tam dobrej ekipy.
Henryk Kasperczak: Jeśli zawodnicy grają regularnie, są w rytmie meczowym i grają w dobrych klubach, to trener nie może narzekać, bo ma z pewnością duży wybór. Japończycy zawsze słynęli z charakteru, ale w tych międzynarodowych rozgrywkach niczego dobrego nie grają. Może w przyszłości, ale jeszcze nie teraz.
Odchodząc od aspektów czysto sportowych, Brazylia, tak jak RPA, ma problemy z gangami działającymi na terenie całego kraju. Pamiętając o problemach, które wystąpiły na Czarnym Lądzie, czy Brazylijczycy wyciągną odpowiednie wnioski, aby uniknąć incydentów z Afryki?
Henryk Kasperczak: Sądzę, że Brazylijczycy nie zadają sobie takich pytań, czy dadzą radę. Oni są zawsze z góry oceniani jako ci mistrzowie, ci najlepsi i mają z góry nałożoną odpowiedzialność, że walczą o mistrza, nie tylko piłkarskiego. „Canarinhos” zwracają mało uwagi na to, co myślą inni, myślą tylko o sobie i o zdobywaniu najważniejszych trofeów. Zawsze idą po coś i nigdy nie stawiają sobie znaków zapytania.
Czy technologia goal-line była dobrym wyborem zarządu FIFA? Czy po Pucharze Konfederacji przyjmie się i zostanie promowana na kolejnych zawodach? A może międzynarodowa federacja wyrzuci ją do kosza i jak najszybciej będzie chciała o niej zapomnieć?
Marcin Żewłakow: Nie oceniam jej, dopóki jej nam nie pokażą. Wiadomo, że lepiej, że testują ją na takim turnieju niż na zawodach jak mistrzostwa Europy czy świata.
Henryk Kasperczak: Myślę, że mimo wszystko jest to dobra rzecz. Czasami są, co prawda, sytuacje sporne, ale nie można doprowadzić do sytuacji, gdy piłka przekracza linię bramkową i nie ma gola. Pomyłki się zdarzają i uważam, że jest to dobra inicjatywa i ja jestem jak najbardziej za.
Kto jest największym faworytem do zwycięstwa? Hiszpanie czy Brazylijczycy? A może ktoś z reszty stawki?
Marcin Żewłakow: Ja bym postawił na Brazylię i Hiszpanię. To są zdecydowani faworyci do zwycięstwa.
Henryk Kasperczak: Myślę, że faworytami są te drużyny, o których mówiłem już wcześniej, czyli Brazylia, Hiszpania, Urugwaj i Włochy. Jeśli nie oni, to kto? Biorą jeszcze udział Tahiti, Nigeria, Japonia i Meksyk. Zdecydowanie najlepsi powinni być Hiszpanie, przed Włochami i resztą stawki.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Napięcie przed Pucharem Konfederacji rośnie z każdym dniem. W sobotę początek rywalizacji między najlepszymi z każdego kontynentu. Dzisiaj mamy okazję zaprezentować Wam wywiad przed turniejem, a na pytania odpowiadali Henryk Kasperczak i Marcin Żewłakow.
„La Furia Roja” przystępuje do Pucharu Konfederacji jako mistrz świata i Europy. Czy możemy mówić o hiszpańskiej hegemonii w światowym futbolu, która zostanie potwierdzona na tych rozgrywkach?
Neymar będzie gwiazdą Pucharu Konfederacji? (fot. Skysports.com)
Marcin Żewłakow: Czy zostanie potwierdzona w tych rozgrywkach, to się dopiero przekonamy. Jeśli chodzi o piłkę reprezentacyjną, to wydaje mi się, że określenie hegemonia pasuje do tego, czego byliśmy świadkami czy to na mistrzostwach świata, czy na mistrzostwach Europy. Na tle nacji Hiszpania prezentuje się naprawdę wybornie. Jeśli chodzi o piłkę klubową, to chyba ta hegemonia pasuje trochę mniej, czego przykładem jest Liga Mistrzów i dominacja klubów niemieckich. Tak jak powiedziałem, reprezentacja Hiszpanii jest naprawdę bardzo silną drużyną i jestem pewien, że zespoły, które będą brały udział w turnieju międzykontynentalnym, przekonają się o tym.
Henryk Kasperczak: Myślę, że to, co zrobiła Hiszpania, jest wielkim wyczynem. „La Furia Roja” jest faworytem, jednak nie ona jedyna. Mamy również świetny zespół włoski. Bardzo dobrze przygotowuje się Urugwaj. Jest też oczywiście gospodarz – Brazylia. Wracając do pytania – Hiszpania ma szansę na sukces, bo jest niesamowitym zjawiskiem i prezentuje w tym momencie bardzo dobry futbol, potwierdzając to wynikami.
Czy Hiszpanie rzeczywiście zrobią, jak zapowiadają, i potraktują zbliżający się Puchar Konfederacji tak samo poważnie jak mistrzostwa świata i Europy?
Marcin Żewłakow: Nie wydaje mi się, żeby to było aż tak poważnie traktowane. Natomiast dla Hiszpanów jest to ważny element jakiegoś przygotowania. Nie wiem, czy sam turniej nie posłuży trenerowi do jakiegoś przećwiczenia nowych wariantów taktycznych czy wprowadzenia nowych twarzy do reprezentacji, więc ja bym sceptycznie zapatrywał się na to, że będzie to potraktowane tak samo poważnie jak ostatnie mistrzostwa Europy.
Henryk Kasperczak: Na pewno tak, nie zapomnijmy, że Hiszpanie cztery lata temu zajęli trzecie miejsce, odpadając, jeśli dobrze pamiętam, z USA. To, co robią obecnie, napawa optymizmem i Hiszpanie z pewnością będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony. Najważniejsze jest, że mają jeszcze cel, tj. zdobyć ten puchar. Mieli do tego ostatnio okazję, ale go nie wygrali, zajmując ostatecznie trzecie miejsce.
Jaki wpływ na grę podopiecznych Vicente del Bosque będzie miała nieobecność Xabiego Alonso?
Marcin Żewłakow: Xabi to żelazny punkt zespołu del Bosque i piłkarz, którego każdy trener chciałby mieć w swoich szeregach. Jest to zawodnik taktycznie tak poukładany jak niewielu. Nie gra widowiskowo, ale jest od tzw. czarnej roboty i jeśli nie jest najlepszym na swojej pozycji, to jednym z lepszych na świecie. Wydaje mi się, że zastąpienie takiego piłkarza będzie niezwykle trudne i do momentu, kiedy nie znajdzie się taki element, który zastąpi go na dobrym poziomie, jego brak może być widoczny.
Henryk Kasperczak: Vicente del Bosque buduje od jakiegoś czasu skład oparty na piłkarzach Barcelony i Realu Madryt, co nie jest fajne, bo zapomina często o zawodnikach, którzy osiągają klubowe sukcesy gdzie indziej. Na pewno jego nieobecność będzie miała duży wpływ na grę Hiszpanów i będą jakieś zmiany w podstawowym składzie. Nie znam jeszcze kadry graczy z Półwyspu Iberyjskiego, ale jestem przekonany, że skład „La Furia Roja” oparty będzie na piłkarzach „Blaugrany” i „Królewskich”.
Iker Casillas po powrocie do zdrowia nie odzyskał miejsca w wyjściowej jedenastce „Królewskich”. Przed wtorkowym meczem z Irlandią faworytem do miejsca w bramce był Valdes, jednak sparing znakomicie rozegrał „Święty Iker”, który dwukrotnie uratował zespół z opresji. Na którego z nich powinien postawić del Bosque?
Marcin Żewłakow: Nie mnie oceniać, na którego powinien postawić. Na reprezentację Hiszpanii patrzę okiem kibica i fana dobrego futbolu, więc wiele sympatii mam i dla Casillasa, i dla Valdesa. Z takiego czysto piłkarskiego punktu widzenia wydaje mi się, że powinien zagrać ten, który jest w rytmie meczowym, ale każda reprezentacja i każdy szkoleniowiec ma swoje priorytety, według których wystawia skład. Jakie priorytety ma del Bosque i jakie jest jego patrzenie na Casillasa i Valdesa, to już jego sprawa. Nie potrafię dać jednoznacznej opinii. Wydaje mi się jednak, że w Pucharze Konfederacji powinien wystąpić ten, który ostatnio grał więcej w meczach, ale indywidualne spojrzenie trenera ma niebagatelne znaczenie w tej sprawie.
Henryk Kasperczak: Zobaczymy, jak to wyjdzie już w trakcie samego turnieju, ale można powiedzieć, że del Bosque jest piłkarzem na tyle doświadczonym, że bardzo dobrze wie, jak prowadzić zawodników i jak ustawić swój zespół. Niezależnie kto będzie stał w bramce, możemy na Hiszpanów liczyć.
Luis Felipe Scolari sprawił niespodziankę, nie powołując do kadry Ramiresa, Rafaela da Silvy, Ronaldinho i Pato. Co „Canarinhos” będą w stanie ugrać bez nich? Jaka jest szansa na powtórkę z 2009 roku, kiedy to Brazylijczycy wygrali ten turniej?
Marcin Żewłakow: Zacznę tak nieszablonowo. Ci, którzy wygrywali ten turniej, nie wygrywali mistrzostw świata. Nie wiem, czy wygranie tego pucharu będzie dobrym prognostykiem przed mundialem w Brazylii. To tak zabobonnie. W dwóch ostatnich sparingach widać było, że ta reprezentacja rozumie się coraz lepiej. Zawodnicy zaczęli takim niefartownym remisem z Anglią, bo wydawało mi się, że byli od nich lepsi. Natomiast w meczu z Francją pokazali, że umieją strzelać bramki i potrafią pokusić się o zwycięstwo z najlepszymi. Za takich uważać można właśnie „Trójkolorowych”. „Canarinhos” mają dużo indywidualności, bez których trener i tak może skleić dobrą drużynę, układając ją tak, że o Brazylii będzie się mówiło jak o dobrej ekipie, która jest w stanie wygrać medal na mundialu. Nie uważam, że „Żółto-zieloni” stracili bez nich dużo z własnej wartości. Wiadomo, że każdy z niepowołanych zawodników ma swoje plusy i coś mógłby wnieść do kadry, ale powołani pokazali już, że te miejsca w reprezentacji im się należą. Zarówno z Anglią, jak i Francją Brazylia zaprezentowała się przyzwoicie.
Henryk Kasperczak: Brazylijczycy nawet bez nich należą do faworytów. Jeśli ich nie powołał, to albo ma do tego powody, albo ma zawodników na ich pozycje. Widocznie zdecydował, że woli kadrę opartą na innych piłkarzach. Moim zdaniem najważniejszym elementem w grze „Canarinhos” będzie Neymar. Brazylijczycy odegrają bardzo ważną rolę na tym turnieju i na pewno będą chcieli obronić ten tytuł sprzed czterech lat.
„Canarinhos” zagrają również z nowym nabytkiem Barcelony – Neymarem. Zdaniem wielu przecenia się jego umiejętności oraz zbyt szybko robi z niego gwiazdę, nazywając „drugim Pele”. Czy Neymar utrze im nosa i stanie się gwiazdą na Pucharze Konfederacji?
Marcin Żewłakow: Neymar ma ku temu wszelkie predyspozycje. Ten przydomek został mu nadany w związku z jego grą w rodzimej lidze. Teraz nowy nabytek Barcelony będzie mógł się pokazać na europejskich boiskach i jeśli tutaj potwierdzi swoją klasę, to myślę, że ten przydomek „drugi Pele” może się potwierdzić. Tylko czy w Barcelonie, w konfrontacji z Messim będzie mógł pokazać to, co chciałby udowodnić, czas pokaże. Natomiast jeszcze raz podkreślę, że ten pseudonim został mu przyznany za osiągnięcia w lidze brazylijskiej i stąd może takie głosy, że jest to przesadzone. Europa zweryfikuje, czy na to zasługuje.
Henryk Kasperczak: Neymar ma talent. Puchar Konfederacji będzie dla niego szansą pokazania się oraz udowodnienia swoich umiejętności. W Europie nie znamy go na tyle i trudno jest nam go po prostu oceniać. Zobaczymy, jak się zaprezentuje, ale jestem pewny, że dużo wniesie do tej drużyny. Tak jak Brazylia liczy na niego, tak na Neymara liczy sam Luis Felipe Scolari.
Do kadry „Urusów” powołany został Diego Forlan. Czy 35-letni piłkarz jest jeszcze w stanie zabłysnąć geniuszem i będzie grał pierwsze skrzypce w swojej drużynie?
Marcin Żewłakow: Jeśli chodzi o pierwsze skrzypce, to będzie mu o nie trudno. Jest to z pewnością piłkarz, który w każdym meczu jest w stanie błysnąć talentem, więc na ciężkie chwile czy ważne momenty wydaje mi się, że jest to zawodnik, którego Urugwaj potrzebuje. Wystąpił w kilku ważnych imprezach, cieszy się dobrą opinią i szacunkiem kolegów. Drużyna, która jest dopiero w budowie, potrzebuje takiego piłkarza jak Forlan. Jak powiedziałem, ma on mnóstwo doświadczenia i mimo wszystko wiele umiejętności. Pierwsze skrzypce? Patrzę na to sceptycznie, natomiast jestem przekonany, że w niejednym spotkaniu błyśnie talentem w chociażby pojedynczych akcjach.
FIFA Confederations CUP 2013 (fot. Fansided.com)
Henryk Kasperczak: Diego Forlan nadal prezentuje się bardzo dobrze, czego przykładem są mecze towarzyskie. Oglądałem pojedynek z Francją, kiedy Urugwaj wygrał 1:0, w którym „Urusowie” zaprezentowali się z bardzo dobrej strony. Są solidni i mają szansę w międzynarodowej walce.
Szkoleniowiec reprezentacji Włoch powołał do swojej drużyny zarówno piłkarzy doświadczonych, jak i młodych gniewnych. Czy taka mieszanka może doprowadzić ich do finału Pucharu Konfederacji?
Marcin Żewłakow: Taka mieszanka może coś stworzyć, ale wcale nie musi. Włochy są dla mnie wielką niewiadomą. Z jednej strony ci piłkarze dochodzą do wielkiego finału Euro 2012, ale z drugiej przegrywają w nim cztery do zera. Tak wielkich wyników w finale nie widzieliśmy długo, więc są dla mnie wielkim znakiem zapytania. Być może już po Pucharze Konfederacji będziemy mogli powiedzieć coś więcej o „Azzurrich”. Czy dzisiaj typowałbym ich na finał? Chyba nie, ale jak mówi stare, przetarte piłkarskie porzekadło: „W piłce wszystko jest możliwe”. Gdybym dzisiaj miał wytypować uczestników wielkiego finału, to Włochy by w nim nie zagrały.
Henryk Kasperczak: Nie ma reguł, które o tym przesądzają. Nie ma tak, że np. średnia 28 lat decyduje o tym, czy zdobywa się tytuły. Faktem jest, że to ci młodzi grają spontanicznie i dynamicznie. Jest w nich dużo takiej determinacji. Ci starsi mają za to dużo doświadczenia, a do tego są bardzo skuteczni i są zwyczajnie potrzebni czy to w momentach złych, czy dobrych. Sądzę za to, że dobrze jest mieć taką mieszankę starszych, doświadczonych zawodników z tymi młodymi, ale liczy się przede wszystkim jakość.
Czy Tahiti jest w stanie zrobić jakąś niespodziankę? Czy brak informacji nt. stylu ich gry pomoże im w nawiązaniu równorzędnej gry z pozostałymi drużynami?
Marcin Żewłakow: Wydaje mi się, że Tahiti będzie swego rodzaju ozdobą i tłem tego turnieju. Nie spodziewałbym się wiele po tej reprezentacji, bo wydaje mi się, że sam udział i zdobycie mistrzostwa Oceanii jest dla zawodników ogromnym sukcesem. To właśnie na tym ich osiągnięcia się raczej zakończą.
Henryk Kasperczak: Faworyci zostaną faworytami, a pozostałe cztery drużyny są raczej bez szans.
Kadra Nigerii poza kilkoma wyjątkami składa się z zawodników bez światowej marki. Komu poza Tahiti są w stanie zagrozić „Superorły”? Ich przygoda ma szansę potrwać dłużej niż tylko trzy spotkania?
Marcin Żewłakow: To jest pytanie o to, jak reprezentacje potraktują ten turniej. Czy każda z nich będzie patrzyła tylko na wynik, czy też będzie to przetarcie i element przygotowania do przyszłorocznych mistrzostw świata. I tu nie pokusiłbym się o jednoznaczną odpowiedź na to pytanie. Dużo mądrzejsi będziemy po pierwszych spotkaniach.
Henryk Kasperczak: Miałem ostatnio okazję zobaczyć Nigerię w akcji w ostatnim meczu eliminacyjnym do mistrzostw świata, w którym grali, jeśli się nie mylę, z Namibią. „Superorły” drżały o wynik do końca meczu, bo Namibia grała rzeczywiście dobrze, a u tych pierwszych nie widziałem dobrego futbolu. Nie wiem czemu, ale nie przypominali mi oni Nigerii z dawnych lat. Trudno mi ocenić, czy ten kraj może sprawić jakąś niespodziankę, ale niestety mocno w to wątpię.
W siłę rośnie Japonia, w której reprezentacji znajduje się kilku piłkarzy o europejskiej renomie. Czy selekcjoner Alberto Zaccheroni jest w stanie połączyć jedenaście gwiazd w dobrze działającą reprezentację?
Marcin Żewłakow: Japończycy słyną z pewnego rodzaju posłuszeństwa. W tym kraju wyznaje się wszelkie hierarchie i ma to swoje przełożenie również na mentalność piłkarzy. Jeśli mają takiego trenera, to wydaje mi się, że będą go słuchać. Problemem nie jest połączenie jedenastu gwiazd w jedną drużynę. Jaki będzie tego skutek, dowiemy się po tych pierwszych trzech meczach grupowych. Nigdy nie słyszałem o wielkich skandalach w reprezentacji Japonii i wydaje mi się, że ci piłkarze są na tyle pokorni, że mają szacunek do tego, kto nimi dowodzi, i nie doszukiwałbym się wielkiego problemu w stworzeniu tam dobrej ekipy.
Henryk Kasperczak: Jeśli zawodnicy grają regularnie, są w rytmie meczowym i grają w dobrych klubach, to trener nie może narzekać, bo ma z pewnością duży wybór. Japończycy zawsze słynęli z charakteru, ale w tych międzynarodowych rozgrywkach niczego dobrego nie grają. Może w przyszłości, ale jeszcze nie teraz.
Odchodząc od aspektów czysto sportowych, Brazylia, tak jak RPA, ma problemy z gangami działającymi na terenie całego kraju. Pamiętając o problemach, które wystąpiły na Czarnym Lądzie, czy Brazylijczycy wyciągną odpowiednie wnioski, aby uniknąć incydentów z Afryki?
Henryk Kasperczak: Sądzę, że Brazylijczycy nie zadają sobie takich pytań, czy dadzą radę. Oni są zawsze z góry oceniani jako ci mistrzowie, ci najlepsi i mają z góry nałożoną odpowiedzialność, że walczą o mistrza, nie tylko piłkarskiego. „Canarinhos” zwracają mało uwagi na to, co myślą inni, myślą tylko o sobie i o zdobywaniu najważniejszych trofeów. Zawsze idą po coś i nigdy nie stawiają sobie znaków zapytania.
Czy technologia goal-line była dobrym wyborem zarządu FIFA? Czy po Pucharze Konfederacji przyjmie się i zostanie promowana na kolejnych zawodach? A może międzynarodowa federacja wyrzuci ją do kosza i jak najszybciej będzie chciała o niej zapomnieć?
Marcin Żewłakow: Nie oceniam jej, dopóki jej nam nie pokażą. Wiadomo, że lepiej, że testują ją na takim turnieju niż na zawodach jak mistrzostwa Europy czy świata.
Henryk Kasperczak: Myślę, że mimo wszystko jest to dobra rzecz. Czasami są, co prawda, sytuacje sporne, ale nie można doprowadzić do sytuacji, gdy piłka przekracza linię bramkową i nie ma gola. Pomyłki się zdarzają i uważam, że jest to dobra inicjatywa i ja jestem jak najbardziej za.
Kto jest największym faworytem do zwycięstwa? Hiszpanie czy Brazylijczycy? A może ktoś z reszty stawki?
Marcin Żewłakow: Ja bym postawił na Brazylię i Hiszpanię. To są zdecydowani faworyci do zwycięstwa.
Henryk Kasperczak: Myślę, że faworytami są te drużyny, o których mówiłem już wcześniej, czyli Brazylia, Hiszpania, Urugwaj i Włochy. Jeśli nie oni, to kto? Biorą jeszcze udział Tahiti, Nigeria, Japonia i Meksyk. Zdecydowanie najlepsi powinni być Hiszpanie, przed Włochami i resztą stawki.