Liga niemiecka wznawia rozgrywki. Parę dobrych meczów już za nami, przyszedł czas na kolejny, który zapowiadał się na emocjonujące spotkanie. Bayer Leverkusen podejmował Eintracht Frankfurt.
Spotkanie rozpoczęło się bardzo dobrze dla kibiców obu zespołów, którzy chcieli zobaczyć ciekawe widowisko. Od samego początku obie drużyny prezentowały atrakcyjny dla oka futbol, choć bramki nie padały.
Już w 1. minucie okazję do strzelenia gola miał Schwegler, ale Szwajcar spudłował. Kibice drużyny z Frankfurtu nagrodzili zawodnika odpowiednią owacją, co miało pobudzić go do dalszych starań zarówno w ataku, jak i defensywie.
Pięć minut później w natarciu był Bayer. Stefan Kiessling wypracował sobie akcję bramkową, ale strzelił prosto w bramkarza. Zawsze strzał dodany do statystyk, jednak gol wyglądałby w nich lepiej.
Kiessling był tego dnia w dobrej formie strzeleckiej, co miał okazję potwierdzić już trzy minuty po pierwszym strzale. Ponownie miał dogodną sytuację, ponownie nie padła bramka, tym razem strzał minął słupek bramkarza Eintrachtu. Bayer próbował się przebić.
Kolejne dziesięć minut meczu to wymiana ofensywna z obu stron. Brakowało jednak skuteczności, więc utrzymywał się wynik bezbramkowy.
Z czasem zaczęła się zarysowywać wyraźna przewaga drużyny z Leverkusen. Były strzały, była przewaga w posiadaniu piłki, brakowało jedynie bramki. Ta padła w 30. minucie za sprawą aktywnego Kiesslinga, któremu w końcu udało się pokonać Trappa.
Cztery minuty później zawodnik Eintrachtu zobaczył żółtą kartkę. Andersona poniosły nerwy po stracie bramki, ale sędzia wykazał pobłażliwość i nie kazał Brazylijczykowi opuścić boiska.
Eintracht Frankfurt próbował odrobić straty i prawie udało się to w 40. minucie, kiedy bliski szczęścia był japoński snajper Takashi Inui. Przed końcem pierwszej połowy nie wydarzyło się więcej nic ciekawego poza kolejną żółtą kartką, tym razem dla Daniela Schwaaba z Bayeru.
Po wznowieniu gry obie drużyny wydawały się nieco ospałe i brakowało im animuszu, który prezentowały w pierwszej połowie. Wszystko zmieniło się w 57. minucie, kiedy wyrównującą bramkę strzelił Aigner.
Strata gola zdenerwowała zawodników Bayeru, którzy zaczęli ostro napierać na graczy z Frankfurtu. Nie wychodziło z tego jednak nic konkretnego, prócz paru spalonych i rzutów rożnych, które wykonywał Czech Kadlec.
W 69. minucie szkoleniowiec Eintrachtu wprowadził pierwszą zmianę w nadziei, że mecz z wyżej notowanym rywalem można nie tylko zremisować, ale i wygrać.
77. minuta przyniosła kolejną zmianę w drużynie z Frankfurtu, tym razem taką, która zaważyła na wyniku spotkania. Pięć minut po swoim wejściu na boisko Martin Lanig popisał się doskonałym uderzeniem głową, które dało sensacyjne zwycięstwo beniaminkowi.
Kiessling, który strzelił w tym meczu pierwszą bramkę, nie mógł znieść porażki z Eintrachtem i w 88. minucie zaliczył jeszcze żółtą kartkę za niesportowe zachowanie. Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Eintrachtu, a piłkarze z Leverkusen schodzili do szatni ze spuszczonymi głowami. Nie tak wyobrażali sobie początek sezonu.








