Gdyby ktokolwiek powiedział, że na półmetku sezonu Eintracht Frankfurt będzie w górnej połowie tabeli, a Werder Brema będzie musiał się zadowolić 10. miejscem, zostałby zapewne wyśmiany. Taka jest jednak rzeczywistość. Bremeńczycy zarzekali się, że ten mecz będzie początkiem ich powrotu do ścisłej czołówki. Jak było naprawdę?
Jedno było pewne – bez względu na plany piłkarzy Werderu, drużyna z Frankfurtu nie miała zamiaru odpuścić. Piłkarze Eintrachtu zaskakują od początku sezonu, zbierając punkty po cichu, bez ekscesów, spektakularnych zwycięstw i gradu bramek. Szósta lokata w silnej Bundeslidze jest jednak w tym momencie zasłużona, eksperci wciąż zastanawiają się, jak z absolutnie przeciętnych piłkarzy udało się stworzyć tak zgrany kolektyw.
Ten mecz miał być więc sprawdzianem nie tylko umiejętności piłkarskich, ale też, a może przede wszystkim, testem ambicji i charakterów piłkarzy i szkoleniowców obu drużyn. Zaczęło się spokojnie, pierwsze pięć minut upłynęło bowiem jedynie pod znakiem kotłowania się kopaczy w środku pola, bez wyraźnej przewagi żadnej z drużyn.
Na pierwszy strzał musieliśmy poczekać do 6. minuty. Uderzenie Petersena okazało się niecelne, ku zadowoleniu kibiców gospodarzy. Pierwszym sygnałem na to, jak ostry będzie ten mecz i że nikt nie ma zamiaru odstawiać nogi, była żółta kartka dla Aignera. Inicjatywę przejęła drużyna Eintrachtu, ale ich ataki były chaotyczne, strzały w najlepszym wypadku były bez trudu blokowane przez defensorów Werderu.
20. minuta przyniosła kolejną żółtą kartkę dla piłkarza gospodarzy. Z otrzymaniem żółtego kartonika musiał się pogodzić niepokorny Zambrano. Kolejne minuty upływały pod znakiem dosyć nieudolnych ataków piłkarzy z Frankfurtu, ale trzeba przyznać, że kontrolowali tempo gry, szanowali piłkę i wyglądało na to, że mają szansę coś zdziałać. W 28. minucie w jednym z nielicznych ataków Werderu na bramkę uderzał Gebre Selassie, ale jego strzał głową minął słupek bramki bronionej przez Trappa.
Bardzo aktywny w ekipie gospodarzy był Takashi Inui, który zaprzepaścił parę dobrych okazji w ostatnim kwadransie pierwszej połowy spotkania. Parę razy przegrał pojedynek z bramkarzem rywali, który wyłapywał jego uderzenia, w innych przypadkach strzały odbijały się od obrońców drużyny z Bremy, którzy rozgrywali solidny mecz.
Ostatnie pięć minut pierwszej odsłony spotkania było dosyć brutalne, co zaowocowało aż trzema żółtymi kartkami pokazanymi przez sędziującego spotkanie Deniza Aytekina z Turcji. Żółć ujrzeli: Inui, Rode i Proedl. Pierwsza połowa zakończyła się ostatecznie bezbramkowym remisem. Dużo walki, sporo kopaniny, fauli, niewiele techniki.
Zanim jeszcze na dobre rozpoczęła się druga połowa, padła bramka. Piłkarze Eintrachtu Frankfurt potwierdzili swoją świetną dyspozycję, udowodnili, że ich wysoka lokata w lidze to nie przypadek. Na listę strzelców w 47. minucie wpisał się Alexander Meier. Asystą popisał się zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku – Bastian Oczipka.
Werder chciał od razu odpowiedzieć i ruszył do zdecydowanego ataku. Okazję miał austriacki obrońca Sebastian Proedl, ale jego strzał głową nie okazał się celny. Ataki opłaciły się jednak w 54. minucie, kiedy na listę strzelców udało się trafić Nilsowi Petersenowi. Asystę zanotował bohater ostatniej kolejki Bundesligi, Marko Arnautović. W tym meczu nie zapowiadało się na ustrzelenie hat-tricka, ale zostało jeszcze trochę czasu…








