PGE GKS Bełchatów niespodziewanie wygrał ze Śląskiem Wrocław aż 3:0. Dwie bramki zdobył Paweł Buzała, który zrehabilitował się za ostatni fatalny w jego wykonaniu mecz z Lechią.
Spotkanie w Bełchatowie było jednym z tych meczów, w których faworyt może być tylko jeden. Porównując ostatnie wyniki GKS-u Bełchatów i Śląska Wrocław, można było w ciemno obstawiać, kto zgarnie trzy punkty. Jednak bardzo szybko okazało się, że przedmeczowe spekulacje to jedno, a boisko to drugie. Już w 6. minucie gospodarze wyszli na prowadzenie. Po fantastycznym podaniu Kamila Kosowskiego w dogodnej sytuacji znalazł się Paweł Buzała i ładnym technicznym strzałem przeniósł piłkę nad Kelemenem. Kiedy wydawało się, że piłkarze Oresta Lenczyka doszli już do siebie po tej szybko straconej bramce, padła bramka numer dwa dla Bełchatowa. Bardzo dobrze piłkę w środku pola przejął Szmatiuk, później ładnym prostopadłym podaniem uruchomił Buzałe, a ten po raz drugi wpisał się na listę strzelców. Warto jednak podkreślić, że sędzia nie powinien uznać tej bramki, bo Buzała był na pozycji spalonej.

Później gra toczyła się pod dyktando Bełchatowa. Podopieczni Kamila Kieresia mądrze rozgrywali piłkę, spokojnie, powoli budując atak pozycyjny. Śląsk natomiast sprawiał wrażenie drużyny nieco zagubionej i zaskoczonej tym, co działo się na boisku w Bełchatowie. Wynik do przerwy się już nie zmienił i gospodarze w pełni zasłużenie schodzili do szatni z dwubramkowym prowadzeniem.
W drugiej części meczu GKS się cofnął i wyprowadzał groźne kontrataki. Swoje szanse zmarnowali: Buzała, Wróbel i Fonfara. Jednak z upływem czasu ataki gospodarzy były coraz groźniejsze i tylko kwestią czasu była kolejna bramka dla Bełchatowa.
I w 65. minucie stało się to, na co zanosiło się od dobrych kilku minut. Po fantastycznej zespołowej akcji Nowak dograł piłkę do Bożoka, a ten z najbliższej odległości wpakował głową piłkę do bramki. Pierwszą groźną sytuację Śląsk stworzył sobie w 80. minucie. Mila dograł piłkę do Dudka, a ten bez zastanowienia uderzył na bramkę, ale na posterunku był Sapela.
Gospodarze byli w tym spotkaniu drużyną zdecydowanie lepszą i zasłużenie wygrali 3:0. Śląsk był zupełnie bezradny przy tak dobrze grającym zespole z Bełchatowa. Dla trenera Kieresia było to pierwsze zwycięstwo w T-Mobile Ekstraklasie.











