Mimo przerwy w rozgrywkach Premier League piłkarze nie mogą narzekać na brak zajęć. Podczas weekendu rozgrywane są bowiem mecze 5. rundy FA Cup, w której emocji również nie brakuje. W sobotnie popołudnie awans do ćwierćfinału rozgrywek wywalczyli piłkarze Southampton, Brighton i Manchesteru United. Swansea i Sheffield Wednesday po bezbramkowym remisie czeka powtórka meczu, która obu ekipom nie jest na rękę.
Niezły mecz Krychowiaka
To już drugi występ Polaka w podstawowym składzie „The Baggies” od momentu powrotu po kontuzji uda. Choć West Bromwich pożegnało się już z Pucharem Anglii, to sam Krychowiak zaliczył przyzwoity występ i był jednym z najlepszych piłkarzy swojej drużyny. Ozdobą spotkania była akcja bramkowa podopiecznych Alana Pardew, przy której ogromny udział miał reprezentant Polski. Krychowiak zagrał futbolówkę przez pół długości boiska, tak że spadła ona prosto na nogę Salomona Rondona. Wenezuelczyk strzałem z woleja pokonał bramkarza Southampton, dzięki czemu polski pomocnik zaliczył swoją trzecią asystę w barwach „The Baggies”.
Krychowiak wyglądał bardzo pewnie, a jedynym kamyczkiem do jego ogródka może być zachowanie przy drugiej straconej bramce. Starając się zaasekurować pozycję środkowego obrońcy, dał się, w dość łatwy sposób, oszukać Dusanowi Tadiciowi, który po minięciu Polaka wpakował piłkę do siatki.
„The Baggies” wyjdą na prostą?
Ostatnie dni nie należą do najlepszych w historii klubu z „The Hawthorns”. Zakotwiczenie na dnie tabeli, zwolnienie trenera czy seria meczów bez porażek to jeszcze nic. Ostatnie dni udowodniły, że zawsze może być gorzej, nawet gdy wydaje się, iż pod nogami czuć już dno. Zaczęło się od zwolnienia prezesa klubu – Johna Williamsa, a jeszcze przed końcem tygodnia światło dzienne ujrzała zupełnie abstrakcyjna sytuacja. Okazuje się bowiem, że podczas pobytu w Hiszpanii czwórka piłkarzy „The Baggies”… ukradła taksówkę.
W atmosferze skandalu przystępowali więc do pojedynku z Southampton podopieczni Alana Pardew. Pomimo porażki West Bromwich wcale nie wyglądało gorzej od swoich rywali. Jeden błąd w obronie sprawił, że w drugiej połowie musieli rzucić niemal wszystkie siły do ofensywy, co poskutkowało bramką straconą z kontrataku. Piłkarze wlali w serca zgromadzonych na stadionie kibiców gospodarzy odrobinę nadziei, że być może z obecnej sytuacji jest jeszcze wyjście.











