Rekonwalescent Eduardo Da Silva zagrał w ostatnim meczu kadry narodowej. Pomógł nawet Chorwatom w wygranej nad Rumunią, gdyż asystował przy golu Krancjara. Wciąż jednak nie jest w pełni gotów do regularnej gry.
Arsene Wenger z dumą obwieszczał powrót Eduardo, który w zeszłym sezonie doznał bardzo bolesnej kontuzji. Po starciu z Martinem Taylorem fachowcy początkowo wróżyli mu koniec kariery. Potem była mowa o kilkuletniej rehabilitacji, jednak już po roku napastnik wraca do gry.

Jednak w pomeczowym wywiadzie Eduardo zaapelował o stonowanie nadmiernego optymizmu. W żadnym wypadku nie jest jeszcze bowiem zdolny do regularnej gry na pełnych obrotach. Kontuzja jest co prawda zaleczona, ale musi najpierw nadrobić sporo zaległości treningowych i meczowych.
Piłkarza pytano także o ewentualny strach przed powrotem na boisko. Po tak paskudnej kontuzji może bowiem mieć blokadę psychiczną i obawiać się podobnego zdarzenia. Eduardo zapewnił jednak, że nic takiego nie ma miejsca. Jest skupiony na jak najszybszym powrocie do regularnej gry.











