Wiecie, jak to jest. Świat nie lubi próżni, podobnie jak futbol. Kiedy już się wydaje, że piłka nie jest w stanie nam dostarczyć czegoś nowego, pięknego, ujmującego, wtedy pojawiają się takie postacie jak Eddie Howe. Ludzie, których historia z pewnością nadawałaby się na dobry scenariusz filmowy.
1998 rok, mający 21 lata, obiecujący młody obrońca, Eddie Howe, zostaje powołany na turniej do Francji przez selekcjonera reprezentacji Anglii do U-21. Jest to dla niego nie tylko absolutna nowość, ale też wyróżnienie. Defensor gra wówczas dla trzecioligowej drużyny Bournemouth, która, jakby to ująć, nie jest wielkim potentatem futbolowym w Anglii. Komentatorzy wieszczą dysponującemu solidnym potencjałem zawodnikowi naprawdę udaną karierę.
Na turnieju w Toulonie Anglia zbiera cztery punkty. Nie wystarcza jej to do zajęcia miejsca gwarantującego wyjście z grupy. Kilka tygodni później starsi koledzy Howe’a przystępują do mundialu we Francji. Po rzutach karnych odpadają z 1/8 finału, przegrywając z Argentyną. Czy jest szansa, że wkrótce Howe do nich dołączy?
***
Droga do reprezentacji na razie dla młodego obrońcy może być bardzo długa. Ale na start zawodnik otrzymuje niezły handicap. Otóż w 2002 roku przenosi się do Portsmouth. Transfer gotówkowy: 400 tys. funtów. Zapytacie, czyj to pomysł. Proszę bardzo, to pierwsza transakcja samego Harry’ego Redknappa w roli szkoleniowca zespołu „Pompey”. Wybitny trener bardzo liczy na swój zakup, a kibice wiążą spore nadzieje. Howe ma być ostoją defensywy.

***
Niestety, niedane mu jest na dobre zagościć w składzie nowego zespołu. Już w pierwszym swoim spotkaniu doznaje kontuzji kolana, która nie tylko wyeliminuje go na dłużej, ale też w przyszłości przyniesie kolejne konsekwencje.
Życie go zresztą nie oszczędza. Po kilku miesiącach wraca na boisko. Trener od razu stawia na niego w meczu otwierającym sezon. Niestety, trudno w to uwierzyć, ale już po dziewięciu minutach ponownie stary uraz daje o sobie znać. Howe musi zejść z boiska. Fatum? Prawdopodobnie tak, bo jak to inaczej nazwać.
***
Nie gra przez 18 miesięcy. Na boisku pojawia się dopiero w styczniu 2004 roku. Zostaje wypożyczony do Swindon Town, gdzie jednak nie dostaje szansy zaprezentowania tego, co potrafi. W Portsmouth również nie ma już dla niego miejsca. W ramach kolejnego wypożyczenia Howe ląduje na starych śmieciach, w Bournemouth. Zespół ten znajduje się w trudnej sytuacji finansowej. W nowej-starej drużynie Eddie udowadnia, że nie zapomniał piłkarskiego fachu. Po kilku miesiącach gry klub chce go wykupić. Brakuje jednak środków finansowych…















