Dlaczego zabrzanie czekali do ostatniej minuty z bramką na wagę trzech punktów? Żeby ich mecze nie były zbyt nudne, przewidywalne. Tak jak spotkania Lecha, w których systematycznie strzela Rudnev i psuje całą zabawę kibicom. Będzie też o Ostrowskim i jego problemach z temperaturą, Wyparle, który nie stracił bramki, ale pewnie tylko dlatego, że siedział na ławce i kilku innych ciekawostkach.
Tego tygodnia wydanie z cyklu „Echa Kolejki” rozpoczynamy meczem w Zabrzu, w którym nieporadny, cały czas formujący się, a co najważniejsze nieskuteczny Górnik, podejmował PGE GKS Bełchatów. Ten sam klub z województwa Łódzkiego, który potrafi jednego tygodnia wygrać wysoko z Podbeskidziem, by w kolejnym przegrać wysoko z Lechem. Otóż mecz tych drużyn był kolejnym słabym występem gości, którzy nie zasłużyli choćby na punkt, a ponadto był prawdziwym spektaklem nieskuteczności w wykonaniu gospodarzy.

Ekipa Adama Nawałki starała się najwyraźniej jak najbardziej zdenerwować kibiców, trenera, sztab medyczny, szkoleniowy, zarząd, osoby postronne, ekspertów itd., upatrując sobie za cel na siłę niezdobywanie bramek. Okazji było co nie miara, pomijając przyzwoitą postawę Sapeli, który między słupkami przyjezdnych spisywał się całkiem nieźle. Swoje okazje mieli Kwiek, Wodecki, Thomik, Bemben, a najwięcej ze wszystkich były reprezentant Polski, piłkarz na słynnym „international level”, a więc Tomasz Zahorski. Aby poziom frustracji nie przekroczył punktu krytycznego, w końcówce swoje trafienie zanotował Adam Marciniak i wszyscy w Zabrzu są zadowoleni.
Co poza tym w 4. kolejce T-Mobile Ekstraklasy? Pogrom Lecha. Nie ma co się rozpisywać, ot dwie bramki zdobył Rudnevs, a jak trafnie zauważyła jedna z kobiet w naszej redakcji, zajmująca się korektą tekstów – Jak tak dalej pójdzie, to Łotysz wkrótce będzie miał po paru kolejkach więcej bramek niż król strzelców z ubiegłego sezonu po dwóch rundach – stwierdziła Katarzyna Burska. Trzeba przyznać rację, bo jak na razie snajper Lecha idzie, idzie, idzie… ale nie jak Podbeskidzie.
O beniaminkach też trzeba coś napisać, a trzeba, bo zdobywają punkty. Co prawda skromnie, bo po jednym, a co więcej, po bezbramkowych remisach, ale darowanemu koniowi… no właśnie. Podbeskidzie zremisowało na wyjeździe z Zagłębiem, co jest jakiegoś rodzaju zaskoczeniem, tym bardziej że Podbeskidzie nie gra aż tak fatalnie jak ŁKS. Z kolei łodzianie zdecydowanie zaskoczyli pierwszym punktem w ekstraklasie, nadal jednak muszą czekać na swoją pierwszą bramkę. Ale spokojnie, czasu nie zbraknie, w końcu jeszcze 26 kolejek do finiszu rozgrywek.













