Druga kolejka rodzimej ekstraklasy dostarczyła nam nie mniej ciekawych informacji aniżeli pierwsza. Nie każdy sympatyk najwyższej klasy rozgrywkowej wie bowiem, że autokar Ruchu uruchamia silnik tylko, gdy piłkarze mu w tym pomagają. W jaki sposób? O tym w drugiej odsłonie „Ech kolejki” T-Mobile Ekstraklasy. Przedstawimy także, jak wyglądała kontrowersyjna sprawa gniazdowego i interwencji policji w meczu Jagiellonii.
Na pierwszy ogień obiecana we wstępie sytuacja po meczu Korony z Ruchem Chorzów. Sam wynik, o ile bardzo ciekawy, schodzi na drugi plan, poza murawą było bowiem równie interesująco. Po meczu, co dosyć normalne, gracze ze Śląska zamierzali wrócić do swoich stron, co okazało się nie lada wyzwaniem, gdy silnik autokaru odmówił posłuszeństwa. Niewiele zastanowienia potrzebne było, aby piłkarze zwyczajnie popchnęli uszkodzony wehikuł, co oczywiście spotkało się z ogromną dozą śmiechu ze strony dziennikarzy i opuszczających jeszcze stadion kibiców.

Jak relacjonuje nasz wysłannik na meczu w Kielcach – gwiazdą rozgrzewki okazał się Dawid Janczyk. Były napastnik Legii Warszawa tym razem postanowił co najwyżej przypatrywać się ćwiczącym kolegom, niewiele się przy tym ruszając. Rozgrzewkę snajpera kielczan można podsumować 30-sekundowym truchtaniem połączonym z pięciominutowym pasjonowaniem się wydarzeniami boiskowymi.
Pozytywny wydźwięk miała także sytuacja pomeczowa z młodym Zielińskim, który przykuł uwagę kilku mediów, co z miejsca wykorzystał Małkowski. Golkiper gospodarzy poniedziałkowego meczu, widząc zainteresowanie mediów kolegą z zespołu, zażartował: – TVP, Onet, Orange Sport, Canal+, Polsat, Eurosport! „Zielek”, sławny jesteś! Uśmiechnij się trochę do kamery! Bramkarz kielczan wraz z Pavolem Stano wykorzystali także w inny sposób zainteresowanie Zielińskim, przemykając za jego plecami, a tym samym unikając wywiadów pomeczowych.
Niecodziennie zdarza się, aby jeden zawodnik strzelał trzy bramki w jednym meczu. Tym bardziej jeśli to obrońca w T-Mobile Ekstraklasie, a jedna z nich zdobyta jest ręką. Tego doczekali się kibice w trakcie sławetnego meczu PGE GKS-u Bełchatów z Podbeskidziem. Doświadczony defensor faktycznie zanotował trafienie z „boską pomocą”, ale to nie mniejsza jego zasług w okazałym triumfie bełchatowian. Po fatalnym debiucie bardzo dobry mecz zaliczył Kosowski, który na swoim koncie w raptem jednym spotkaniu zebrał cztery asysty.













