Spotkanie pomiędzy drużynami West Ham United i Tottenham Hotspur miało być „dopełnieniem” szesnastej kolejki Premiership. Zagrały ze sobą dwie drużyny z końca tabeli i wygrała… lepsza.
Na Upton Park w Londynie w szranki stanęły dwie drużyny, którym nie najlepiej wiedzie się w tym sezonie. „Młoty” mają najmniejszą liczbę strzelonych bramek (jedynie 12) i zajmują obecnie ostatnie miejsce w lidze, natomiast „Koguty” miały walczyć o europejskie puchary, plasują się co prawda na trzecim miejscu, lecz od końca.
Gospodarze rozpoczęli bardzo zachowawczo, skutkiem czego już w pierwszej minucie pozwolili, aby Modrić bezkarnie wbiegł w ich pole karne i oddał strzał. Chorwat jednak gola nie zdobył, gdyż strzelił za lekko i prosto do rąk Roberta Greena. W pierwszej części gry podopieczni Gianfranco Zoli optycznie na boisku przeważali, a wynikało to przede wszystkim z tego, że nieco dłużej niż przeciwnicy utrzymywali się przy piłce. W 22. minucie padła bramka samobójcza autorstwa Jenasa, ale sędzia zauważył, że zawodnik gości był faulowany przez jednego z graczy drużyny przeciwnej i gola nie uznał. Mimo lekkiej przewagi gospodarzy, to przyjezdni stworzyli sobie dwie najdogodniejsze okazje do objęcia prowadzenia w pierwszej połowie. Pierwszą po groźnym strzale Bentley’a z powietrza, który świetnie wybronił Green. Chwilę później jeszcze lepszą okazję miał Pavlyuchenko po mocnym podaniu Lennona, Rosjanin jednak nie potrafił z trzech metrów trafić na pustą bramkę, a piłka po jego strzale odbiła się od słupka. Poza tymi dwiema akcjami bramkarze obydwu drużyn raczej nie mieli zbyt dużo roboty, a to za sprawą niedokładności w grze jednych i drugich.
W drugiej połowie gra znacznie się ożywiła. Wiele strzałów i dynamiczne akcje skrzydłami. Szczególnie wyróżnić można pod tym względem rajdy Aarona Lennona, zdecydowanie najlepszego zawodnika „Kogutów” w drugiej połowie. Piłka coraz częściej gościła w pobliżu pola karnego drużyny West Ham. Goście atakowali, atakowali i w 69. minucie dopięli swego. Lennon dośrodkował z prawej strony, a piłkę do bramki głową skierował Ledley King. Precyzyjny strzał sprawił, że Green nie miał szans na skuteczną obronę. W 73. minucie Gianfranco Zola zdecydował się na zwiększenie siły ofensywnej swojego zespołu i wprowadził do gry Davida Di Michele. Mało brakowało, a napastnik „Młotów” już w pierwszych sekundach po wejściu strzeliłby bramkę w zamieszaniu pod bramką Gomesa. W końcówce mocno ostatnio krytykowany bramkarz Tottenhamu miał swoje pięć minut. Obronił dwa groźne strzały, w tym jeden z trzech metrów Carltona Cole’a, a chwilę potem doskonale wyekspediował piłkę do Jamiego O’Hary, a ten mocnym strzałem w długi róg pokonał bramkarza gospodarzy.
Do końca wynik się nie zmienił. Tottenham pokonuje West Ham 2:0. Drużynie Harry’ego Redknappa bardzo potrzebne było to zwycięstwo. Za tydzień na White Hart Lane gościć będą nie byle kogo, do Londynu przyjadą bowiem „Czerwone Diabły”, a zadaniem „Kogutów” będzie przerwanie świetnej passy klubu z Old Trafford.










