FK Rostów nad Donem długo nie pocieszył się liderowaniem w Premier Lidze. W drugiej kolejce lepsi od podopiecznych Ołeha Protasowam okazali się zawodnicy moskiewskiego Dynama. Biorąc pod uwagę niepodlegającą żadnej dyskusji przewagę graczy ze stolicy, wynik 3:1 należy uznać za dość niski wymiar kary.
Od początku więcej ochoty do gry przejawiali gospodarze. Już w pierwszych minutach wywalczyli oni rzut rożny, po dośrodkowaniu z którego Leandro Fernandezowi niewiele zabrakło do zaskoczenia Dejana Radicia. W 6. minucie w „szesnastkę” Rostowa wpadł Zvjezdan Misimović, świetnie odegrał do lepiej ustawionego Kevina Kuranyiego, lecz temu z odległości trzech metrów nie udało się umieścić piłki w siatce. Po chwili serbski bramkarz popisał się kapitalną interwencją, parując zmierzającą pod poprzeczkę futbolówkę po uderzeniu niemieckiego napastnika.
Dynamo zanotowało piorunujący początek. Jednak wcale nie zamierzało zwalniać tempa. Szczęścia zza pola karnego próbował Fernandez, ale i jemu nie udało się trafić do siatki. Zadania jemu i jego kolegom z drużyny nie ułatwiał świetnie spisujący się Radić. Ten miał szczęście przy główce Kuranyiego, lecz w kolejnej akcji w dobrym stylu powstrzymał Tomislava Dumovicia. Kolejne próby również nie przynosiły sukcesu: Misimović został zablokowany, a Niemiec w barwach „Biało-niebieskich” chybił. Rostowianie praktycznie nie przeprowadzali akcji ofensywnych, skupiając się na obronie. Pierwszy strzał na bramkę Antona Szunina oddali dopiero w 31. minucie.
Pod koniec tej części meczu napór Dynama nieco osłabł. „Biało-niebiescy” nadal przeważali, ale nie stwarzali sobie aż tylu klarownych okazji do strzelenia gola. Lepiej spisywała się obrona z Isaakiem Okoronkwo i Anrim Chaguszem na czele, która dobrze radziła sobie z przerywaniem podań od Andrieja Karjaki, Igora Siemszowa i Misimovicia. W samej końcówce Rostów odważniej poszedł do przodu. Dwie okazje zmarnował Dragan Blatnjak, pudłując z rzutu wolnego i dając się wyprzedzić w sytuacji sam na sam Szuninowi.
Drugą połowa rozpoczęła się od uderzenie rostowian zablokowanego przez Lomicia. Mogło się wydawać, że w tej części pokażą oni swoją dobrą grę. Tymczasem po pięciu minutach rozgrywający kapitalne zawody Radić sięgnął po piłkę do siatki. Po dośrodkowaniu ze skrzydła głową futbolówkę trącił Fernandez, zaskakując serbskiego bramkarza. Po chwili powinno być 1:1, lecz kapitalnie spisał się Szunin, broniąc uderzenie Edgarasa Cesnauskisa z 11 metrów. W rewanżu próbował Kuranyi, lecz golkiper Rostowa świetnie sparował jego strzał oraz dobitkę Misimovicia.
Po kwadransie gry do głosu zaczęli dochodzić goście. Po jednej z akcji Władimir Granat o mały włos pokonałby własnego bramkarza. W kolejnych akcjach szczęścia próbowali Blatnjak i Gatcan, lecz obydwu uderzenia z dystansu nie wyszły tak, jak by chcieli. Dynamo spokojnie odpierało rzadkie ataki przeciwników i czekało na możliwość wyjścia z kontrą. Taka okazja trafiła się w 74. minucie. Po faulu na Igorze Siemszowie sędzia Wiaczesław Popow odgwizdał rzut karny, który na bramkę zamienił Misimović.
Niedługo później mecz powinien się rozstrzygnąć. Kolejna znakomita akcja Dynama zakończyła się podaniem Kuranyiego do wprowadzonego za bośniackiego pomocnika Woronina. Były gracz Liverpoolu w znakomitej sytuacji jednak chybił. Tymczasem Rostów nie rezygnował i na pięć minut przed końcem wrócił do gry. Stało się to po dośrodkowaniu, po którym Szunin skapitulował po strzale Anriego Chagusza. Goście, którzy liczyli na remis, szybko zostali skarceni. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry w ich pole karne wpadł Kuranyi. Znów zagrał altruistycznie, podając Woroninowi, a Ukrainiec tym razem się nie pomylił, ustalając wynik meczu.
W drugim sobotnim meczu Krasnodar pokonał Spartaka Nalczik 2:0.