Czy ktoś z Was, drodzy czytelnicy, jest w stanie sobie wyobrazić fizyka, który bez problemu rozwiązuje zadania z fizyki kwantowej, a ma problemy z obliczeniem drogi w ruchu jednostajnie prostoliniowym? Albo chemika, który w małym palcu ma chemię organiczną, a nie potrafi poprawnie odczytać danych z tablicy Mendelejewa?
Przecież to niemożliwe. Tak po prostu. No, bo jakim cudem ktoś ma sobie radzić z najtrudniejszymi zadaniami z fizyki, a odpadać na najprostszym z możliwych? Bez sensu. Podobnie w tym drugim przypadku. Człowiek, który do perfekcji opanował chemię organiczną, nie może nie znać tablicy Mendelejewa. Proste. Ale czy na pewno? Bo jak patrzę na grę Lecha Poznań w Lidze Europejskiej i polskiej Ekstraklasie, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jednak możliwe.

No bo jak to jest, że „Kolejorz” jedzie do Turynu, skazywany na pożarcie, a tu proszę 3:3. I to po naprawdę dobrej grze. Później do Poznania przyjeżdża Manchester City naszpikowany gwiazdami, pyk, pyk, pyk 3:1. Dziękuję, dobranoc. Salzburg? Proszę bardzo 2:0. „Juve” u siebie 1:1. Po drodze przytrafiła się porażka z City 1:3, ale też nie było się czego wstydzić. W taki, bądź co bądź, efektowny sposób Lech Poznań zapewnił sobie awans do 1/16 Ligi Europejskiej. Patrząc na to, jak i z kim „Kolejorz” grał w Lidze Europejskiej, a do tego mając w pamięci popisy pozostałych polskich klubów w europejskich pucharach, wydaje się jasne, że Lech ma wręcz obowiązek przodować w naszej Ekstraklasie. Ale tak nie jest.
Na krajowym podwórku wygląda to tak. Do Poznania przyjeżdża Zagłębie Lubin i wygrywa 1:0. Lech wyjeżdża do Bełchatowa, Chorzowa, Warszawy, Białegostoku czy Zabrza i wraca na tarczy. Do tego remisy z Widzewem, Arką , Polonią Warszawa i Koroną Kielce. W pokonanym polu pozostają Polonia Bytom, Lechia Gdańsk, Cracovia, Śląsk i Wisła Kraków. Czy te wszystkie zespoły, które wygrały z Lechem, są lepsze od Juventusu czy City? Nie. Dlatego zastanawia mnie, w których rozgrywkach drużyna z Poznania jest sobą. I czym spowodowana jest taka, a nie inna gra Lecha w polskiej lidze.
Nie przekonuje mnie opinia, że poznaniakom się nie chce. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której piłkarze Lecha dochodzą do wniosku, że skoro pokonali takie zespoły, to w lidze mogą do spotkania podejść na luzie i wygrać. Najbardziej przemawia do mnie argument, że zespół kondycyjnie nie jest w stanie wytrzymać grania co trzy dni. W innym przypadku „Kolejorz” jest wyjątkiem potwierdzającym regułę, że jednak można radzić sobie z fizyką kwantową, a mieć problemy z wydawałoby się prostszymi rzeczami.
Tak czy inaczej, czapki z głów przed piłkarzami Lecha, bo dokonali rzeczy wielkiej. Awans z tak trudnej grupy wydawał się przecież niemożliwy, a poznaniacy dokonali tego naprawdę w dobrym stylu.











