Na zakończenie rundy jesiennej Borussia Dortmund przyjechała na Badenova-Stadion, na którym zmierzyła się z miejscowym Freiburgiem. Goście zgodnie z oczekiwaniami wygrali 4:1. Dwa gole strzelił Lewandowski, po jednym trafieniu dorzucili Gundogan i Grosskreutz, a honorowe trafienie dla gospodarzy zaliczył Rosenthal.
Na Badenova-Stadion spotkały się drużyny z jakże odmiennymi aspiracjami. Walczący o utrzymanie SC Freiburg podejmował u siebie obecnego mistrza Niemiec, Borussię Dortmund, której celem jest powtórzenie wyniku z poprzedniego roku. Wystarczyło spojrzeć na obecną tabelę Bundesligi, by dojść do wniosku, że goście są zdecydowanym faworytem i każdy inny wynik niż triumf Borussii będzie dużą niespodzianką. Freiburg swojej szansy mógł upatrywać w największej gwieździe zespołu – Cisse, lecz gdy gra się naprzeciwko Hummelsa i Santany, nigdy nie jest łatwo. Warto wspomnieć, że od pierwszych minut po raz kolejny zagrała cała trójka Polaków, a do składu dortmundczyków powrócił Kehl.
Spotkanie zaczęło się przy mocnym akompaniamencie deszczu, a momentami można było zauważyć także śnieg. Nie dziwi więc, że spora część zawodników biegała w rękawiczkach. Borussia jak zawsze od pierwszych minut ruszyła do ofensywy i stosowała wysoki pressing. Jednak Freiburg czuł się na własnym boisku bardzo pewnie i nie dał się stłamsić rywalowi. Wręcz przeciwnie, to dortmundczycy musieli się bronić. Już w 4. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Cisse, którego w ostatnim chwili zablokował Hummels, ale piłka trafiła jeszcze pod nogi Putsili, a ten, mając przed sobą jedynie Weidenfellera, uderzył minimalnie obok bramki. Pomocnik gospodarzy zawiódł, bo to powinien być gol. Borussia, widząc, że nie będzie dzisiaj tak łatwo, bardziej zdecydowanie zaatakowała przeciwnika. Aktywny był Błaszczykowski, dobrze grał Kagawa, a w środku pola spokój wprowadzał Kehl.
Goście wyraźnie przejęli inicjatywę i już w 7. minucie objęli prowadzenie. Świetną dwójkową akcję przeprowadzili Kagawa i Gundogan, Japończyk znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale odegrał piłkę do lepiej ustawionego Lewandowskiego i Polak bez problemów otworzył wynik tego spotkania. Dla „Lewego” był to trzeci gol w trzecim meczu przeciwko Freiburgowi. Wyraźnie leży mu ta drużyna. Po objęciu prowadzenia Borussia mogła spokojnie grać swoje. Goście byli w komfortowej sytuacji i budowanie kolejnych akcji przychodziło im z większą łatwością. Teraz Freiburg grał jednak zdecydowanie uważniej w defensywie. Dortmundczycy, głównie Lewandowski, często byli łapani w pułapki ofsajdowe. W 17. minucie ładny rajd lewą stroną przeprowadził Błaszczykowski, który wyłożył na szesnasty metr piłkę Kehlowi, lecz strzał kapitana BVB przyjął na siebie jeden z defensorów Freiburga.
Borussia wyglądała na drużynę, która jest już pewna swego i dopisała sobie trzy punkty, mimo że mecz wciąż trwał. Podopieczni Kloppa nie grali z takim zaangażowaniem jak zawsze i chyba trochę zlekceważyli gospodarzy, którzy przejęli inicjatywę. Piłka gościła teraz zdecydowanie częściej pod polem karnym Weidenfellera, chociaż wydawało się, że Hummels i jego partnerzy z linii defensywnej mają wszystko pod kontrolą. I faktycznie do pewnego momentu tak było, ale w 34. minucie obrońcom przytrafiła się drzemka, którą wykorzystał Rosenthal. Pomocnik krótko rozegrał piłkę z Putsilą, wyszedł na czystą pozycję i pokonał bezradnego bramkarza Borussii. Kibice oszaleli z radości, a podopieczni Kloppa patrzyli na siebie z niedowierzaniem. Remis z pewnością podziałał na dortmundczyków pozytywnie, lecz ich nagły zryw do ataku mógł zostać brutalnie skarcony. W 37. minucie po błędzie Grosskreutza Freiburg wyprowadził groźny kontratak. Kilkudziesięciometrowy rajd prawą stroną przeprowadził Schmid, później dograł górną piłkę do Cisse, a ten bez przyjęcia uderzył z woleja. Strzał niecelny, ale sama akcja bardzo ładna.








