Polubiłem Śląsk. Polubiłem po meczu z Wisłą. Siedmiu defensorów, dwóch skrzydłowych i Mila. Rach, ciach. Jeden, dwa – zero. Mistrz pękł.
Kiedy dowiedziałem się, że Śląsk zagra z Dundee, skakałem jak dziecko. Typowo szkocka, toporna gra, cała drużyna broni, trzech atakuje, pozornie bezsensowne wykopy na aferę. I… Lenczyk. Realista. Poczekajmy na rywala, nie odkrywajmy się. Sam przyjdzie, później przemyślany pressing, wydzieramy piłeczkę, hyc do Mili i haratamy! Uruchamiamy skrzydłowego, drugi schodzi do środka. Gol…? Gooool! Poezja!

Byłem zajarany jak pochodnia. Chciałem troszkę poszperać i z każdym artykułem ktoś jakby podlewał mnie wodą. Gasłem. „Mało szkoccy”. Co? „Preferują krótkie podania i grę po ziemi”. WTF?! „Grają piłką”???!!!
Grają piłką, rozumiecie?
Oglądam mecz, oglądam… Piłeczka chodzi od nóżki do nóżki. Przegubowiec został zastąpiony małym helikopterem, który w dodatku latał nad boiskiem, a nie na nim. Także Szkoci – niby zamknięci na własnej połowie, ale jak już mieli piłkę, nie wybijali jej na aferę. Powoli, rozegrajmy. Urodziło się z tego kilka kontr. Świat się kończy. Dziś inwalidzi wstają z wózków, Manu celnie dośrodkowuje, Janczyk przestaje jeść, Nowak trafia w bramkę. A Szkocja gra piłką.
Zdziwiłem się, jak ci z Facebooka, udostępniający zdjęcia „takie tam z zaskoczenia”.
Unia Europejska zaciera granice nie tylko pomiędzy poszczególnymi państwami, ale też (przede wszystkim) narodami. Po co to piszę? To analogia do współczesnego futbolu, który również ulega globalizacji. To oczywiście dwa osobne, niezależne zjawiska. Ale ta sama tendencja.
Dziś już coraz rzadziej:
– Szkoci grają topornie;
– Włosi podszczypują swoich rywali, proponując im przy tym swoją kandydaturę na szwagra;
– żeby grać w lidze angielskiej wystarczy mieć w barkach i nogach (nie w głowie);
– magia, cud i futbol totalny to coraz rzadziej synonimy Brazylijczyków-piłkarzy;
– Kazachowie czy Azerowie odpadają z europejskich pucharów :-);
– Et cetera.
A szkoda. Szkoda, bo różnorodność to jeden z największych uroków pogrupowania ludzkości na nację. Śląsk, przygotowując się do meczu z Dundee, nie mógł w ciemno przygotować taktyki „przełammy antyfutbol”. Nie mógł, bo przejechałby się na tym jak Legia na Bruno Mezendze.
Aha, jeszcze jedno. Śląsk to najbardziej kompletna polska drużyna. Mecz z Wisłą – totalny antyfutbol, żelazna (betonowa?) defensywa. Mecz z Arką – zabawa, radość, sielanka, 5:0. Jak to mówią, dobra kobieta powinna być skora i do tańca i do różańca. A drużyna – i do ataku pozycyjnego i do kontry. Taki jest Śląsk.











