Fot. zawodnicy Lechii Gdańsk śpiewający po meczu razem ze swoimi kibicami
Adam Duda to młody gracz Lechii Gdańsk. Nadzieja gdańskiej ekipy. Ostatnio zadebiutował w pierwszej drużynie w meczu z Wisłą Kraków, ale nie spoczywa na laurach. Z nadzieją patrzy w przyszłość.
Od dziecka grasz w Lechii, trudno było wychowankowi przebić się do składu?
Na pewno tak. Ja swoją przygodę zacząłem w wieku siedmiu lat. Głównie dlatego, że mój tata też grał w Lechii na poziomie drugiej ligi i ekstraklasy. Stąd też moje zainteresowanie piłką od małego. Piłka to moje hobby, pasja, odkąd tata zaprowadził mnie na pierwszy trening, gdy miałem siedem lat. Moim szkoleniowcem był wówczas Józef Gładysz, któremu teraz bardzo wiele zawdzięczam. Później na pewno było trudno. Był wiek juniora, było mnóstwo turniejów, mecze ligowe, następnie młoda ekstraklasa, także drużyna rezerw. Naprawdę więc ta droga kosztowała mnie dużo wyrzeczeń i wiele ciężkiej pracy. Nie było łatwo, ale cieszę się, że mi się udało. Jednak nie spoczywam na laurach i będę robił wszystko, żeby zostać w tym zespole jak najdłużej.
Czy dużo twoich kolegów z sekcji młodzieżowych gra dalej w piłkę?
Czy Adam Duda stanie się ważnym trybem w gdańskiej maszynie? (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Jest to pytanie, nad którym bardzo często się zastanawiam, ponieważ kolegów nie ma już zbyt wielu. Z tych, z którymi trenowałem, jest w tej chwili w kadrze pierwszego zespołu Maciej Kostrzewa, w drużynie rezerw Dawid Żmijewski i może gdzieś tam w trzeciej lidze gra ze dwóch moich kolegów. Zastanawiam się na tym, gdyż tak jak mówię, gramy od siódmego roku życia i z niektórymi chłopakami znam się już naprawdę długo, odnosiliśmy wspólnie wiele sukcesów. Duża część naszego rocznika występowała w kadrach młodzieżowych reprezentacji Polski, mieliśmy okazję dzięki temu zdobywać medale mistrzostw Polski. Jednak kiedy powstawało liceum sportowe, wtedy zaczęły się jakieś problemy organizacyjne odnośnie naszego rocznika. Nie wiem dlaczego, nie chciałbym w to wnikać, ponieważ to nie jest moja sprawa, ale bardzo wielu chłopaków wówczas zrezygnowało z gry w piłkę albo nie było też w stanie przebić się do składu. A to wielka szkoda, bo uważam, że mieliśmy świetny rocznik, z którego sześciu czy siedmiu zawodników mogłoby teraz grać na poziomie ekstraklasy czy pierwszej ligi, i jest mi trochę szkoda.
Czyli podsumowując, jakbyś ocenił system szkolenia młodych graczy w Lechii?
Uważam, że stoi na bardzo wysokim poziomie. Faktem jest, że kiedy byliśmy młodsi, wiele kosztów turniejów czy obozów pokrywali rodzice. Ale myślę, że to, co dzieje się obecnie w Lechii, świadczy o poprawie pod tym względem. Młodzi zawodnicy mają dostęp do znakomitych obiektów, starsi również do siłowni. Teraz powstaje także projekt kompleksu sportowego w Bystrej. Trenerzy również szkolą prawidłowo, co widać w sukcesach grup młodzieżowych. Drużyna z Młodej Ekstraklasy wprawdzie wynikami nie zachwyca, ale myślę, że to kwestia czasu. Jest tam wielu utalentowanych młodych graczy, którzy potrzebują dwóch, trzech lat, by wejść na wyższy poziom. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, a kiedy powstanie kompleks w Bystrej, będzie jeszcze lepiej. Myślę, że moim śladem będą mogły pójść kolejne talenty.
A co z Pawłem Janasem, daje szansę młodym piłkarzom? Motywuje Was jakoś specjalnie przed treningami i meczami?
Jeżeli chodzi o młodych piłkarzy, to muszę powiedzieć, że trener Janas traktuje wszystkich jednakowo. Na pewno jest to fachowiec. Cieszę się, że mogę z nim współpracować, dziękuję mu za to, że dał mi szansę i pozwolił dołączyć do pierwszej drużyny. Ja teraz będę starał się robić wszystko, aby spodobać mu się na treningach. Natomiast jeśli chodzi o podejście do młodych czy też wszelaką motywację, myślę, że trener każdego traktuje jednakowo. Ma swoje sposoby motywacyjne. Może wyników nie mamy jeszcze kolorowych, ale z optymizmem można patrzeć w przyszłość.
Czyli nie uważasz, że ma swoich tak zwanych ulubieńców? Że wpuszcza za mało Polaków, a za dużo obcokrajowców?
Szczerze mówiąc, kiedy usłyszałem, że trener Janas został zatrudniony w Lechii, chodziły słuchy, że podobno ma swoich ulubieńców. Ja osobiście nie miałem zdania na ten temat, ponieważ nie miałem okazji z nim pracować. Teraz jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie ma żadnych ulubionych piłkarzy, wszystkich traktuje jednakowo i każdy ma szansę załapać się do osiemnastki, jak również trzeba bardzo uważać, żeby nie zostać oddelegowanym do drużyny rezerw.
W Lechii jest sporo obcokrajowców. Jak młodzi Polacy, w tym także Ty, się z nimi dogadują?
Myślę, że teraz poziom nauczania w szkołach jest na tyle wysoki, że wszędzie wprowadzony jest język angielski. Posługują się więc nim zarówno nasi młodzi zawodnicy, jak i zagraniczni piłkarze grający w Lechii. Większość z nas ma matury, niektórzy jeszcze studiują, dlatego przede wszystkim dogadujemy się w języku angielskim. Natomiast na boisku bywa, że potrafimy porozumiewać się bez słów.
Słyszałem, że byłeś kiedy w jednym pokoju na zgrupowaniu z Razackiem Traore. Jakim według Ciebie jest piłkarzem?
Razack to na pewno duży profesjonalista. Tak, zdarzyło się, że byliśmy razem w pokoju. Tak wypadło. Jest to bardzo sympatyczny człowiek. Jest dosyć skryty, zamknięty w sobie. Ale jeżeli porozmawia się z nim dłużej, można odkryć, że to bardzo porządna osoba. A na boisku wszyscy widzimy, że umiejętności ma na pewno na poziomie europejskim. Wydaje mi się, że jest to w tej chwili najlepszy piłkarz w ekstraklasie. I cieszę się, że mogłem go bliżej poznać. Każdy taki kontakt daje mi jakieś doświadczenie. Mam się od kogo uczyć.
Rywalizujecie w końcu o jedno miejsce w ataku. Podpatrujesz go czasem na treningach?
Tak. Razack może grać w ataku, ja też jestem napastnikiem, z tym że on jest bardzo wszechstronny. Ma duże umiejętności, może także grać w środku pomocy lub na skrzydle. Dlatego bardzo się cieszę, że mam okazję chociażby do wspólnych treningów. Ostatnio jest naprawdę z tym dobrze, ponieważ łapię się do osiemnastki meczowej. Wiele mi daje móc trenować na co dzień z takimi piłkarzami jak Razack. Tak jak powiedziałem wcześniej, mam się od kogo uczyć i na pewno będę z tego korzystał.
A jak się czujesz po debiucie w ekstraklasie?
Na pewno w pewnym sensie odetchnąłem. Jestem bardzo szczęśliwy, ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po samym debiucie byłem bardzo szczęśliwy, moim marzeniem była gra w ekstraklasie dla gdańskiej Lechii i jej kibiców. Dlatego cieszy fakt, że ta cała praca, przez te tyle lat nie poszła gdzieś na marne. Ale patrzę w przyszłość. Chcę zrobić wszystko, aby móc występować coraz częściej, aż w końcu na stałe wywalczę sobie miejsce w pierwszej drużynie. A przede wszystkim chcę zacząć zdobywać gole.
A jakie to uczucie, kiedy cały stadion skanduje Twoje imię? Słyszałem, że tak było w trakcie meczu z Wisłą?
Tak, to prawda. Jest to uczucie naprawdę trudne do opisania [w tym czasie podchodzi kibic i się wita – przyp. red.]. Jest to po prostu jak spełnienie marzeń. Byłem bardzo szczęśliwy, ale przede wszystkim działa to na mnie mobilizująco. Jest to dla mnie bodziec do dalszej pracy. Bardzo chciałbym za to podziękować kibicom. Najlepszym dowodem mojej wdzięczności będzie chyba moja postawa na boisku.
Widzę, że jesteś rozpoznawalny wśród kibiców…
Tak, bywa, że ludzie zaczynają zaczepiać mnie na ulicy, mówią pochlebne słowa. Naprawdę jest to miłe i fajne uczucie, kiedy idę ulicą, a ludzie chcą się przywitać czy też zrobić zdjęcie. Tak naprawdę pracowałem też po to, żeby być na takim miejscu. I to naprawdę niesamowite, kiedy ludzie podchodzą tylko po to, aby się przywitać.
Mam nadzieję, że będziesz miał więcej okazji do gry! Dzięki za wywiad!
Adam Duda to młody gracz Lechii Gdańsk. Nadzieja gdańskiej ekipy. Ostatnio zadebiutował w pierwszej drużynie w meczu z Wisłą Kraków, ale nie spoczywa na laurach. Z nadzieją patrzy w przyszłość.
Od dziecka grasz w Lechii, trudno było wychowankowi przebić się do składu?
Na pewno tak. Ja swoją przygodę zacząłem w wieku siedmiu lat. Głównie dlatego, że mój tata też grał w Lechii na poziomie drugiej ligi i ekstraklasy. Stąd też moje zainteresowanie piłką od małego. Piłka to moje hobby, pasja, odkąd tata zaprowadził mnie na pierwszy trening, gdy miałem siedem lat. Moim szkoleniowcem był wówczas Józef Gładysz, któremu teraz bardzo wiele zawdzięczam. Później na pewno było trudno. Był wiek juniora, było mnóstwo turniejów, mecze ligowe, następnie młoda ekstraklasa, także drużyna rezerw. Naprawdę więc ta droga kosztowała mnie dużo wyrzeczeń i wiele ciężkiej pracy. Nie było łatwo, ale cieszę się, że mi się udało. Jednak nie spoczywam na laurach i będę robił wszystko, żeby zostać w tym zespole jak najdłużej.
Czy dużo twoich kolegów z sekcji młodzieżowych gra dalej w piłkę?
Czy Adam Duda stanie się ważnym trybem w gdańskiej maszynie? (fot. Agnieszka Skórowska/igol.pl)
Jest to pytanie, nad którym bardzo często się zastanawiam, ponieważ kolegów nie ma już zbyt wielu. Z tych, z którymi trenowałem, jest w tej chwili w kadrze pierwszego zespołu Maciej Kostrzewa, w drużynie rezerw Dawid Żmijewski i może gdzieś tam w trzeciej lidze gra ze dwóch moich kolegów. Zastanawiam się na tym, gdyż tak jak mówię, gramy od siódmego roku życia i z niektórymi chłopakami znam się już naprawdę długo, odnosiliśmy wspólnie wiele sukcesów. Duża część naszego rocznika występowała w kadrach młodzieżowych reprezentacji Polski, mieliśmy okazję dzięki temu zdobywać medale mistrzostw Polski. Jednak kiedy powstawało liceum sportowe, wtedy zaczęły się jakieś problemy organizacyjne odnośnie naszego rocznika. Nie wiem dlaczego, nie chciałbym w to wnikać, ponieważ to nie jest moja sprawa, ale bardzo wielu chłopaków wówczas zrezygnowało z gry w piłkę albo nie było też w stanie przebić się do składu. A to wielka szkoda, bo uważam, że mieliśmy świetny rocznik, z którego sześciu czy siedmiu zawodników mogłoby teraz grać na poziomie ekstraklasy czy pierwszej ligi, i jest mi trochę szkoda.
Czyli podsumowując, jakbyś ocenił system szkolenia młodych graczy w Lechii?
Uważam, że stoi na bardzo wysokim poziomie. Faktem jest, że kiedy byliśmy młodsi, wiele kosztów turniejów czy obozów pokrywali rodzice. Ale myślę, że to, co dzieje się obecnie w Lechii, świadczy o poprawie pod tym względem. Młodzi zawodnicy mają dostęp do znakomitych obiektów, starsi również do siłowni. Teraz powstaje także projekt kompleksu sportowego w Bystrej. Trenerzy również szkolą prawidłowo, co widać w sukcesach grup młodzieżowych. Drużyna z Młodej Ekstraklasy wprawdzie wynikami nie zachwyca, ale myślę, że to kwestia czasu. Jest tam wielu utalentowanych młodych graczy, którzy potrzebują dwóch, trzech lat, by wejść na wyższy poziom. Wszystko zmierza w dobrym kierunku, a kiedy powstanie kompleks w Bystrej, będzie jeszcze lepiej. Myślę, że moim śladem będą mogły pójść kolejne talenty.
A co z Pawłem Janasem, daje szansę młodym piłkarzom? Motywuje Was jakoś specjalnie przed treningami i meczami?
Jeżeli chodzi o młodych piłkarzy, to muszę powiedzieć, że trener Janas traktuje wszystkich jednakowo. Na pewno jest to fachowiec. Cieszę się, że mogę z nim współpracować, dziękuję mu za to, że dał mi szansę i pozwolił dołączyć do pierwszej drużyny. Ja teraz będę starał się robić wszystko, aby spodobać mu się na treningach. Natomiast jeśli chodzi o podejście do młodych czy też wszelaką motywację, myślę, że trener każdego traktuje jednakowo. Ma swoje sposoby motywacyjne. Może wyników nie mamy jeszcze kolorowych, ale z optymizmem można patrzeć w przyszłość.
Czyli nie uważasz, że ma swoich tak zwanych ulubieńców? Że wpuszcza za mało Polaków, a za dużo obcokrajowców?
Szczerze mówiąc, kiedy usłyszałem, że trener Janas został zatrudniony w Lechii, chodziły słuchy, że podobno ma swoich ulubieńców. Ja osobiście nie miałem zdania na ten temat, ponieważ nie miałem okazji z nim pracować. Teraz jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie ma żadnych ulubionych piłkarzy, wszystkich traktuje jednakowo i każdy ma szansę załapać się do osiemnastki, jak również trzeba bardzo uważać, żeby nie zostać oddelegowanym do drużyny rezerw.
W Lechii jest sporo obcokrajowców. Jak młodzi Polacy, w tym także Ty, się z nimi dogadują?
Myślę, że teraz poziom nauczania w szkołach jest na tyle wysoki, że wszędzie wprowadzony jest język angielski. Posługują się więc nim zarówno nasi młodzi zawodnicy, jak i zagraniczni piłkarze grający w Lechii. Większość z nas ma matury, niektórzy jeszcze studiują, dlatego przede wszystkim dogadujemy się w języku angielskim. Natomiast na boisku bywa, że potrafimy porozumiewać się bez słów.
Słyszałem, że byłeś kiedy w jednym pokoju na zgrupowaniu z Razackiem Traore. Jakim według Ciebie jest piłkarzem?
Razack to na pewno duży profesjonalista. Tak, zdarzyło się, że byliśmy razem w pokoju. Tak wypadło. Jest to bardzo sympatyczny człowiek. Jest dosyć skryty, zamknięty w sobie. Ale jeżeli porozmawia się z nim dłużej, można odkryć, że to bardzo porządna osoba. A na boisku wszyscy widzimy, że umiejętności ma na pewno na poziomie europejskim. Wydaje mi się, że jest to w tej chwili najlepszy piłkarz w ekstraklasie. I cieszę się, że mogłem go bliżej poznać. Każdy taki kontakt daje mi jakieś doświadczenie. Mam się od kogo uczyć.
Rywalizujecie w końcu o jedno miejsce w ataku. Podpatrujesz go czasem na treningach?
Tak. Razack może grać w ataku, ja też jestem napastnikiem, z tym że on jest bardzo wszechstronny. Ma duże umiejętności, może także grać w środku pomocy lub na skrzydle. Dlatego bardzo się cieszę, że mam okazję chociażby do wspólnych treningów. Ostatnio jest naprawdę z tym dobrze, ponieważ łapię się do osiemnastki meczowej. Wiele mi daje móc trenować na co dzień z takimi piłkarzami jak Razack. Tak jak powiedziałem wcześniej, mam się od kogo uczyć i na pewno będę z tego korzystał.
A jak się czujesz po debiucie w ekstraklasie?
Na pewno w pewnym sensie odetchnąłem. Jestem bardzo szczęśliwy, ale jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Po samym debiucie byłem bardzo szczęśliwy, moim marzeniem była gra w ekstraklasie dla gdańskiej Lechii i jej kibiców. Dlatego cieszy fakt, że ta cała praca, przez te tyle lat nie poszła gdzieś na marne. Ale patrzę w przyszłość. Chcę zrobić wszystko, aby móc występować coraz częściej, aż w końcu na stałe wywalczę sobie miejsce w pierwszej drużynie. A przede wszystkim chcę zacząć zdobywać gole.
A jakie to uczucie, kiedy cały stadion skanduje Twoje imię? Słyszałem, że tak było w trakcie meczu z Wisłą?
Tak, to prawda. Jest to uczucie naprawdę trudne do opisania [w tym czasie podchodzi kibic i się wita – przyp. red.]. Jest to po prostu jak spełnienie marzeń. Byłem bardzo szczęśliwy, ale przede wszystkim działa to na mnie mobilizująco. Jest to dla mnie bodziec do dalszej pracy. Bardzo chciałbym za to podziękować kibicom. Najlepszym dowodem mojej wdzięczności będzie chyba moja postawa na boisku.
Widzę, że jesteś rozpoznawalny wśród kibiców…
Tak, bywa, że ludzie zaczynają zaczepiać mnie na ulicy, mówią pochlebne słowa. Naprawdę jest to miłe i fajne uczucie, kiedy idę ulicą, a ludzie chcą się przywitać czy też zrobić zdjęcie. Tak naprawdę pracowałem też po to, żeby być na takim miejscu. I to naprawdę niesamowite, kiedy ludzie podchodzą tylko po to, aby się przywitać.
Mam nadzieję, że będziesz miał więcej okazji do gry! Dzięki za wywiad!
Dzięki!
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.