Borussia M’Gladbach zdominowała nasze rankingi. Wyróżniliśmy już trenera tej ekipy – Luciena Favre, oraz zawodnika – Marco Reusa. Gdy przyszło nam wybrać najlepszy zespół, decyzja była oczywista. Ale nie powinno to nikogo dziwić. Rzadko w futbolu zdarza się, by w ciągu zaledwie jednego sezonu klub z outsidera stał się czołową drużyną ligi. Borussia M’Gladbach właśnie taką drogę pokonała.
W poprzednim sezonie na szczycie Bundesligi była Borussia Dortmund, która gdy już wskoczyła na pozycję lidera, nie oddała jej do końca rozgrywek. Analogicznie było po drugiej stronie tabeli, gdzie miejsce pierwszej drużyny od końca długi czas zajmowała Borussia M’Gladbach. Jednak „Die Fohlen” ambitnie walczyli o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej i wygrali trzy z czterech ostatnich spotkań, co w ostatecznym rozrachunku dało im miejsce barażowe o utrzymanie. Końcówka w wykonaniu podopiecznych Favre była imponująca, zwłaszcza że ograli oni m.in. Borussię Dortmund oraz Hannover 96. Przeszkodą w bezpośredniej walce o utrzymanie było VfL Bochum. M’Gladbach nie pozwoliło sobie jednak na wpadkę i zostało z nami na kolejny rok.
Niby każdy zdawał sobie sprawę, że Favre to dobry fachowiec, że Reus, Arango czy Herrmann to utalentowani zawodnicy, a Borussia jest klubem z piękną historią i tradycjami, ale tak naprawdę wszyscy skazywali ich, jeśli nie na walkę o utrzymanie, to na dolną część tabeli. Pierwsza kolejka – mecz z rozdrażnionym i strąconym z tronu Bayernem Monachium. „Bawarczycy”, solidnie wzmocnieni latem, mieli zniszczyć rywali, którzy rzutem na taśmę pozostali w Bundeslidze. Stało się jednak zgoła inaczej. Favre świetnie przygotował swoich podopiecznych do spotkania i dzięki bramce De Camargo oraz bezbłędnej grze Ter Stegena Borussia odniosła sensacyjne zwycięstwo. Warto dodać, że przez wiele tygodni drużyna z M’Gladbach uchodziła za jedynego pogromcę „Bawarczyków”.
Jedna jaskółka wiosny nie czyni i pierwsze zwycięstwo Borussii przyjmowano z przymrużeniem oka, mówiąc częściej o wpadce Bayernu. Kolejne tygodnie pokazały jednak, że okres przygotowawczy pod okiem Favre odmienił zespół o 180 stopni. Młodzi zawodnicy poczynili ogromne postępy, a starsi jak Mike Hanke odżyli, wkroczyli w drugą młodość. Borussia praktycznie nie spadała w tabeli poniżej trzeciego miejsca, a w 14. kolejce po rozbiciu FC Köln wskoczyła na jeden dzień nawet na pozycję lidera. Ostatecznie na półmetku sezonu „Źrebaki” zajmują czwarte miejsce, ale do lidera z Monachium tracą zaledwie cztery oczka. W poprzednim sezonie o tej porze Borussia była czerwoną latarnią ligi i miała cztery razy mniej punktów. Progres niesamowity…
W czym tkwi sukces drużyny? Dlaczego np. VfL Wolfsburg mimo wielomilionowych transferów nie może odzyskać swojej pozycji, a Borussia w ciągu zaledwie jednego sezonu stała się zespołem aspirującym do gry w Lidze Mistrzów? Myślę, że połowa sukcesu, a nawet odrobina więcej, to zasługa Luciena Favre. To on tchnął w tych chłopaków wiarę w sukces, to on uratował tonący okręt, to pod jego skrzydłami rozwinęły się talenty Reusa i Ter Stegena. To Favre skleił tę układankę w całość, używając tylko dostępnych elementów. Szkoleniowiec nie szukał nowych piłkarzy, lecz w 100% wykorzystał materiał, jaki w M’Gladbach zastał. Idealnie wymieszał młodych i utalentowanych zawodników z tymi starszymi, doświadczonym, ale wciąż żądnymi sukcesu. Efekty są naprawdę zdumiewające. I jeśli nie stanie się nic nieprzewidywalnego, to w przyszłym roku w europejskich pucharach powinny grać dwie Borussie, bo obie mają do tego odpowiednie kompetencje.








