Mistrzowie Polski drugi raz rzędu doznają porażki. Tym razem sposób na podopiecznych Jana Urbana znalazła gdańska Lechia, która wygrała 1:0 po trafieniu Pawła Buzały w 13. minucie.

Drużyna Legii Warszawa przed rewanżowym pojedynkiem ze Steauą Bukareszt chciała zdobyć komplet punktów, by podbudować się psychicznie przed wtorkowym meczem. Jednak goście z Gdańska nie zamierzali tanio sprzedać swojej skóry i chcieli walczyć do ostatniego gwizdka, aby zgarnąć przynajmniej jeden punkt.
Lechia Gdańsk mogła objąć prowadzenie już w 2. minucie meczu. Matsui dograł piłkę z prawej strony boiska do Pietrowskiego, który oddał strzał, ale okazał się on niecelny. Podopieczni Michała Probierza grali bardzo mądrze i konsekwentnie, nie pozwalając rywalom na zbyt wiele. W 13. minucie mocnym strzałem popisał się Paweł Buzała, który pokonał Dusana Kuciaka, i Lechia objęła prowadzenie. Nieoczekiwanie goście byli lepsi od piłkarzy Jana Urbana. Nie dawali im swobodnie rozgrywać piłki. Gdańszczanie mogli podwyższyć swoje prowadzenie. Mistrzowie Polski byli natomiast bliscy doprowadzenia do wyrównania. Tomasz Brzyski podawał do Cichockiego, którego strzał z linii bramkowej wybił Frankowski. Gracze Lechii mogli mówić o sporym szczęściu.

W późniejszych fragmentach pierwszej połowy oba zespoły nie stwarzały sobie sytuacji, które mogły powalić na kolana, a także zagrozić bramce przeciwnika. W poczynaniach piłkarzy było dużo chaosu i niedokładności. Jednak minutę przed przerwą doskonałą okazję mieli gracze Lechii, którzy mogli wyjść na dwubramkowe prowadzenie. Matsui zagrywał piłkę do Buzały, który znajdował się w „szesnastce”, ale były piłkarz GKS-u Bełchatów nie trafił czysto w futbolówkę i cała akcja spaliła na panewce. Do przerwy gdańszczanie schodzili z podniesionymi głowami i zamierzali utrzymać korzystny rezultat tuż po zmianie stron.
W drugiej połowie piłkarze warszawskiej Legii zamierzali podnieść się po słabej pierwszej połowie w ich wykonaniu i odrobić straty do Lechii. Jednak to goście mogli pierwsi zdobyć gola tuż po przerwie. Japończyk Matsui popisał się bardzo silnym strzałem, który na rzut rożny sparował Kuciak. Podopieczni Michała Probierza nie dali się zaskoczyć i z minuty na minutę Legii było coraz trudniej zdobyć bramkę, która włączyłaby ją do równorzędnej walki. Gdańszczanom bardzo zależało na ochronie tego rezultatu, bo zdawali sobie sprawę, że to może zagwarantować im wysoką lokatę w tabeli, dlatego robili wszystko, aby ten wynik utrzymać.












