Tego nikt się nie spodziewał! Główka Bena Watsona w 91. minucie dała Wigan pierwszy w historii tryumf w Pucharze Anglii. Podopieczni Roberto Martineza zasłużenie wygrali z uważanym za zdecydowanego faworyta Manchesterem City. Wicemistrzowie Anglii mecz kończyli w dziesiątkę.
Relacja z Wembley
W strugach deszczu Wembley było świadkiem jednej z największych niespodzianek w historii najstarszych na świecie rozgrywek piłkarskich. Po raz pierwszy w swojej 81-letniej historii Wigan Athletic sięgnęło po prestiżowe trofeum.

Znajdujący się w strefie spadkowej podopieczni Roberto Martineza zaimponowali odważnym, pełnym przekonania, determinacji oraz poświęcenia występem, choć w sierpniu sezon ligowy mogą rozpocząć w Championship. Jeszcze nigdy jednak zespół, który wygrał Puchar Anglii, w tym samym sezonie nie spadł z ligi.
Wicemistrzowie Anglii, którzy wygrali Puchar Anglii dwa lata temu, byli murowanymi faworytami. Po zawstydzającym występie w tegorocznej Lidze Mistrzów oraz porażce w walce o mistrzowski tytuł popularni „The Citizens” sezon 2012/2013 zakończą z pustymi rękoma. Być może będą także szukali nowego menedżera. Jeszcze przed sobotnim meczem krążyło dużo plotek o zastąpieniu Roberto Manciniego Manuelem Pellegrinim od kolejnego sezonu.
Pierwsze niespodzianki wydarzyły się jeszcze przed meczem, dotyczyły… obsady bramek obu finalistów. Zamiast awizowanych Costelo Pantilimona oraz Ali Al-Habsiego, Mancini postawił na Joego Harta, a jego vis-a-vis na Joela Roblesa.
Przed meczem minutą ciszy uczczono pamięć 56 osób, które zginęły w pożarze w Bradford 28 lat temu.
Dave Whelan, który jeszcze jako młody piłkarz doznał kontuzji i w dramatycznych okolicznościach nie dokończył finału Pucharu Anglii w 1960 roku, dziś wyprowadził swój zespół na murawę nowego Wembley i był świadkiem największego tryumfu w historii klubu.
Co ciekawe, media dowiedziały się, że właściciel Wigan przed 30 laty był bardzo bliski kupna Manchesteru United. Do zmiany zdania zachęciła go… żona.
Jak na faworytów przystało, agresywniej mecz zaczęli podopieczni Roberto Manciniego. Szybko strzelona bramka mogłaby im łatwo ustawić mecz. Ale to Wigan miało pierwszą groźną akcję meczu, kiedy w 9. minucie Aruna Kone pomknął lewą stroną boiska i zagrał krzyżowe podanie do Calluma McManamana. Kuzyn byłego skrzydłowego Liverpoolu przyjął piłkę na lewą nogę, ułożył się do strzału i podręcznikowo zawinął futbolówkę na długi róg bramki Joego Harta. Minimalnie przestrzelił, a siedzący za bramką kibice City mogli odetchnąć z ulgą.
Ale Wigan na tym nie poprzestało i w 16. minucie ponownie zakotłowało się w „szesnastce” Harta. Ekwilibrystycznym wolejem z linii pola karnego popisał się Shaun Maloney, ale jego uderzenie, zdawałoby się ręką, zablokował Matija Nastasić. Chwilę później City też mogło mieć pretensje do sędziego Andre Marrinera, kiedy Antolin Alcaraz bezpardonowo powstrzymał Sergio Aguero przed własnym polem karnym.












