Dziś w Genewie kibice zobaczyli najbardziej dramatyczne spotkanie dotychczas na Mistrzostwach Europy. Mecz pomiędzy Turcją a Czechami wydawał się być przesądzony, bowiem do 75. minuty nasi południowi sąsiedzi prowadzili 2:0. Wtedy jednak nastąpił niesamowity zryw Turków, którzy w niespełna kwadrans strzelili trzy bramki. W drugim spotkaniu Portugalia uległa Szwajcarii 2:0.

Ten mecz miał dać nam odpowiedź kto oprócz Portugalii wyjdzie z grupy „A”. Początek spotkania to lekka przewaga naszych południowych sąsiadów jednak ich ataki kończyły się faulami ze strony tureckich defensorów, za które arbiter od razu pokazywał żółte kartki. Tego koloru kartonik zobaczył min. Mehmat Topal oraz Servet Cetin. Potem gra toczyła się głównie w środkowej części boiska. Gdy panowała pewna stagnacja w poczynaniach obu drużyn Czesi niespodziewanie zdobyli bramkę. Autorem trafienia był Jan Koller, który pokonał Volkana Demirela mocnym strzałem głową. Długo się trener Czech nie nacieszył tą bramką, bowiem w 39. minucie groźnej kontuzji nabawił się Marek Matejovski, który w ostateczności musiał opuścić plac gry. Prowadzeniem reprezentacji Czech Peter Froejdfeldt zakończył pierwszą połowę spotkania.
Od początku drugiej części gry atakowali Turcy jednak bardzo pewnie bronił w swojej bramce Petr Cech. Czesi liczyli tylko na kontrataki. Taki zdarzył się w 61. minucie kiedy to Jan Koller znalazł się w sytuacji sam na sam z Demirelem, lecz wysoki napastnik spudłował. Chwilę potem jednak było już 2:0. Bramkę na 2:0 strzelił Jaroslav Plasil. Wtedy wydawało się, że już nic Czechom nie odbierze awansu. W 75. minucie jednak pada kontaktowa bramka dla zawodników znad Bosforu. Arda Turan uderzył w prawy dolny róg Cecha. Potem cały czas atakowali Turcy. Opłaciło się, bowiem w 86. minucie po fatalnym błędzie Petra Cecha piłkę do pustej bramki wbija Nihat Kahveci. Czesi byli chyba myślami już przy rzutach karnych jaki miały nastąpić w razie remisu. Znów fatalny błąd defensywy podopiecznych Karela Brucknera i Kahveci pięknym strzałem pod poprzeczkę pokonuje bramkarza Chelsea Londyn. Czesi byli w szoku, bowiem to co dokonali Turcy wydawało się być nieprawdopodobne.

Spotkanie pomiędzy Portugalią, a współgospodarzami Mistrzostw Europy – Szwajcarią był o przysłowiową pietruszkę, bowiem podopieczni Scolariego mieli zapewnioną grę w ćwierćfinale tej elitarnej imprezy z kolei Hakan Yakin i spółka na pewno do dalszej rundy nie awansuje. Mecz był prowadzony w dość przeciętnym tempie. W 15,. minucie w polu karnym został przewrócony Nani przez Lichsteinera, lecz Konrad Plautz nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Chwilę potem Portugalia mogła prowadzić. Tym razem po strzale Naniego z rzutu wolnego tor futbolówki zmienił Pepe jednak Zuberbuehler zdołał odbić piłkę na poprzeczkę. Choć Portugalia grała w nieco rezerwowym składzie to większość czasu atakowała. Potem groźnie uderzał Bruno Alves ale wciąż dobrze bronił golkiper Szwajcarii. Jednak podopieczni Jakoba Kuhna nie tylko się bronili, ale także atakowali. Pierwsze celne uderzenie na bramk Ricardo oddał Inler zza pola karnego. Golkiper Portugalii z problemami wybił piłkę na rzut rożny. W 36. minucie piłka po strzale Heldera Postigi ląduje w bramce szwajcarskiego zespołu, jednak gol nie zostaje uznany, bowiem asystent sędziego wskazał pozycję spaloną napastnika reprezentacji Portugalii. Jak pokazały powtórki popełnił w tej sytuacji błąd.











