Czwarty mecz z rzędu w tym sezonie bez zwycięstwa, trzeci zakończony porażką. Po czterech kolejkach Premiership mający aspiracje sięgające Ligi Mistrzów Tottenham Hotspur zamyka tabelę jako jedyny do tej pory zespół bez zwycięstwa w lidze angielskiej! Szanse Wisły na zwycięstwo z Kogutami w Pucharze UEFA cały czas rosną.
Władze Kogutów na transfery tego lata wydały ok. 100 mln funtów. Na White Harte Lane przybyli tacy gracze jak: Luka Modric, Heurelho Gomes, Roman Pawliuczenko, Vedran Corluka i Giovanni dos Santos. Nikt nie płakał, że wcześniej z Londynu uciekli Robbie Keane, Dimitar Berbatow, Pascal Chimbonda czy Paul Robinson, bo przecież w ich miejsce przybyli – kto wie, czy nie lepsi – piłkarze. Juande Ramos wydawało się więc, że ma do dyspozycji zespół zdolny wreszcie powalczyć o miejsce w pierwszej czwórce Premiership i taka wpadka jak 11. miejsce na koniec zeszłego sezonu nie miała prawa przytrafić się jego piłkarzom. – W zeszłym sezonie nie zdobyłem z Barceloną żadnego trofeum, teraz chcę z Tottenhamem przebić się do top-four, by powetować sobie zeszłoroczne niepowodzenia. Stać nas na to, bo mamy mocny zespół – mówił przed sezonem Giovanni dos Santos.
Tymczasem po czterech kolejkach Spurs są jedynym teamem, który w Premiership nie wygrał meczu, i z ledwie jednym punktem na koncie zamykają tabelę. Tym razem Koguty nie dały rady Aston Villi, przegrywając u siebie 1:2. Ten wynik to na pewno spora niespodzianka, zwłaszcza że w ostatnich czterech latach The Villans nie potrafili wygrać z Tottenhamem na White Harte Lane. Świetny występ zaliczył Gareth Barry, który co prawda nie strzelił gola w Londynie jak ostatnim razem (równo rok temu oba zespoły również spotkały się na White Harte Lane, gdzie po szalonym meczu padł remis 4:4 – gola na wagę remisu Johanes Caboul strzelił w… 95. minucie), ale znów srodze rozczarował swoje rodzeństwo. – Dwaj z moich trzech braci gorąco kibicują Tottenhamowi, więc za ostatnie spotkanie w Londynie mieli do mnie olbrzymie pretensje. Przed kolejnym meczem ze Spurs znów nie mogę im obiecać, że po zakończeniu spotkania nie będą na mnie źli – żartował przed meczem Barry. W domu bracia raczej nie przywitają go jak bohatera.
A dla Wisły Kraków, kolejna porażka Tottenhamu to znak, że nie taki diabeł straszny jak go malują i że w czwartek może powalczyć z Kogutami na White Harte Lane jak równy z równym. Nawet o zwycięstwo.










