– Czy chciałbym zostać selekcjonerem reprezentacji Argentyny? No pewnie, a kto by nie chciał? Ale raczej nie dostanę żadnej oferty. Niemniej mogę zaoferować swoją pomoc nowemu selekcjonerowi, ktokolwiek nim zostanie – powiedział tuż po niespodziewanym odejściu Alfia Basile Diego Maradona. Tymczasem w obliczu największego kryzysu argentyńskiej reprezentacji od lat władze AFA właśnie do niego zwróciły się z prośbą o pomoc.
Argentyna w eliminacjach MŚ 2010 w strefie Comnebol zajmuje 3. miejsce z dorobkiem szesnastu punktów. Z ostatnich sześciu meczów Leo Messi i spółka wygrali jednak tylko jeden (z Urugwajem 2:1), przegrywając dwa i remisując trzy. Jeśli dwukrotni mistrzowie świata dalej będą grać tak słabo, mogą mieć poważne problemy z awansem do mundialu w RPA! Dlatego też AFA z błagalnym apelem o pomoc zwróciła się do Diego, by przywrócił blask reprezentacji Argentyny i sprawił, żeby po 24 latach oczekiwań Puchar Świata znów wrócił do kraju tanga. Prezydent AFA, Julio Grondona, stawiając na Maradonę, wiele ryzykuje, wszak El Diego w swojej krótkiej trenerskiej karierze prowadził zaledwie dwa kluby i to w dodatku w momencie, gdy… był zawieszony za stosowanie dopingu. Najpierw najlepszy piłkarz w historii futbolu obok Pelego prowadził Deportivo Mandiy de Corrientes, z którym wygrał zaledwie jedno spotkanie, zremisował sześć i pięć przegrał. Niewiele lepiej wiodło mu się, gdy opiekował się Racingiem de Avellaneda, który poprowadził do dwóch zwycięstw, sześciu remisów i trzech porażek. Ale wtedy trenerka była dla Maradony tylko kaprysem dla zabicia czasu, wszak chodziło o to, by czas, który pozostał do końca karencji, minął jak najszybciej. Teraz przed Diegiem poważny sprawdzian, zwłaszcza że tak słabo grającej Argentyny kibice nie widzieli już od dawna.
Grondona postawił na Maradonę, choć na giełdzie trenerskiej padały nazwiska szkoleniowców o znacznie większym doświadczeniu i lepszym CV niż El Diego. Ale tu raczej nie chodziło o to, co kto ma do zaprezentowania i zaoferowania reprezentacji, ale kto w mig sprawi, że Albicelestes zaczną grać na miarę oczekiwań. A któż inny ma tego dokonać, jeśli nie człowiek, którego każdy reprezentant podziwiał od dziecka i dzięki któremu na poważnie zajął się futbolem. Gdyby zrobić sondę wśród argentyńskich graczy, kto był w dzieciństwie ich idolem, nazwisko Maradony padłoby niemal w każdej odpowiedzi. Żaden szkoleniowiec nie cieszyłby się takim szacunkiem wśród podopiecznych, jakim cieszyć się będzie Diego. Prasa argentyńska oszalała, gdy dowiedziała się o decyzji AFA. „Maradona poślubił Argentynę!„- piał z radości dziennik „Ole”. „Maradona nadchodzi!” – napisała z kolei „La Nacion”, a „La Razon” zdążyła już triumfalnie ogłosić: „Diego, nadchodzi właśnie Twój czas!„. Nominacja Maradony to z pewnością niespodzianka, by nie powiedzieć sensacja, bo przecież nawet sam zainteresowany nie spodziewał się, że Grondona z propozycją zwróci się właśnie do niego. Faworytem mediów był trener lidera ligi argentyńskiej, San Lorenzo, Miguel Angel Russo, który zdążył już nawet zakomunikować, że pierwszym, co zrobi po otrzymaniu nominacji, będzie włączenie do sztabu Sergia Batisty. Selekcjoner młodzieżowej reprezentacji Argentyny, która wsparta trzema starszymi zawodnikami w wielkim stylu w Pekinie obroniła olimpijskie złoto, nie zamierzał jednak zadowalać się rolą asystenta Russa i sam chciał prowadzić Albicelestes. – J – mówił w wywiadach. Wśród kandydatów na następcę popularnego El Coco wymieniano również Carlosa Bianchi oraz Diego Simeone.










