Ostatni niedzielny mecz w ramach 26. kolejki angielskiej Premier League zakończył się wygraną „Czerwonych Diabłów” 2:0. Bramki strzelali weteran klubu, Ryan Giggs, oraz niezawodny snajper Manchesteru, Robin van Persie.

Spotkanie na Old Trafford rozpoczęło się od bardzo spokojnej gry. Przez pierwsze minuty przeważali zawodnicy sir Aleksa Fergusona, lecz chwilę później kontrolę przejęli goście z Goodison Park. Już w 9. minucie spotkania stuprocentową sytuację miał najlepszy strzelec Premier League – Robin van Persie. Holender minął golkipera „The Toffees”, jednak z najbliższej odległości uderzył prosto w słupek bramki niczym Bartosz Ślusarski z Lecha Poznań. Kibice „Czerwonych Diabłów” nie czekali zbyt długo, ponieważ trzy minuty później gola zdobył weteran klubu, Ryan Giggs. Anglik znalazł się w polu karnym bramki Tima Howarda, a następnie lekkim plasowanym strzałem zdobył pierwszego w tym meczu gola. Podopieczni Davida Moyesa od razu ruszyli do szybkiego i agresywnego szturmu. Najbliższy wyrównania był Leon Osman, ale jego świetne uderzenie w jeszcze lepszy sposób obronił bramkarz „Diabłów”, David de Gea. „The Toffees” z minuty na minuty coraz lepiej radzili sobie z obecnym liderem Premier League. Przez dwa kwadranse to właśnie goście częściej byli przy piłce, co zaowocowało większą liczbą sytuacji podbramkowych. W 35. minucie pojedynku dobrą okazję miał napastnik Evertonu, Victor Anichebe, który znalazł się w polu karnym hiszpańskiego golkipera Manchesteru United. Jego strzał został jednak sparowany przez obrońcę gospodarzy.
W ostatniej minucie spotkania było już 2:0. Genialnym prostopadłym podaniem na wolne pole popisał się Rafael, czyli prawy obrońca klubu z Old Trafford. Robin van Persie tym razem się nie pomylił i w sytuacji sam na sam najpierw minął bramkarza gości, a następnie oddał strzał do pustej bramki Evertonu. Sędzia główny doliczył zaledwie jedną minutę. Po pierwszych 45 minutach zawodnicy sir Aleksa Fergusona prowadzili w starciu z ekipą Davida Moyesa, choć sama gra piłkarzy z Liverpoolu wyglądała bardzo dobrze. Najważniejszym elementem w piłce nożnej są jednak bramki, których więcej zdobył Manchester United.

Druga odsłona meczu niespodziewanie nie zaczęła się od szaleńczej walki Evertonu o pierwszego, kontaktowego gola. Wydawać się mogło, że gościom nie zależało już na jakiejkolwiek zdobyczy punktowej na Old Trafford. Piłkarze „Czerwonych Diabłów” spokojnie kontrolowali grę w środkowej strefie boiska, dlatego David de Gea był praktycznie bezrobotny. W 66. minucie pięknym strzałem z powietrza popisał się Tom Cleverley, ale tym razem lepszy okazał się golkiper „The Toffees”. Spotkanie w ramach 26. kolejki angielskiej Premier League nie miało większej historii. Podopieczni Davida Moyesa nie radzili sobie ze świetnie przygotowanym pod kątem taktycznym Manchesterem United. Większość akcji była zatrzymywana w bezpiecznej odległości od bramki gospodarzy, a dobrze dysponowany prawy obrońca klubu Rafael bez większych problemów wygrywał pojedynki z Leightonem Bainesem.











