Szkoleniowiec Chelsea, Roberto Di Matteo, twierdzi, że w marszu po Puchar Anglii najważniejszym spotkaniem było to pierwsze pod jego wodzą – powtórzony mecz z Birmingham City. Pierwszy pojedynek z drugoligowcem „The Blues”, jeszcze z Andre Villasem-Boasem u sterów, zremisowali 1:1. Rewanż na wyjeździe londyńczycy wygrali jednak 2:0, dzięki czemu mogli kontynuować grę w najstarszych rozgrywkach świata.
W kolejnych rundach prowadzona przez Włocha niebieska maszyna nie miała litości dla rywali. Przekonały się o tym zespoły Leicesteru i Tottenhamu, które przegrały odpowiednio 5:2 i 5:1. W ostatnią sobotę Chelsea w pojedynku finałowym na Wembley pokonała Liverpool 2:1.

– Mecz z Birmingham był dla nas kluczowy. To było moje pierwsze spotkanie w roli trenera. Gdybyśmy nie wygrali, wszystko mogło potoczyć się zupełnie inaczej. Zwycięstwo było potrzebne, aby zaszczepić w piłkarzach wiarę i zaufanie. To był bardzo ważny mecz.
– Ten sezon był dla nas bardzo trudny. W zespole jest wiele jakości i ambicji. Można odnieść wrażenie, że jesteśmy w stanie sprostać wszystkim problemom. Ci chłopcy byli w takiej sytuacji już wiele razy. Mają wiele siły psychicznej.
– Wszyscy jesteśmy ludźmi. Gdy coś idzie nie tak, pojawiają się wątpliwości. Każda wygrana podbudowywała nasze wzajemne zaufanie. Szliśmy od zwycięstwa do zwycięstwa, a nasza wiara rosła.
Di Matteo powiedział również parę słów na temat długości karier piłkarskich w dzisiejszych czasach. Doskonałym przykładem długowieczności zawodników mogą być Ryan Giggs i Paul Scholes, którzy jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie mieliby szans na tak długie aktywne uprawianie sportu.
– W ostatnich latach wielu piłkarzy kończy swoje kariery dopiero w okolicach 38-40 lat. Zmienia się fizjologia, czas odpoczynku znacznie się skraca. Teraz kariery są o wiele dłuższe niż 15 lat temu.











