Na inaugurację 15. kolejki Bundesligi Bayer Leverkusen podejmował na własnym boisku 1899 Hoffenheim. Gospodarze pewnie wygrali 2:0 i wciąż będą się liczyć w walce o europejskie puchary. Natomiast Hoffenheim nie potrafiło wygrać już piątego meczu z rzędu.

Bayer Leverkusen w poprzedniej kolejce niespodziewanie zremisował z Herthą Berlin aż 3:3, jednak nie wynikało to ze słabszej formy „Aptekarzy”, a raczej z dobrej gry drużyny ze stolicy Niemiec. Z kolei Hoffenheim przystępowało do tego spotkania po niechlubnym remisie 1:1 z Freiburgiem oraz z serią 4 spotkań bez zwycięstwa, a więc będąc w niemałym kryzysie. Grając u siebie, Bayer był wręcz skazany na zdobycie 3 punktów.
Mecz od początku układał się wedle prognoz, czyli po myśli gospodarzy. Bayer szybko wywalczył sobie dwie sytuacje, które niestety zmarnował. Ale jak to się mówi: do trzech razy sztuka. Przy trzeciej okazji gospodarze się nie pomylili, a konkretnie do siatki trafił niezawodny ostatnio Eren Derdiyok. Napastnik pokonał Starke celną główką i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Hoffenheim przebudziło się dopiero po kwadransie, ale strzał Sigurdssona był niecelny. Gospodarze oddali nieco pola rywalom, ale ci mieli problem ze stworzeniem sobie klarownej sytuacji. Dobrze w środku pola grała dwójka: Bender i Ballack. Po pół godzinie Bayer ponownie ruszył do ofensywy, ale tym razem zapomniał nieco o defensywie przez co także goście mieli swoje sytuacje. Jednak ani Mlapa, ani Babel nie potrafili dziś trafić do siatki. Nieskuteczni pod bramką rywala byli też podopieczni Dutta i do przerwy utrzymało się jednobramkowe prowadzenie miejscowych.

Parę chwil po wznowieniu gry bliski szczęścia był Derdiyok, który po raz kolejny chciał zaskoczyć Starke strzałem głową, ale tym razem piłka nie wpadła do siatki, a napastnik odniósł jakąś kontuzję. Na szczęście uraz był niegroźny i Derdiyok szybko się pozbierał. W drugiej połowie o sytuacje był znacznie trudniej. Obie jedenastki lepiej się broniły, a sędzia musiał dyktować więcej stałych fragmentów gry. Inicjatywa wciąż była po stronie gospodarzy. W 56. minucie do siatki powinien trafić Schurrle, ale zamiast radości na trybunach dało się słyszeć jedynie jęk zawodu. Młody snajper nie grzeszył dzisiaj skutecznością. Po godzinie gry boisko opuścił Johnson, a zastąpił go Musona. Pięć minut później kolejną sytuację zmarnował Schurrle, a chwilę potem zmiany dokonał Dutt. Plac gry opuścił Derdiyok, a szansę otrzymał Rolfes.









