W piątkowym, meczu przy ulicy Łazienkowskiej, byliśmy świadkami derbów Warszawy. Padł remis 1:1, a obie bramki mogliśmy oglądać dopiero po przerwie. Przebieg spotkania swoim poziomem nie przypominał jednak konfrontacji polskiej Ekstraklasy, bowiem mało było akcji ofensywnych, a pospolita nuda często gościła na boisku.
14. kolejka polskiej Ekstraklasy zapowiadał się niezwykle ciekawie. Oprócz piątkowych derbów Warszawy, świadkami będziemy konfrontacji Lech – Ruch, a także okaże się, kto na pół roku rządzić będzie w Krakowie. Najpierw jednak to zawodnicy Legii i Polonii Warszawa wybiegli na boisko, w walce po arcyważne ligowe punkty. „Wojskowi” nie chcą stracić bowiem dystansu do Wisły, a wręcz go zmniejszyć. Polonia zaś musi bronić się obecnie przed miejscem zagrożonym spadkiem do I ligi. W inaugurującym kwadransie nic godnego uwagi na murawie się nie działo. Gra toczyła się głównie w środku pola, a przy futbolówce utrzymywali się głównie „Legioniści”. Dopiero w 17. minucie rzut wolny, tuż przed szesnastym metrem, wykonywał Marcin Smoliński. Uderzenie pomocnika trafiło jednak w zewnętrzną stronę poprzeczki i opuściło plac gry. W 33. minucie piłkę w polu bramkowym otrzymał Marcin Mięciel. Wydawało się, że wreszcie będziemy świadkami otwarcia wyniku, lecz napastnik „Wojskowych” nieczysto trafił i Sebastian Przyrowski nie miał problemów z interwencją.
Pierwsza połowa z pewnością nie mogła swoim poziomem zainteresować neutralnego kibica. Mimo że w grze znacznie przeważali gospodarze, to nie byli oni w stanie przełamać defensywy „Czarnych Koszul”. Legia zdecydowanie częściej była w posiadaniu piłki, ale nie zmieniło to marnego poziomu premierowej odsłony. Kibice zatem modlili się o lepszą drugą część meczu, ponieważ powtórki z pierwszych trzech kwadransów mogliby już nie wytrzymać. Boiskową nudę przerwał w 52. minucie Bartłomiej Grzelak. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego nieporadnie wybić futbolówkę próbowali obrońcy Polonii. Ta trafiła pod nogi napastnika Legii, który płaskim strzałem pokonał bezradnego golkipera „Czarnych Koszul”. Po golu nic się nie zmieniło, a na boisku dalej gościła mała ilość akcji ofensywnych i sytuacji podbramkowych. To jednak niespodziewanie zmieniło się w 65. minucie, kiedy pięknym strzałem Jana Muchę pokonał Łukasz Piątek. Pomocnik Polonii uderzył z chirurgiczną precyzją i przelobował zaskoczonego Słowaka. Mecz w końcu nabrał rumieńców. Podopieczni Jana Urbana szybko zabrali się do pracy i próbowali ponownie wyjść na prowadzenie. Polonia znowu cofnęła się do defensywy i wyraźnie było widać, że podział punktów zdecydowanie im odpowiada.
Ostatecznie spotkanie zakończyło się remisem 1:1. Legia ciężko wywalczone zwycięstwo sprzed tygodnia, kiedy rywalem była Wisła, zmarnowała w piątkowy wieczór przy Łazienkowskiej. Polonia zaś po meczu cieszyła się, jakby schodziła w roli triumfatora. Trudno się jednak dziwić, bowiem rezultat remisowy dla podopiecznych Jose Marii Bakero, jest jak zwycięstwo.










