W pierwszym niedzielnym meczu 27. kolejki Barclays Premier League, w którym doszło do starcia lokalnych rywali – Newcastle United i Sunderlandu – padł jednobramkowy remis. Pierwsza odsłona spotkania zdecydowanie należała do gości. Po zmianie stron podopieczni Alana Pardew przebudzili się jednak i w końcówce niezwykle prestiżowego pojedynku zdołali uratować jeden punkt.
Początek kolejnych derbów północno-wschodniej Anglii należał do gospodarzy. Już w 4. minucie spotkania drużyna Newcastle pokazała, że bardzo zależy jej na zwycięstwie nad największymi rywalami. Lewą stroną pomknął Davide Santon, w zuchwały sposób ograł on Bardsleya i Larssona, ale został powalony na ziemię przez tego ostatniego. Arbiter Mike Dean podyktował rzut wolny, jednakże próba Ryana Taylora nie przyniosła zagrożenia pod bramką Mignoleta.
W drużynie „Czarnych Kotów” najlepiej prezentowało się ofensywne trio: Sessegnon, Bendtner i Larsson. Zwłaszcza szarże szwedzkiego skrzydłowego siały spustoszenie w polu karnym gości. Po jednej z jego centr mogła paść bramka dla gości, tyle że żaden klubowy partner pomocnika Sunderlandu nie podążył za akcją i w efekcie Krul bez problemów zdołał złapać futbolówkę. Charakterystycznym obrazkiem pierwszych kilkudziesięciu minut meczu były żółte kartoniki. W 25. minucie aż sześciu zawodników biegających po murawie miało już takowe na swym koncie. Nogi nikt nie odstawiał. Kontrowersje wywołała jednak sytuacja, kiedy Mike Wiliamson szarpnął za koszulkę Turnera w okolicach pola bramkowego „The Magpies”. Obrońca Sunderlandu padł niczym rażony piorunem, a Mike Dean wskazał na wapno. W każdym pojedynku Barclays Premier League dochodzi do takich starć, rzadko odgwizduje się rzuty karne – arbiter uznał to jednak w tej okoliczności za słuszne. Do piłki podszedł Bendtner i mocnym strzałem przy słupku nie dał Krulowi szans na skuteczną interwencję.
Podopieczni Martina O’Neilla, uskrzydleni wyjściem na prowadzenie, jeszcze bardziej przycisnęli. W 32. minucie kolejnym świetnym w tym meczu zagraniem popisał się duński snajper gości. Z rzutu wolnego dogrywał Larrson – Bendtner w umiejętny sposób przyjął piłkę na klatkę piersiową i niezwykłym półwolejem zmusił golkipera „Srok” do wygimnastykowania się. W odpowiedzi po rzucie rożnym wykonywanym przez Taylora groźną główką popisał się Demba Ba, ale futbolówka po jego strzale odbiła się od poprzeczki bramki Mignoleta. Wyrównanie było bardzo blisko. Żadna z drużyn nie potrafiła wykorzystać dogodnych okazji. Do przerwy zatem 1:0 dla Sunderlandu.
Drugą połowę spotkania z impetem rozpoczęli podopieczni Alana Pardew. Zaraz po wznowieniu gry kolejny raz strzałem głową mógł wyrządzić krzywdę gościom Ba, niemniej jednak senegalski snajper nie był najlepiej dysponowany dzisiejszego dnia, dośrodkowanie jego partnera z ataku – Papissa Cisse – poszło więc na marne. Chwilę później ładnie z narożnika zacentrował Taylor, ale żaden z zawodników „Srok” nie potrafił strącić piłki w stronę bramki rywali.
W 58. minucie z gry wykluczony został Sessegnon. Gracz z Beninu zdzielił łokciem Cheicka Tiote, arbiter zauważył to przewinienie i bez głębszego namysłu odesłał pomocnika Sunderlandu do szatni. Od tego momentu przewaga „The Magpies” stała się jeszcze bardzie namacalna. Najpierw ładną akcją popisał się Gutierrez, zdołał on dośrodkować w pole karne gości, ale Demba Ba wcale chyba nie miał zamiaru przełamać swej indolencji strzeleckiej… Kilka chwil później z dystansu uderzał Cabaye, futbolówka jednak zmierzała wprost w Mignoleta – ten nie miał najmniejszego problemu z opanowaniem piłki.










