Co to był za mecz! Wydawałoby się, iż dominację w Trójmieście osiągnie Arka, która do 88. minuty wygrywała dwoma bramkami. Lechia zaliczyła jednak fantastyczną końcówkę, dzięki czemu wywozi z Gdyni jeden punkt!
Oprócz niewątpliwego prestiżu, jaki czekał na zwycięzcę tego pojedynku, obie drużyny walczyły o diametralnie inne cele. Arka, aby myśleć o utrzymaniu, musi wygrywać każdy ligowy mecz. Aspirująca do gry w pucharach Lechia powinna z kolei wywozić komplet punktów z terenów ligowych outsiderów.

W pierwszej połowie spotkania więcej było faulów niż sytuacji bramkowych. Mecz był bardzo ostry. Derbowa atmosfera, jaka panowała na trybunach, udzieliła się również zawodnikom. Mimo to emocji stricte boiskowych nie brakowało. Już w 3. minucie zapachniało golem po strzale z dystansu Burkhardta. Mocną piłkę zza pola karnego posłał także Bruma, ale futbolówka wylądowała wprost w rękawicach Kapsy. Tym samym dwukrotnie próbował odpowiedzieć Lukjanovs, jego strzały mijały jednak bramkę w bezpiecznej odległości.
Piłkarsko lepiej wyglądali gospodarze. Udokumentowali to w 35. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Zawistowskiego. Precyzyjnie bita piłka wylądowała wprost na głowie wbiegającego na krótki słupek Nolla. Defensor Arki zachował się jak profesor, nie dając szans na interwencję Kapsie. Szansę na podwyższenie, pod koniec pierwszej odsłony, miał Labukas. Litwin wbiegł z piłką w pole karne, ale zbyt długo zwlekał ze strzałem i tym razem górą z tego pojedynku wyszedł golkiper gości.
W końcówce spotkania temperamenty zawodników dały o sobie znać. W polu karnym Arki zawrzało do tego stopnia, że emocje próbował stonować szkoleniowiec gdynian, który wbiegł na murawę i temperował zapędy swoich podopiecznych.
Druga połowa stała pod znakiem skutecznej i konsekwentnej defensywy Arki. Zupełnie nie do poznania była Lechia, znana z ofensywnej i ładnej piłki. Gdańszczanie nie serwowali nam dzisiaj zbyt przyjemnego dla oka futbolu, brakowało im jakby chęci i determinacji.

Paradoksalnie częściej atakowała broniąca się Arka. Spore zagrożenie stworzyła sobie w 62. minucie. Dośrodkowanie Brumy próbował przejąć Kapsa, który bark w bark walczył z Labukasem. Bramkarz Lechii nie zdołał złapać piłki, traktował ją jak rozżarzony węgielek. Futbolówka znalazła się niebezpiecznie blisko linii bramkowej, ale ostatecznie lechiści zdołali uspokoić sytuację. Oprócz tego gdynianie kilka razy uderzali z dystansu, lecz zawsze nieskutecznie.











