W ramach 35. kolejki Premier League doszło do hitowego spotkania pomiędzy dwiema największymi drużynami w stolicy Anglii. Mecz zakończył się remisem, jednak niech wynik nikogo nie zmyli, bo było to dobre i toczące się w szybkim tempie starcie.
Pojedynek Arsenalu z Chelsea to bardzo ważny mecz w kontekście walki o trzecie miejsce w tabeli Premier League. „Kanonierzy” w poniedziałek sensacyjnie przegrali z Wigan, natomiast Chelsea przystąpiła do tej potyczki w świetnym nastroju, ponieważ w środę ekipa „The Blues” pokonała Barcelonę. W dzisiejszym spotkaniu nie zobaczyliśmy strzelca zwycięskiego gola w meczu z Katalończykami, Drogba nabawił się bowiem lekkiej kontuzji. Do drużyny Wengera powrócił Koscielny, który musiał pauzować dwie kolejki po obejrzeniu dziesięciu żółtych kartek w sezonie.

W pierwszych minutach spotkania obie drużyny spokojnie rozgrywały piłkę w środkowej strefie boiska. W 7. minucie meczu w polu karnym doszło do kontaktu między Sagną i Kalou. Zawodnik Chelsea upadł, jednak arbiter nie dopatrzył się przewinienia i nie podyktował rzutu karnego. Gospodarze świetną szansę na objęcie prowadzenia mieli w 14. minucie. Po dośrodkowaniu Walcotta van Persie świetnie wyprzedził obrońcę Chelsea, ale z trzech metrów trafił tylko w słupek. Swoją szansę w 24. minucie po rzucie rożnym miał Cahill, lecz nie trafił w światło bramki. Oglądaliśmy bardzo otwartą grę obu zespołów. Mecz mógł się podobać. W końcówce pierwszej połowy górą byli gracze Arsenalu, którzy mieli dwie dogodne okazje do otworzenia wyniku, jednak żadnej nie wykorzystali. Najpierw Koscielny uderzył w poprzeczkę, a po chwili van Persie strzałem z woleja trafił prosto w ręce Cecha. W pierwszych 45 minutach nie brakowało emocji i walki, zabrakło tylko goli.
Druga połowa rozpoczęła się od ataków Chelsea. Swoje szanse mieli Torres i Kalou. Z minuty na minutę tempo spotkania rosło. Piłka szybko przenosiła się spod jednej bramki pod drugą. W 64. minucie w dogodnej pozycji do strzału znajdował się van Persie, jednak piłka po jego uderzeniu wylądowała na trybunach. Zamiast bramek oglądaliśmy żółte karki. Najpierw ukarany został Bosingwa, później Diaby. W 75. minucie w końcu udało się przełamać niemoc strzelecką, ale bramka Maty nie została uznana, ponieważ zawodnik Chelsea był na spalonym. Sędzia do dzisiejszego spotkania doliczył cztery minuty, jednak na nic się to nie zdało, gdyż obydwie drużyny nie potrafiły dziś odpowiednio wykończyć swoich akcji. Hit kolejki zakończył się remisem 0:0.











