Już jutro rozpocznie się 14. kolejka Premier League. Jako pierwsi w tej serii spotkań zmierzą się gracze Arsenalu i Tottenhamu. Będzie to już kolejna rywalizacja drużyn ze stolicy Anglii. Kolejka zakończy się obiecującym meczem Sunderlandu z Evertonem w poniedziałek.

Najciekawiej zapowiadający się pojedynek 14. kolejki Premiership to kolejna już konfrontacja dwóch zespołów z Londynu. W sobotę na Emirates o 13:45 rozpocznie się mecz pomiędzy Arsenalem a Tottenhamem. Zarówno goście, jak i gospodarze nie są jeszcze w pełni formy i obu ekipom jeszcze niedawno zdarzały się pomniejsze wpadki. Podopieczni Arsene Wengera swojego ostatniego meczu na własnym boisku pewnie mile nie wspominają. „Kanonierzy” przegrali z Newcastle po nieudanej interwencji Łukasza Fabiańskiego. Nie lepiej wygląda sytuacja Tottenhamu. Koguty swoje ostatnie dwa wyjazdowe spotkania przegrali, tracąc łącznie sześć bramek. Forma podopiecznych Harry’ego Redknappa jest dosyć niestabilna. Pomiędzy dwoma nieudanymi spotkaniami w lidze „Spurs” potrafili wznieść się na wyżyny swoich umiejętności i z klasą poradzili sobie z Interem Mediolan. Dodatkowo do ekipy Harry’ego Redknappa po kontuzji wraca Jermaine Defoe. Być może konfrontacje angielskiego snajpera z polskim bramkarzem będą okrasą sobotnich derbów Londynu.
Aktualny lider angielskiej Premier League – Chelsea Londyn – w sobotę wybierze się na St Andrews Stadium, by zmierzyć się z miejscowym Birmingham. Wskazanie faworyta w tym starciu wydaje się dziecinnie proste, lecz ostatnia kolejka pokazała nam, że w futbolu nic nie jest pewne. 14 listopada to data, którą zapamięta każdy kibic „The Blues”. Wtedy to na Stamford Brigde mistrzowie Anglii doznali upokarzającej porażki. Sunderland nie tylko wygrał, ale zdołał strzelić aż trzy bramki liderowi tabeli. Takiej rzeczy kibice Chelsea nie doznali od… ośmiu lat. To policzek, za który z pewnością Ancelotti i spółka będą chcieli wziąć odwet. Birmingham w tym sezonie jest, jak na razie, cieniem drużyny z ubiegłego sezonu. W ostatniej kampanii na St Andrews gracze Aleksa McLeisha nie przegrali żadnego meczu z drużynami pierwszej piątki. W tym sezonie będzie to pierwszy taki pojedynek i chociaż gospodarze są obecnie w ogonie stawki, idąc za przykładem Sunderlandu, łatwych warunków gościom nie powinni postawić.

Również o 16:00 swój mecz rozpoczną gracze sir Aleksa Fergusona. Wicemistrzowie Anglii tym razem będą podejmować Wigan Athletic. Goście to ekipa, którą zaledwie punkt dzieli od strefy spadkowej. Gracze Roberto Martineza grają nierówno i nie wiadomo, czego można się po nich spodziewać. Wigan potrafiło przegrać z Fulham i Blackburn, by w następnych kolejkach zremisować z Liverpoolem i wygrać z WBA. Na wyjazdach, co prawda, „The Latics” wygrali tyle samo spotkań co ich sobotni rywale (jedno), ale w najbliższym meczu faworyta można wskazać w ciemno. Manchester nie uporał się jeszcze ze swoim problemem grania na wyjazdach, ale na Old Trafford radzi sobie na razie bardzo dobrze. Na sześć rozegranych spotkań wygrał pięć i tylko jedno skończyło się remisem. Jeżeli podopieczni sir Aleksa Fergusona myślą o tytule w tym sezonie, to takie na takie wpadki jak z WBA już nie mogą sobie pozwolić. Wigan Athletic to klub, który jest idealnym kandydatem do tego, żeby poprawić swoje morale. Być może do składu „Diabłów” powróci Wayne Rooney. Dla niego zwycięstwo przed własną publicznością będzie na pewno dużym krokiem naprzód do powrotu do pełnej dyspozycji. W sobotę zmierzą się również Blackpool i Wolverhampton, Bolton i Newcastle, WBA i Stoke (spotkania zaczynają się o 16:00) oraz Liverpool i West Ham United (start o 18:30).










