Chelsea Londyn po emocjonującym meczu na Stamford Bridge pokonała w derbach Londynu West Ham United 3:0. Swoją niemoc w barwach „The Blues” przełamał Fernando Torres, który podwyższył wynik meczu na 2:0.
Walcząca wciąż o mistrzowski tytuł londyńska Chelsea już od początku spotkania chciała narzucić swoje tempo gry i jak najszybciej zdobyć bramkę. Już w 3. minucie doskonałą okazję po podaniu Didiera Drogby miał Florent Malouda, który trafił prosto w wychodzącego Roberta Greena.

Kilka minut później Drogba uderzał z dystansu, jednak piłkę bez problemu złapał bramkarz „Młotów”. Chelsea w pierwszym kwadransie gry zepchnęła podopiecznych Avrama Granta na ich pole karne. Jednak w grze „The Blues” było sporo niedokładności i ich ataki najczęściej kończyły się na obrońcach gości. „Młoty”, wykorzystując zbyt duże zaangażowanie defensorów Chelsea, grały z kontrataku.
W 23. minucie z dystansu potężnie huknął Demba Ba, jednak piłkę na rzut rożny wybił Petr Cech. Czeski bramkarz popisał się znakomitym refleksem 120 sekund później, gdy obronił strzał szczupakiem Jonathana Spectora, który otrzymał znakomite podanie od Searsa. Młodziutki Anglik, który obsłużył Amerykanina, swoją okazję miał w 30. minucie, jednak jego ekwilibrystyczny strzał piętą z linii bramkowej wybili na spółkę Cech i Ashley Cole. Te trzy groźne akcje podziałały jak kubeł zimnej wody na piłkarzy Chelsea, którzy coraz odważniej atakowali bramkę „Młotów”.
W 34. minucie w pole karne wbiegł Branislav Ivanović, wstrzelił piłkę na jedenasty metr, jednak Florent Malouda nie zdążył do niej dotrzeć. Chelsea dopięła swego dopiero w 43. minucie, Ashley Cole wbiegł lewą stroną w pole karne zagrał podobnie jak dziesięć minut wcześniej Ivanović, tym razem jednak piłka znalazła adresata w postaci Franka Lamparda, który wbił ją do bramki. Chelsea, mimo niesprzyjającej aury, zasłużenie prowadziła z West Hamem United 1:0.
Początek drugiej połowy niczym nie różnił się od pierwszej części spotkania, znowu Chelsea atakowała, spychając „Młoty” pod ich pole karne. Dogodną sytuację na podwyższenie wyniku miał w 50. minucie Kalou, jednak fatalnie przestrzelił. W odpowiedzi na to groźnie główkował po rzucie rożnym Manuel Da Costa, ale na torze lotu piłki stanął John Obi Mikel. Spotkanie z minuty na minuty robiło się coraz ciekawsze. Boisko coraz bardziej przypominało jedną wielką kałużę, jednak nie stanowiło to żadnego problemu dla piłkarzy obu drużyn.












