Derby Londynu, chociaż nie były tak emocjonujące jak większość dzisiejszych spotkań, mogły się podobać. Na zakończenie sobotnich meczów siódmej kolejki Premiership, z batalii na Craven Cottage zwycięsko wyszli „Kanonierzy”, pokonując skromnie 1:0 ekipę Fulham.
Na zakończenie sobotnich spotkań siódmej kolejki Premiership, na Craven Cottage w derbach Londynu zmierzyły się ekipy Fulham i Arsenalu. Chociaż ostatni mecz między „The Cottagers” a „Kanonierami” zakończył się zwycięstwem drużyny z zachodniej części angielskiej stolicy, to dzisiaj faworytami byli niewątpliwie podopieczni Arsene’a Wengera. Piłkarze z północnego Londynu w obecnych rozgrywkach spisują się znacznie lepiej niż zawodnicy Roy’a Hodgsona, którzy przed tą kolejką znajdowali się w dolnej części ligowej tabeli.
Spotkanie rozpoczęło się pechowo dla jedenastki gospodarzy, już w ósmej minucie boisko w wyniku kontuzji opuścić musiał skrzydłowy Damien Duff. Irlandczyka zastąpił Węgier – Zoltan Gera.
Niespodziewanie to właśnie gracze Fulham byli od początku stroną dominującą, a Vito Mannone, strzegący bramki „Kanonierów” musiał uwijać się jak w ukropie, aby zapobiec utracie gola. Włoskiego golkipera gości najczęściej sprawdzał Clint Dempsey, ale młody bramkarz spisywał się bez zarzutu.
Zawodnicy Arsenalu próbowali stwarzać zagrożenie w okolicach pola karnego rywali, ale większość ich strzałów wędrowała daleko od bramki Marka Schwarzera. Przewaga w posiadaniu piłki była co prawda po stronie gości, ale podopieczni Wengera nie potrafili zamienić tego na zdobycz bramkową.
Do przerwy na Craven Cottage mieliśmy bezbramkowy remis, ale niespodziewanie to piłkarze Roy’a Hodgsona byli stroną przeważającą.
Mocne słowa w szatni musieli usłyszeć od Arsene’a Wengera piłkarze Arsenalu, bo na drugą połowę wyszli z bardzo ofensywnym nastawieniem. Przyniosło to efekt pięć minut po wznowieniu gry, kiedy Robin van Persie zamienił na bramkę podanie od Cesca Fabregasa.
„Kanonierzy” objęli prowadzenie, ale wciąż to piłkarze Fulham częściej gościli w okolicach pola karnego rywali. Z obrońcami gości nieustannie walczył napastnik „The Cottagers”, Andy Johnson, ale jeśli już udało mu się wypracować pozycję strzelecką, to jego uderzenia były zbyt słabe, by pokonać dobrze dysponowanego Vito Mannone.
Z każdą kolejną minutą gra na Craven Cottage stawała się coraz bardziej agresywna. Faulowali tak jedni, jak i drudzy, ale arbiter kartkami karał tylko zawodników Fulham, którzy przewinień dopuszczali się znacznie częściej.
Pod koniec meczu Arsene Wenger postanowił postawić na obronę korzystnego wyniku, zmieniając Robina van Persiego na defensywnego zawodnika – Emmanuela Eboue. Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej mógł wpisać się na listę strzelców chwilę po tym, jak pojawił się na murawie, ale jego strzał instynktownie nogą obronił Mark Schawrzer.
Chociaż do ostatnich minut to piłkarze Fulham byli stroną przeważającą, spotkanie zakończyło się jednobramkowym zwycięstwem „Kanonierów”. Podopieczni Wengera zamienili na bramkę jedną z nielicznych w tym meczu sytuacji. Piłkarze Roy’a Hodgsona okazji do zdobycia gola mieli znacznie więcej, ale „The Cottagers” mieli problem z wykończeniem akcji i przypłacili to utratą trzech punktów.










