Na stadionie Jose Alvalade spotkały się dwie drużyny, które od początku istnienia portugalskiej ligi rywalizowały ze sobą. Dlatego wiele osób z wielka nadzieją oczekiwało tego sobotniego spotkania, majacego rozstrzygnąć, który z teamów będzie rządził w mieście przez najbliższe pół roku.
Derby Lizbony od wielu sezonów dostarczają niezapomnianych emocji kibicom nie tylko Sportingu i Benfiki, ale także wszystkim sympatykom futbolu w Portugalii. Wieczorna konfrontacja rywalizujących klubów miała być ozdobą 11. kolejki Bwin Ligi. W tym spotkaniu nie tylko liczył się prestiż oraz trzy punkty, lecz również sposób, w jaki każda drużyna się zaprezentuje. Sporting pod wodzą nowego trenera chciał jak najszybciej odbudować należną mu pozycje w ligowej tabeli, natomiast „Orły” chciały za wszelką cenę udowodnić, iż ostatnie słabsze wyniki były tylko wypadkiem przy pracy.
Od początku spotkania obydwa teamy starały się uzyskać przewagę w środku pola, by kontrolować wydarzenia na boisku. Dlatego już w pierwszych minutach widzieliśmy wiele walki oraz dobre akcje w wykonaniu gospodarzy, jak i gości. Jednak żadna z ofensyw nie przyniosła upragnionego rezultatu w postaci zdobycia bramki. Bardzo dobre partie rozgrywali pomocnicy i skrzydłowi obydwu drużyn.
Po upływie 30 minut lekką przewagę zdobyli piłkarze w zielono-białych strojach, jednak ich akcje bardzo dobrze rozbijali na 25 metrze obrońcy Benfiki. Ponadto goście nie pozostawali bierni w akcjach ofensywnych i przeprowadzali groźne kontry, jednak bramkarz Sportingu, Rui Patricio, bardzo dobrze grał na przedpolu i wybijał wszystkie prostopadłe piłki adresowane do napastników gości.
Do przerwy wynik nie uległ zmianie. Golkiperzy lizbońskich drużyn wykazywali się bardzo dobrą grą i byli najjaśniejszymi postaciami swoich zespołów. W każdej sytuacji podbramkowej wykazywali się wysokimi umiejętnościami. Dobrą partię rozgrywali też obrońcy jednej, jak i drugiej drużyny, którzy byli wyjątkowo skoncentrowani i nie popełniali rażących błędów przy interwencjach.
Druga połowa zaczęła się od ataków gości, którzy chcieli zaskoczyć Sporting, szybko strzelając bramkę. Jednak po paru minutach gospodarze opanowali sytuację i ponownie gra się wyrównała. W 60. minucie spotkania „Zielono-biali” mieli wyborną okazję do strzelenia premierowego gola w tym spotkaniu. Z odległości 30 metrów silnym strzałem popisał się Matias Fernandez, jednak Quim w fantastycznej „robinsonadzie” wypił piłkę na rzut rożny.
Wraz z zbliżającym się gwizdkiem sędziego, zawodnicy obydwu drużyn coraz bardziej nacierali na bramki przeciwników, by zdobyć zwycięskiego gola. Najbliżej tej sztuki byli piłkarze Benfiki, jednak Ramirez z pięciu metrów nie potrafił umieścić piłki w siatce. W końcowym okresie gry sędzia spotkania nie do końca panował nad sytuacją i podjął kilka kontrowersyjnych decyzji.
Po ostatnim gwizdku piłkarze obydwu drużyn z niezadowoleniem na twarzach opuszczali płytę boiska. Mimo dobrego spotkania nie zobaczyliśmy żadnego trafienia. Remis nie był satysfakcjonujący dla żadnej z drużyny, dlatego pozostał duży niedosyt w obozach Sportingu i Benfiki.










