189. Derby Krakowa dla Wisły Kraków. „Biała Gwiazda” wygrała u siebie z Cracovią 2:1 i odegrała się odwiecznemu rywalowi za ostatnią porażkę w rundzie zimowej. Kibice zgromadzeni przy Reymonta, nie mogli narzekać na brak emocji, a zwłaszcza (co rzadko zdarza się w ekstraklasie) mogli oglądać bramki naprawdę niezwykłej urody.
Najważniejszy mecz w Krakowie przywiódł na Reymonta 22, jak do tej pory największą liczbę kibiców w tym roku. Na trybunach zasiadło ponad 23 tysiące kibiców, a dotychczas frekwencja nie przekraczała nawet 10 tysięcy. Sam mecz nie rozpoczął się wielkimi fajerwerkami, ale gospodarze stopniowo zaczynali przejmować inicjatywę. Początek spotkania na pewno nie zapowiadał, że pierwszy gol w tym meczu padnie w takich okolicznościach. Po (co w naszej lidze rzadko można zobaczyć) koronkowej akcji Wisły, Semir Stilić strzelił pierwszą bramkę dla „Białej Gwiazdy”. Takich akcji na boiskach ekstraklasy nie było nam dane często oglądać.
https://vine.co/v/OYrngj1JZLH
Oprócz tego efektownego gola w pierwszej połowie działy się też inne ciekawe rzeczy. Po niespełna 30 minutach gry na murawie przy Reymonta 22 pojawił się… LIS. Tak, chodzi o to takie rude zwierzątko, które w Derbach Krakowa urządziło sobie szybki sprint przez część boiska.
Jeśli jednak chodzi o aspekty czysto piłkarskie, to pierwsza połowa spotkania zdecydowanie należała do gospodarzy. Wisła stwarzała sobie więcej groźnych sytuacji niż rywal z drugiej strony Błoni, co przełożyło się na jej zasłużone prowadzenie.
Druga część gry rozpoczęła się bardziej emocjonująco niż pierwsza, bo już po niespełna 15 minutach, przy Reymonta padły dwa gole. Najpierw Wisła po kolejnej koronkowej w tym meczu akcji a’la hiszpańska tiki-taka strzeliła gola na 2:0. Na listę strzelców wpisał się Paweł Brożek, a już 9 asystę w tym sezonie zaliczył Semir Stilić. Radość wiślaków nie trwała jednak długo, bo już zaledwie kilka sekund później goście odpowiedzieli pierwszym golem w tym meczu. Kontaktową bramkę dla Cracovii po zamieszaniu w polu karnym „Białej Gwiazdy” zdobył Marcin Budziński.












