Mecz 11. kolejki Ekstraklasy rozgrywany we Wrocławiu zakończył się efektownym zwycięstwem Śląska z Zagłębiem 3:1. Była to pierwsza wygrana gospodarzy od triumfu z Cracovią w 2. rundzie spotkań.
Gospodarze, niesieni dopingiem stadionu wypełnionego przez kibiców do ostatniego krzesełka, od początku spotkania posiadali przewagę. Dobrą okazję wypracowała para napastników Śląska, kiedy Łukasz Gikiewicz dobrze wystawił piłkę do Vuka Sotirovicia, ale strzał Serba minął bramkę Bojana Isailovicia. Chwilę później głową uderzał Gikiewicz, ale golkiper gości zdołał sparować piłkę na poprzeczkę.

Odpowiedzią Zagłębia była okazja Wojciecha Kędziory, który znalazł sobie sporo miejsca przed polem karnym Śląska. Następnie zdecydował się na strzał, jednak piłkarz nie trafił nawet w światło bramki. Po kwadransie gracze Oresta Lenczyka wyszli z dynamiczną kontrą. Zakończona została strzałem Sebastiana Mili. Futbolówka po uderzeniu kapitana gospodarzy wyszła na rzut rożny.
Swoją przewagę Śląsk udokumentował w 23. minucie, kiedy po dośrodkowaniu Sebastiana Mili z rzutu wolnego piłkę głową do siatki skierował Przemysław Kaźmierczak. Ripostą Zagłębia była okazja Arkadiusza Woźniaka, którego strzał końcami palców zdołał obronić Marian Kelemen. Do przerwy wynik nie zmienił się, a podopieczni Michała Bajora schodzili do szatni z jednobramkowym bagażem.
Gospodarze rozpoczęli drugą część meczu mocnym uderzeniem, kiedy w 49. minucie prostopadłe podanie do Vuka Sotirivicia posłał Przemysław Kaźmierczak. Wychodzący sam na sam z Isailovociem napastnik Śląska pokonał swojego rodaka i celebrował cenne trafienie w derbach. Po podwyższeniu prowadzenia podopieczni Oresta Lenczyka cofnęli się do obrony, a zawodnicy Zagłębia starali się przebić przez szczelnie ustawioną linię defensywną.

Piłkarze ze stolicy Dolnego Śląska mieli znakomitą okazję w 69. minucie, kiedy po wymianie piłki między Waldemarem Sobotą, a Sebastianem Milą na uderzenie zdecydował się kapitan wrocławian, ale Isailovicia uratował słupek. Chwilę później przy kolejnym rzucie rożnym wykonywanym przez Sebastiana Milę golkiper gości nie miał tyle szczęścia, po interwencji piłkę do siatki wepchnął bowiem z najbliższej odległości Remigiusz Jezierski.











