Prawdziwy koncert strzelecki zaserwowali Zagłębiu Lubin piłkarze wrocławskiego Śląska. Przyjezdni ze stolicy Dolnego Śląska pokonali rywali 5:1 i w pewny sposób przyłożyli się do fatalnego debiutu trenera Hapala.
Mecz w Lubinie znakomicie rozpoczęli przyjezdni z Wrocławia, Śląsk bowiem już po dwóch minutach prowadził 1:0. Rzut wolny egzekwowany był przez etatowego wykonawcę, a więc Sebastiana Milę, który posłał dobrą piłkę w pole karne. Diaz doszedł do futbolówki, minął obrońcę i pewnym strzałem pokonał Isailovicia.

Druga bramka dla podopiecznych Lenczyka to niesamowita akcja Piotra Ćwielonga. Skrzydłowy Śląska opanował piłkę w okolicach połowy boiska, po czym ruszył na bramkę Zagłębia. Popularny „Pepe” skupił na sobie uwagę kilku defensorów gospodarzy i atakowany w sposób niezbyt zdecydowany oddał kąśliwy strzał zza pola karnego, po którym piłka wylądowała w oknie bramki rywala. Charyzmatyczny zawodnik Śląska miał wiele możliwości przy konstruowaniu tej akcji, mając do dyspozycji lepiej ustawionych kolegów, jednak podjął decyzję, która przyniosła podwyższenie prowadzenia.
Już pięć minut po zdobyciu drugiej bramki do ataku ponownie na lewej stronie pokazał się Ćwielong. Boczny pomocnik zszedł do środka pola karnego, po czym wyłożył piłkę znakomicie do nadbiegającego Mili, a kapitan Śląska bez przyjęcia huknął na bramkę. Isailović z problemami poradził sobie z tym strzałem, a na dobitkę czyhał jeszcze Diaz.
Zagłębie próbowało wrócić do gry, zbliżając się do bramki Gikiewicza, jednak brak konsekwencji był niezwykle widoczny. Zawodnicy gospodarzy w ostatniej fazie akcji tracili piłkę, byli blokowani bądź podejmowali błędne decyzje, co świadczyło o szczelnej defensywie przyjezdnych. Szczególnie groźnie wyglądała prawa strona „Miedziowych”, gdzie dynamicznymi rajdami popisywał się znany wrocławskim kibicom Janusz Gancarczyk.

Ostatnie zdanie potwierdza niesamowicie groźna akcja gospodarzy tuż po rozpoczęciu drugiej połowy spotkania. Prawym skrzydłem odważnie ruszył Kowalczyk, po czym minął kolejnych obrońców i oddał piłkę Gancarczykowi. Były gracz Śląska Wrocław ofiarnie, wślizgiem zdołał oddać strzał, a piłka pofrunęła minimalnie ponad poprzeczką bramki Gikiewicza. Zdecydowanie najlepsza okazja do bramki kontaktowej dla podopiecznych trenera Hapala.












