Przemysław Płacheta i Robert Gumny. Co ich łączy oprócz wspólnego dnia debiutu w narodowej kadrze? W podobnym czasie wyjechali z Polski na Zachód, obaj przewyższali poziomem ekstraklasę, obaj są bardzo zdolni i są przyszłością polskiej reprezentacji, byli także niekwestionowanymi liderami polskiej młodzieżówki. Nadszedł czas, aby w końcu pokazać się w pierwszej reprezentacji.
W spotkaniu z Ukrainą Jerzy Brzęczek zdecydował się dać szansę piłkarzom trochę mniej obytym z reprezentacyjną koszulką. Swoisty przegląd kadr. Selekcjoner chciał się zorientować, na kogo może liczyć, a komu brakuje jeszcze argumentów, aby przekonać go, że zasługuje na bilet na Euro. Tak więc od pierwszej minuty zobaczyliśmy dwóch debiutantów, Przemka Płachetę i Roberta Gumnego.
Nie rozegrali oni może jakiegoś wybitnego spotkania, tak jak cała reprezentacja, ale zaprezentowali się bardzo solidnie. Bardzo nieśmiało podnieśli rękę do góry, próbując załapać się jeszcze na wyjazd na mistrzostwa Europy. Teoretycznie wrota są jeszcze cały czas otwarte dla obu, ale wciśnięcie się tam będzie już bardzo trudne. W meczu z Ukrainą zabrakło czegoś ekstra. Tego efektu łał.
Zestresowany „Guma”
Może mało osób pamięta, ale Robert Gumny nie po raz pierwszy kręci się wokół pierwszej reprezentacji. Przed mistrzostwami świata w Rosji do reprezentacji przymierzał go już Adam Nawałka. Wtedy znalazł się tylko w szerokim składzie. Zadebiutować wówczas też mu się nie udało. Już wtedy był ogromną nadzieją polskiej piłki z niedoszłym rekordem transferowym. Nikt w tamtym czasie nie spodziewał się, że na jego debiut będziemy musieli czekać ponad dwa lata. Trochę zatrzymał się w rozwoju albo raczej kontuzje go zatrzymały.
Słysząc o pozycji prawego obrońcy w reprezentacji Polski, na myśl od razu przychodzi nam Tomasz Kędziora i Bartosz Bereszyński, ale gdzieś tam głęboko pamiętamy, że jest jeszcze ten superzdolny Gumny. Teraz nareszcie doczekał się swojej szansy na debiut. Trudno powiedzieć, że nas oczarował i stał się mocnym kandydatem do wyjazdu na Euro, chociaż chcielibyśmy tak napisać. Popularny „Guma” od początku był skupiony przede wszystkim na tym, żeby nie zrobić jakiegoś głupiego błędu. Wybierał najprostsze rozwiązania, nie podłączał się też w akcje ofensywne, ale także dobrze zamurował prawą stronę defensywy. Podejrzewamy, że głównym czynnikiem, który powodował jego lekko apatyczną grę, był stres.
Jeśli mamy napisać o walorach ofensywnych Gumnego w meczu z Ukrainą, to w zasadzie możemy skończyć rozmowę o nich już teraz. Nie było ich w ogóle, a przecież pamiętamy jego rajdy w ekstraklasie. Nie mamy pojęcia, czy takie było założenie taktyczne, ale Robert Gumny sfokusował się głównie na defensywie. Gra obronna wychodziła mu naprawdę dobrze. Fakt, że dużo roboty nie miał, gdyż Ukraińcy pchali się głównie drugą stroną boiska. Warto jednak docenić, że z prawej strony nie było praktycznie żadnego zagrożenia. Skutecznie zamurował prawą flankę.











